Włochy: Eleonora Lo Bianco, Simona Gioli, Serena Ortolani, Sara Anzanello, Elisa Togut, Antonella Del Core, Paola Cardullo (libero) oraz Simona Rinieri, Jenny Barazza, Nadia Centoni,
Reprezentantki Polski dokonały nie lada wyczynu. Dotychczas tytuł mistrzyń Europy udało się obronić tylko Rosji, a wcześniej Związkowi Radzieckiemu. Teraz do tego elitarnego grona dołączyła Polska. I to w sposób nie podlegający dyskusji (siedem wygranych w turnieju), godny mistrzowskiej drużyny. Ekipy, w której są gwiazdy, i zawodniczki od "czarnej roboty", ale nawzajem znakomicie się uzupełniają.
Natomiast Włoszki jeszcze nigdy nie były mistrzyniami kontynentu. W tym roku to one były faworytkami, lecz ostatecznie musiały obejść się smakiem, zadowolić srebrnym medalem i... czekać do kolejnego czempionatu.
Pierwszy set, zresztą jak i całe spotkanie, miał wyrównany przebieg. Polki tylko raz zdobyły trzy punkty z rzędu i ze stanu 6:8 "wyciągnęły" na 9:8. Prawdziwy koncert gry dawała Dorota Świeniewicz, bezbłędna w ataku (siedem punktów w tej części), podrywała zespół w trudnych momentach. Było to kolejny świetny występ tej siatkarki, uznanej zresztą za najlepszą zawodniczkę turnieju. Jedyne co można polskim "złotkom" zarzucić, to aż cztery zepsute zagrywki. Jak na drużynę tej klasy, to stanowczo za dużo. Za darmo oddawały cenne punkty, a na swoje "oczka" musiały bardzo ciężko zapracować.
W drugiej partii, podobnie jak w poprzedniej, na przerwę techniczną Polski schodziły z dwupunktową stratą (6:8). Ale wystarczyło, że na zagrywce pojawiła się jedna z najlepiej serwujących zawodniczek tego turnieju - Izabela Bełcik. Kilka piłek wybroniła "Mała" Mariola Zenik, a Glinka minęła potrójny blok i zrobiło się 9:9.
To nie była jedyna sytuacja w dramatycznym meczu, kiedy MVP poprzednich mistrzostw stawała na wysokości zadania. W bloku kilka udanych akcji zanotowała Agata Mróz. Ważną piłkę, przy stanie 18:16, zatrzymała też Katarzyna Skowrońska. A za chwilę, po serwsie Mróz, błąd w przyjęciu popełniła Paola Cardullo i zrobiło się 20:16. Takie okazji "biało-czerwone" nie mogły zmarnować. A jednak znów coś się popsuło, a Włoszki odrobiły stratę i miały nawet setbola. Ostatnia piłka należała do Polek. Za kilka słabszych zagrań zrehabilitowała się Glinka, Zenik odbiła przypadkowo piłkę, która spadła na druga stronę obok zaskoczonych siatkarek ekipy "Azzuri".
Mistrzynie świata łatwo się nie poddają. Potwierdziły to w trzeciej odsłonie, w której szybko "odjechały" na cztery punkty (8:4). Elisa Togut dwa razy zagrywką "ustrzeliła" Świeniewicz, miał też asa, a raz źle przyjęła Zenik. Na drugą przerwę techniczną polskie siatkarki schodziły ze stratą pięciu punktów - 11:16. Włoska lokomotywa była w tym momencie już tak rozpędzona, że nie mogłyby ją zatrzymać nawet i najlepsze tarcze hamulcowe.
W przełomowym momencie czwartego seta świetnie spisała się Milena Rosner. Dzięki jej atakom i zagrywkom Polki z 7:8 objęły prowadzenie 11:8. Wcześniej tylko przegrywały. I wtedy podopieczne Niemczyka "włączyły szósty bieg", a Włoszki tylko patrzyły, jak im odjeżdżają.
Po spotkaniu na parkiecie mistrzynie Europy odtańczyły taniec radości, polał się szampan, popłynęły łzy. Tak jak obiecał szkoleniowiec - najlepszy mecz Polki rozegrały w finale.
ss, pap