Nowy problem w polskich szkołach. Nauczyciele są bezradni

Nowy problem w polskich szkołach. Nauczyciele są bezradni

Szkoła, zdjęcie ilustracyjne
Szkoła, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / WorldStockStudio
Ukryte telefony, transmisje na żywo i prowokacje z czatu. Nauczyciele alarmują, że w polskich szkołach coraz częściej dochodzi do niepokojącego zjawiska.

Nauczyciele związani z ruchem „Protest z Wykrzyknikiem” ostrzegają przed niepokojącym zjawiskiem w polskich szkołach. Zwracają uwagę, że wśród uczniów pojawiła się nowa moda – transmitowanie lekcji na żywo w internecie. Telefony są sprytnie ukrywane w piórnikach, plecakach czy pod ławką.

Z zewnątrz wszystko wygląda zwyczajnie: notatki, odpowiedzi przy tablicy, skupione twarze. W rzeczywistości uwaga uczniów często koncentruje się na ekranie i komentarzach widzów. Celem bywa zdobycie wirtualnych „prezentów” i zwiększenie zasięgów.

Uczniowie potajemnie nagrywają lekcje. Nauczyciele bezradni

Relacjonowane są nie tylko lekcje, ale też to, co dzieje się na korytarzach lub w szatniach podczas przerw. Do pedagogów z „Protestu z Wykrzyknikiem” trafiło nagranie przesłane przez jedną z nauczycielek. Kamera ustawiona nisko – widać podłogę, nogi uczniów pod ławkami, słychać prowadzącą lekcję kobietę. Widzowie na czacie podpowiadają młodym nadawcom, jak sprowokować sytuację: zachęcają do niestosownych komentarzy, wywoływania zamieszania i testowania granic.

Prowadząca lekcję nie miała świadomości, że jest nagrywana a film z jej udziałem jest transmitowanym w sieci. O wszystkim dowiedziała się przypadkiem, natrafiając na nagranie w internecie.

Lekcje na TikToku bez wiedzy nauczycieli. Skala zjawiska rośnie

Jak podkreśla „Gazeta Wyborcza”, aktualnie w godzinach szkolnych już co czwarta relacja na żywo na TikToku to nagrania z lekcji. – Regularnie spotykam się z nauczycielami w całej Polsce. Bardzo często odkrywają w sieci części swoich lekcji. Im bliżej końca roku szkolnego i wystawiania ocen, takich nagrań może być więcej. To będzie forma zemsty albo szantażu nauczyciela, forma wyśmiania się z niego albo odreagowania swoich emocji – oceniał poseł Marcin Józefaciuk.

Formalnie w wielu szkołach uczniowie powinni oddać telefony przed lekcjami a transmisje w sieci mogą prowadzić tylko osoby pełnoletnie. Dodatkowo, wrzucenie filmiku do sieci bez zgody danej osoby jest przestępstwem.

– To gra w kotka i myszkę. I walka z wiatrakami. U nas jest zakaz używania telefonu na lekcji, mam na nie specjalną skrzynkę przy biurku. Każdy uczeń podchodzi i wrzuca telefon. Ale bardzo często wrzucają stary albo zepsuty, a ten właściwy zostaje w kieszeni bluzy. Jak będą chcieli nagrać moją lekcję, zrobią to – przyznała jedna z nauczycielek.

Czytaj też:
MEN szykuje kolejną rewolucję w polskich szkołach? „Nie ma powrotu”
Czytaj też:
Płace nauczycieli mają wzrosnąć jeszcze w 2026 r. Znamy stawki

Opracowała:
Źródło: Gazeta Wyborcza