Tragedia w bydgoskim szpitalu. Nie żyje jeden z pacjentów

Tragedia w bydgoskim szpitalu. Nie żyje jeden z pacjentów

Sala w szpitalu
Sala w szpitalu Źródło: Shutterstock / Jacek Nieckarz
Prokuratura wzięła pod lupę sprawę śmierci pacjenta jednego z bydgoskich szpitali. W sprawie pojawia się wiele znaków zapytania.

Do dramatycznych wydarzeń doszło na początku stycznia w szpitalu im. Jurasza w Bydgoszczy. Z okna sali na pierwszym piętrze wprost na betonowe schody wypadł lub wyskoczył 83-letni pacjent. Mężczyzna leczył się z powodu przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, schorzenia układu oddechowego. Był w sali jednoosobowej, ponieważ stwierdzono u niego infekcję wirusową.

Bydgoszcz. Tragedia w szpitalu. Nie żyje 83-letni pacjent

Prokuratura wszczęła postępowanie z art. 151 kodeksu karnego, który brzmi: „kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. - Badamy, czy przypadkiem ktoś nie pomógł 83-latkowi w podjęciu takiej decyzji. Postępowanie jest w toku, nie mamy jeszcze całego materiału dowodowego – przekazał Dariusz Bebyn, szef Prokuratury Bydgoszcz-Północ.

Przedstawiciel prokuratury dodał, że „ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że 83-latek przebywał w miejscu, które nie wymagało podjęcia nadzwyczajnych środków – typu kraty w oknach, czy pozbawienia możliwości swobodnego poruszania się”. – Był to pacjent ze schorzeniem płuc, nie wzbudzał żadnych podejrzeń nieracjonalnym zachowaniem. Personel szpitala miał z nim normalny kontakt – wyjaśnił.

Pacjent z Bydgoszczy obawiał się lekarzy?

Dariusz Bebyn przyznał, że wątpliwości wzbudza jedynie fakt, że z informacji przekazanych przez rodzinę pacjenta wynika, że mężczyzna przez całe swoje życie obawiał się kontaktów z lekarzami. – Tego typu sytuacje jednak dotyczą wielu z nas, więc nie wyciągałbym z tego zbyt daleko idących wniosków. Przesłuchaliśmy pielęgniarkę i lekarza prowadzącego. Lekarz przyjął od pacjenta deklarację, że czuje on niepokój na samą myśl kontaktu z lekarzami i dostał środki uspokajające – tłumaczył szef bydgoskiej prokuratury.

Śledczy czekają aktualnie na wyniki sekcji zwłok, które pozwolą na wyjaśnienie okoliczności tragedii.

Czytaj też:
Bunt, pozwy i chaos w szpitalach. Pielęgniarki alarmują. „Naszym kosztem ratuje się sytuację”
Czytaj też:
Skandal na izbie przyjęć. Odesłali ciężarną, nie było lekarza

Źródło: Gazeta Wyborcza