Pod koniec lutego tego roku, na przejściu granicznym w Terespolu (Lubelszczyzna), pojawiła się grupa osób – w tym kobieta będąca w drugim miesiącu ciąży.
Wolontariuszka z Hope&Humanity Poland (misją organizacji jest niesienie pomocy osobom, które utknęły w Białorusi) o zdarzeniu tym opowiedziała dziennikowi „Gazeta Wyborcza”. Małgorzata Rycharska zaznaczyła, że mieszkanka Afryki Zachodniej – obywatelka Gwinei – miała aktualne badania potwierdzające, w jakim stanie się znajduje.
Mimo to – jak pisze „GW” – kobieta miała zostać „wypchnięta na Białoruś”.
Polska Straż Graniczna nie udzieliła azylu ciężarnej?
Aktywistka tłumaczy, że ciężarna do Europy wybrała się „w poszukiwaniu lepszego życia”. Chciała przez Białoruś dostać się do Unii Europejskiej, a potem przez Polskę – na Zachód.
Przebywała w białoruskiej klinice, jak i szpitalu, gdzie przeprowadzono jej utrasonografię. Otrzymała tam dokumentacje medyczne, potwierdzające fakt, że znajduje się w ciąży. Do drugiej placówki trafiła ze względu na omdlenia.
„GW” przypomina, że choć wprawdzie Polska zawiesiła tymczasowo prawo azylowe, to jednak są sytuacje wyjątkowe, które umożliwiają ubieganie się o ochronę. Furtkę zrobiono m.in. dla osób, które znajdują się w trudnej sytuacji zdrowotnej.
Jak jednak twierdzi twierdzi Rycharska, Straż Graniczna ma nie zawsze stosować się do przepisów. – Wypychane na Białoruś są malutkie dzieci. Najmłodsze – z tych, którym pomagałyśmy – gdy zostało wypchnięte, miało trzy miesiące. Nieco starszych dzieci, ale nadal poniżej drugiego roku życia, wypchnięto w sumie ośmioro. Do tego kilka osób starszych, no i sporo osób chorych, w tym dramatyczny przypadek chłopaka z gnijącymi nogami – opowiedziała redakcji gazety.
SG miała dotąd bez wyjątków udzielać azylu kobietom w ciąży. Ciężarna Gwinejka ma być ponoć pierwszym przykładem kobiety, której funkcjonariusze jednak nie wpuścili na teren Rzeczypospolitej Polskiej.
Wstrząsająca historia uchodźczyni
– To zdumiewające, ponieważ ta kobieta miała świeże badania, (...) poświadczające, że jest w ciąży, (...) że ciąża jest zagrożona, że były omdlenia. Wcześniej w przypadkach wczesnej ciąży straż graniczna wysyłała kobiety do szpitala w Białej Podlaskiej, żeby tę ciążę jeszcze raz potwierdzić. Spodziewałam się, że tym razem będzie tak samo – przyznała.
Miało do tego jednak nie dojść. – Widzieli jej dokumenty, ona opowiadała im, że jest w ciąży, że właśnie z tego powodu nie może zostać na Białorusi. O jej stan w ogóle nie zapytali – twierdzi rozmówczyni „Wyborczej”. Na granicy kobieta miała pokazać SG kartkę z informacją, że chce otrzymać ochronę międzynarodową, podpisaną w tej sprawie deklarację, a także wyniki badań lekarskich – w tym zdjęcie USG.
Rycharska zaznaczyła, że pozostanie w Białorusi oznacza dla ciężarnych przymuszenie ich do aborcji lub nawet odebranie im dziecka po urodzeniu. Przykładem jest jedna z mieszkanek Afryki Zachodniej, która została odesłana do swojego kraju, a jej dziecko trafiło do białoruskiego sierocińca.
Jak podała „GW”, we wtorek (3 marca) Gwinejka po raz kolejny próbowała przekroczyć granicę. Na razie nie ma informacji, z jaki skutkiem tym razem.
Czytaj też:
Iran grozi atakiem w Europie. Eksperci zwracają uwagę na ważny szczegółCzytaj też:
Ciemna strona Dubaju. Luksus za cenę milczenia
