Przez kilkanaście ostatnich wieków Europejczycy przywykli do tego, że świat kręci się wokół nich. Trudno się zresztą temu dziwić – wszak najpotężniejsze imperia w historii, takie jak Cesarstwo Rzymskie i Imperium Brytyjskie, narodziły się na Starym Kontynencie, który przez setki lat wyznaczał kierunki cywilizacyjnego postępu i podporządkowywał sobie inne części świata.
REKLAMA
Dziś wszystko to jest już jednak melodią przeszłości. Liderzy państw europejskich nie są już głównymi rozgrywającymi na arenie międzynarodowej. Mało tego – na wielkich szczytach i konferencjach Europejczycy coraz częściej występują w roli karconych uczniów, a nie nauczycieli. Liderzy takich państw jak Brazylia, Indie, Chiny, Japonia czy Korea Południowa, krytykują europejskich polityków za działania prowadzące w prostej linii do kryzysu targającego obecnie światem. Uczniowie przerośli mistrzów – a mistrzowie skarleli.
Europa traci także na znaczeniu militarnym, stając się w coraz większym stopniu „strategicznym zapleczem" dla jedynego współczesnego supermocarstwa – Stanów Zjednoczonych. W czasie zimnej wojny to właśnie Stary Kontynent znajdował się w centrum zainteresowania Waszyngtonu – bo to tu mógł rozegrać się Armageddon w postaci ostatecznego starcia z ZSRR. Po upadku żelaznej kurtyny USA zaczęły jednak odchodzić od polityki „europocentrycznej”, a proces ten został w ostatnich latach poważnie przyspieszony. Świadczą o tym ostatnie działania administracji Baracka Obamy i dalsze wycofywanie amerykańskich żołnierzy z Europy. Dlaczego tak się dzieje? To proste. Dziś na świecie jest wiele regionów znacznie ważniejszych niż jakaś tam Europa, która na dodatek pogrążyła się właśnie w potężnym kryzysie gospodarczym, a już wcześniej całkowicie nie radziła sobie z napływem nieasymilujących się imigrantów, co w przyszłości musi pozbawić Stary Kontynent jego tożsamości. Nie ma sensu przejmować się tym, co dzieje się w dożywającej swoich dni krainie starych ludzi i niekompetentnych, miałkich polityków. Tym ostatnim pozostało już tylko wspominać z rozrzewnieniem czasy, gdy głos Europy coś znaczył.
Kto przejmie palmę pierwszeństwa od Europy? Na początku lat dziewięćdziesiątych Stary Kontynent utracił swoje znaczenie na rzecz Bliskiego Wschodu. Powód był oczywisty – to właśnie stamtąd pochodzi znaczna część światowej ropy naftowej. Wydaje się jednak (tak przynajmniej uważają Amerykanie), że XXI wiek będzie należał do państw z regionu Azji i Pacyfiku - przede wszystkim do Chin, chociaż wiele przemawia też za Indiami. W tej niepewnej układance pewne jest tylko jedno – Stary Kontynent złotą erę ma już dawno za sobą.
Zmierzch Europy
2012-01-10 22:11
Przez kilkanaście ostatnich wieków Europejczycy
przywykli do tego, że świat kręci się wokół nich. Trudno się zresztą temu dziwić
– wszak najpotężniejsze imperia w historii, takie jak Cesarstwo Rzymskie i
Imperium Brytyjskie, narodziły się na Starym Kontynencie, który przez setki lat
wyznaczał kierunki cywilizacyjnego postępu i podporządkowywał sobie inne części
świata.
Dziś wszystko to jest już jednak melodią przeszłości.
Liderzy państw europejskich nie są już głównymi rozgrywającymi na arenie
międzynarodowej. Mało tego – na wielkich szczytach i konferencjach
Europejczycy coraz częściej występują w roli karconych uczniów, a nie
nauczycieli. Liderzy takich państw jak Brazylia, Indie, Chiny, Japonia czy Korea
Południowa, krytykują europejskich polityków za działania prowadzące w prostej
linii do kryzysu targającego obecnie światem. Uczniowie przerośli mistrzów
– a mistrzowie skarleli.
Europa traci także na znaczeniu
militarnym, stając się w coraz większym stopniu „strategicznym
zapleczem" dla jedynego współczesnego supermocarstwa – Stanów
Zjednoczonych. W czasie zimnej wojny to właśnie Stary Kontynent znajdował się w
centrum zainteresowania Waszyngtonu – bo to tu mógł rozegrać się
Armageddon w postaci ostatecznego starcia z ZSRR. Po upadku żelaznej kurtyny USA
zaczęły jednak odchodzić od polityki „europocentrycznej”, a proces
ten został w ostatnich latach poważnie przyspieszony. Świadczą o tym ostatnie
działania administracji Baracka Obamy i dalsze wycofywanie amerykańskich
żołnierzy z Europy. Dlaczego tak się dzieje? To proste. Dziś na świecie jest
wiele regionów znacznie ważniejszych niż jakaś tam Europa, która na dodatek
pogrążyła się właśnie w potężnym kryzysie gospodarczym, a już wcześniej
całkowicie nie radziła sobie z napływem nieasymilujących się imigrantów, co w
przyszłości musi pozbawić Stary Kontynent jego tożsamości. Nie ma sensu
przejmować się tym, co dzieje się w dożywającej swoich dni krainie starych ludzi
i niekompetentnych, miałkich polityków. Tym ostatnim pozostało już tylko
wspominać z rozrzewnieniem czasy, gdy głos Europy coś znaczył.
Kto
przejmie palmę pierwszeństwa od Europy? Na początku lat dziewięćdziesiątych
Stary Kontynent utracił swoje znaczenie na rzecz Bliskiego Wschodu. Powód był
oczywisty – to właśnie stamtąd pochodzi znaczna część światowej ropy
naftowej. Wydaje się jednak (tak przynajmniej uważają Amerykanie), że XXI wiek
będzie należał do państw z regionu Azji i Pacyfiku - przede wszystkim do Chin,
chociaż wiele przemawia też za Indiami. W tej niepewnej układance pewne jest
tylko jedno – Stary Kontynent złotą erę ma już dawno za sobą.