Na trasie podróży historycznej po Ukrainie nie mogło zabraknąć Lwowa, „najbardziej polskiego z miast Rzeczypospolitej". I choć, jak pisze autor, Polacy i Ukraińcy mają za sobą trudną historię, to jednak nasi rodacy są we Lwowie przyjmowani przyjaźnie. To m.in. dlatego temu miastu i jego historii Koper poświęca wyjątkowo dużo miejsca, poczynając od XIV w., kiedy hospodar Mołdawii na lwowskim rynku złożył hołd lenny królowej Jadwidze i Władysławowi Jagielle aż po dwudziestolecie międzywojenne.
REKLAMA
Podróż, która zaczyna się we Lwowie, kończy się daleko na Krymie. Odwiedzamy więc Odessę ze słynnymi schodami, które przeszły do historii światowej kinematografii za sprawą „Pancernika Potiomkina" Siergieja Eisensteina (Polacy pamiętają je z doskonałej parodii tego ujęcia w fimie „Déjà vu” Juliusza Machulskiego). Pisząc o Krymie autor nie zapomina oczywiście o Adamie Mickiewiczu, niemal dwa wieki temu zesłanemu tam przez cara po procesie filomatów. Słowo „zesłany” nie do końca oddaje jednak charakter pobytu Mickiewicza na dzisiejszej Ukrainie - poeta co prawda znajdował się tam pod dyskretną obserwacją carskich szpicli (w tym urodziwej Karoliny Sobańskiej), ale wbrew sugestiom wielu podręczników, „nie cierpiał za miliony”, ani z miłości do Maryli Wereszczakówny. "Zesłany" na Krym Mickiewicz bywał na salonach, romansował i generalnie wesoło się bawił.
Koper rozprawił się również z legendą „małego rycerza" i jego męczeńskiej śmierci w twierdzy kamienieckiej. Okazuje się, że pan Wołodyjowski był postacią historyczną, ale nie miał na imię Michał, lecz Jerzy Michał, a w chwili ataku Turków na twierdzę miał 50 lat i chętniej posługiwał się bronią palną niż szablą. Dziesięć lat wcześniej ożenił się z Krystyną (nie Basią) Jeziorkowską, w chwili zamążpójścia 40-letnią trzykrotną wdową (zdecydowanie nie był to zalotny hajduczek), a przede wszystkim nie wysadził twierdzy, tylko poddał ją Turkom. Prawdziwy Wołodyjowski zginął, gdy major artylerii Heyking (pierwowzór Ketlinga) być może przez przypadek wysadził się wraz z 200 beczkami prochu.
Z przewodnika możemy dowiedzieć się jeszcze o wielu sławnych Polakach związanych z Kresami (m.in. Tadeuszu Boyu-Żeleńskim, Bruno Schulzu, Aleksandrze Fredro i skomplikowanych losach jego potomków), o gorączce złota w Borysławiu, a także karierze urodziwej kurtyzany, która wyszła za mąż za najbogatszego magnata Rzeczypospolitej i targowiczanina, Stanisława Szczęsnego Potockiego… Nazwiska Polaków, którzy zapisali się w historii Ukrainy można by długo wymieniać - dość powiedzieć, że przewodnik Kopera czyta się jednym tchem.
Jak przystało na autora przewodnika Koper udziela również czytelnikom kilku praktycznych rad. Tym, którzy nie pamiętają Polski Ludowej, radzi na przykład, by przed wyjazdem na Ukrainę zapoznali się z filmami Stanisława Barei, które są - według Kopera - „dobrym wstępem do podróży po tym kraju". "Tu niemal wszystko jest >prawie gotowe< lub >prawie zrobione<" - przekonuje.
Sławomir Koper „Ukraina. Przewodnik historyczny" Bellona 2011 Cała prawda o "małym rycerzu". I nie tylko
2011-12-12 17:01
Na trasie podróży historycznej po Ukrainie nie mogło
zabraknąć Lwowa, „najbardziej polskiego z miast Rzeczypospolitej". I
choć, jak pisze autor, Polacy i Ukraińcy mają za sobą trudną historię, to jednak
nasi rodacy są we Lwowie przyjmowani przyjaźnie. To m.in. dlatego temu miastu i
jego historii Koper poświęca wyjątkowo dużo miejsca, poczynając od XIV w., kiedy
hospodar Mołdawii na lwowskim rynku złożył hołd lenny królowej Jadwidze i
Władysławowi Jagielle aż po dwudziestolecie międzywojenne.
Podróż,
która zaczyna się we Lwowie, kończy się daleko na Krymie. Odwiedzamy więc Odessę
ze słynnymi schodami, które przeszły do historii światowej kinematografii za
sprawą „Pancernika Potiomkina" Siergieja Eisensteina (Polacy
pamiętają je z doskonałej parodii tego ujęcia w fimie „Déjà vu”
Juliusza Machulskiego). Pisząc o Krymie autor nie zapomina oczywiście o Adamie
Mickiewiczu, niemal dwa wieki temu zesłanemu tam przez cara po procesie
filomatów. Słowo „zesłany” nie do końca oddaje jednak charakter
pobytu Mickiewicza na dzisiejszej Ukrainie - poeta co prawda znajdował się tam
pod dyskretną obserwacją carskich szpicli (w tym urodziwej Karoliny Sobańskiej),
ale wbrew sugestiom wielu podręczników, „nie cierpiał za miliony”,
ani z miłości do Maryli Wereszczakówny. "Zesłany" na Krym Mickiewicz
bywał na salonach, romansował i generalnie wesoło się bawił.
Koper
rozprawił się również z legendą „małego rycerza" i jego męczeńskiej
śmierci w twierdzy kamienieckiej. Okazuje się, że pan Wołodyjowski był postacią
historyczną, ale nie miał na imię Michał, lecz Jerzy Michał, a w chwili ataku
Turków na twierdzę miał 50 lat i chętniej posługiwał się bronią palną niż
szablą. Dziesięć lat wcześniej ożenił się z Krystyną (nie Basią) Jeziorkowską, w
chwili zamążpójścia 40-letnią trzykrotną wdową (zdecydowanie nie był to zalotny
hajduczek), a przede wszystkim nie wysadził twierdzy, tylko poddał ją Turkom.
Prawdziwy Wołodyjowski zginął, gdy major artylerii Heyking (pierwowzór Ketlinga)
być może przez przypadek wysadził się wraz z 200 beczkami prochu.
Z
przewodnika możemy dowiedzieć się jeszcze o wielu sławnych Polakach związanych z
Kresami (m.in. Tadeuszu Boyu-Żeleńskim, Bruno Schulzu, Aleksandrze Fredro i
skomplikowanych losach jego potomków), o gorączce złota w Borysławiu, a także
karierze urodziwej kurtyzany, która wyszła za mąż za najbogatszego magnata
Rzeczypospolitej i targowiczanina, Stanisława Szczęsnego Potockiego…
Nazwiska Polaków, którzy zapisali się w historii Ukrainy można by długo
wymieniać - dość powiedzieć, że przewodnik Kopera czyta się jednym tchem.
Jak przystało na autora przewodnika Koper udziela również czytelnikom
kilku praktycznych rad. Tym, którzy nie pamiętają Polski Ludowej, radzi na
przykład, by przed wyjazdem na Ukrainę zapoznali się z filmami Stanisława Barei,
które są - według Kopera - „dobrym wstępem do podróży po tym kraju".
"Tu niemal wszystko jest >prawie gotowe< lub >prawie
zrobione<" - przekonuje.
Sławomir Koper „Ukraina. Przewodnik
historyczny" Bellona 2011