Zeznania, które mogą
zakończyć sprawę Madzi z Sosnowca, zostały przez matkę dziecka złożone podczas
przesłuchania prowadzonego przez detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. - To nie
wymagało wielkiej sztuki operacyjnej - przyznaje sam Rutkowski, który zauważa
jednocześnie z przekąsem, że "katowicka policja, która otrzymała od niego
informację, że matka dziecka podejrzanie się zachowuje, nie zrobiła nic w tej
sprawie".
Wcześniej detektyw Rutkowski (znowu - nie
policja) podważył dzięki badaniom DNA teorię mówiącą, że mąż Katarzyny W. nie
jest ojcem biologicznym Madzi, a dziecko porwał jej prawdziwy ojciec. Rutkowski
poddał też ojca badaniu wariografem i w ten sposób wykluczył możliwość udziału
ojca w rzekomym porwaniu. Sama Katarzyna W. w ostatniej chwili odmówiła poddania
się badaniu wariografem, tłumacząc się swoim stanem psychicznym. Zespół
Krzysztofa Rutkowskiego, śledząc adres IP komputera matki Madzi, odkrył jednak,
że sprawdzała ona w internecie jak wariograf oszukać.
Jak to możliwe,
że - jak mówi Rutkowski - Katarzynie W. udało się wodzić przez tydzień za nos
doświadczonych prokuratorów i policjantów? O poszukiwaniach półrocznej Madzi
słyszano nawet w Grecji, do sprawy powołano specjalną grupę śledczą, a tymczasem
młoda kobieta, znajdująca się w ciężkim szoku po nieumyślnym spowodowaniu
śmierci swojego małego dziecka, była w stanie oszukać służby, które nie
potrafiły nawet jej prawidłowo przesłuchać. Badania DNA? Testy wariografem?
Śledzenie IP komputera matki? Wszystko to dzieło prywatnego detektywa, którego
nie utrzymujemy ze swoich podatków.
Dlaczego Krzysztof Rutkowski
musiał wyręczyć odpowiednie służby w sprawie Madzi z Sosnowca? Policja
przyznaje, że podejrzewała matkę. Oczywiście, że podejrzewała. Zadaniem policji
jest podejrzewać wszystkich - nawet policję - o udział w jakimkolwiek
przestępstwie. Dlaczego jednak służby nie podchwyciły tropu, który podpowiedział
im Rutkowski, jeszcze przed przyznaniem się matki do winy? Ano dlatego, że
policja pracuje "tylko w oparciu o fakty" - jak tłumaczył jeden z
przedstawicieli katowickiej policji. A podejrzenia to nie są fakty moi drodzy.
Poszlaki? Gry operacyjne? A gdzie tam. Liczą się tylko fakty, drodzy obywatele!
Jak, odrzucając wszystko co twardym faktem nie jest, policji udaje się zakończyć
pomyślnie jakiekolwiek śledztwo? Szczerze mówiąc - nie wiem.
Nie wiem
również jak zakończyłaby się sprawa Madzi bez pomocy biura detektywa
Rutkowskiego. Martwi mnie tylko to, że Krzysztof Rutkowski jest jeden, a
śledztw, w które nie są i nie były zaangażowane "specjalne grupy
śledcze" policji i prokuratury - wiele. Pozostaje więc mieć nadzieję, że
przestępcy będą na tyle uprzejmi, by ujawniać fakty dotyczące swojej
przestępczej działalności. Przestępcy, pomożecie?