Poniedziałek, 30 marca. Na jednym z osiedli na warszawskim Bemowie pojawiają się dziki. Wchodzą na ogrodzony teren placu zabaw – to 4 lochy i 12 warchlaków. Ktoś zamyka furtkę i dziki nie mogą wyjść. Kręcą się po placu, między krzakami i huśtawkami – z relacji świadków nie zachowują się agresywnie. Próbują wyjść, ale nie są w stanie same otworzyć sobie bramki. Ktoś dzwoni po służby.
Wtorek, 31 marca. Służby, na zlecenie Lasów Miejskich pozbywają się dzików. Jak wynika z relacji Roberta Maślaka, zoologa z Uniwersytetu Wrocławskiego zwierzęta nie były agresywne, a na samym terenie nie było też dzieci. Służby nie próbują jednak przepędzić zbłądzonych zwierząt. Usypiają je i uśmiercają.
Dziki niejako znalazły się w podwójnej pułapce – raz, że zamknięte na placu zabaw, dwa – urodziły się na Mazowszu, na obszarze objętym ograniczeniami ze względu na ASF. W praktyce, ze względu na panujące przepisy, wywożenie zwierząt do lasu jest aktualnie niemożliwe. Służby więc przyjechały – i zabiły dziki. Bo zostać na osiedlu nie mogły, wywiezione do lasu też nie.
Pod bramką placu zabaw pojawiają się kwiaty i kartka żałobna „ku pamięci dziczym ofiarom”, co w komentarzach pod postami na ten temat porusza wielu obserwatorów aktualnej sytuacji. „Egzekucja wydarzyła się na placu zabaw. Miejscu kojarzonym z beztroską, niewinnością. Jak sama nazwa wskazuje – zabawą. Ten kontrast jest porażający” – pisze w sieci pani Katarzyna, która pozostawiła pod placem zabaw białe róże i kartę.
Wielkanoc, 5 kwietnia. Na profilu oddolnej inicjatywy „Dziki Zostają” pojawia się relacja wideo na żywo z ulicy Stępińskiej w Warszawie. Widzimy leżące na wydeptanym trawniku dziki ułożone w szeregu. Zza kamery słychać głos kobiety prowadzącej relację. Zwraca się do pracowników stołecznych Lasów Miejskich. – Panowie złamali prawo. Na podstawie czyjej decyzji zabiliście te dziki? Nikomu te dziki nie zagrażały – mówi łamiącym się głosem. Jeden z mężczyzn odprawia ją z kwitkiem, sugerując „telefon do sekretariatu”, drugi uderza ją trzymaną w ręce podkładką, bo „nie życzy sobie, żeby go nagrywać”.
Tego dnia służby uśmierciły siedem dzików, w tym sześć młodych. Na koniec wrzucili je do kubłów na śmieci. Zdjęcia obiegły sieć – na swoim profilu na Facebooku jedno z nich opublikował poseł Lewicy Łukasz Litewka, znany z działań na rzecz zwierząt – ze względu na drastyczny wydźwięk, nie decydujemy się na ich publikację.
„Dziki zginęły za tulipany. Zgłosiły się dwie osoby, że kręcą się przy rabatkach” – podsumowuje inicjatywa „Dziki Zostają”. A w komentarzach pod postami komentującymi tę sprawę znów wrze. Internauci ostrzegają siebie wzajemnie, że zgłoszenie dzików warszawskim Lasom Miejskim jest równoznaczne ze skazaniem ich na śmierć. „Zwierzęta to nasze dobrodziejstwo. Powinniśmy o nie dbać, a nie uśmiercać” – pisze pani Bogumiła. Wtóruje jej pani Katarzyna: „Przecież to nie ich wina, że trafiły do miast. Nie stanowią zagrożenia. Nie robią nikomu krzywdy”. „To jest rzeź” – pisze z kolei pani Karolina.
Eksperci biją na alarm. Są inne rozwiązania?
Podobne zdanie na ten temat ma Izabela Kadłucka z Fundacji Niech Żyją!. Odnosząc się do zdarzenia z placu zabaw podkreśla, „wprowadzenie do tego miejsca aktu przemocy powoduje silne naruszenie jego znaczenia”. – Trudno iść teraz na plac zabaw ze swoim dzieckiem, gdzie chwilę wcześniej zabijane były dzieci, tyle że innego gatunku. To miejsce nie kojarzy się już z bezpieczną przestrzenią – mówi redakcji Wprost.pl zoopsycholożka.
Dodaje, że „wiele osób nie radzi sobie z odgłosami zabijania, ze świadomością cierpienia zwierząt i swoją bezradnością w tym momencie, a nawet z samym napięciem wynikającym ze świadomości, że pod ich oknami będą prędzej czy później zabijane zwierzęta”. – Ja nie rozumiem, dlaczego wciąż pierwszym wyborem jest zabijanie zwierząt. Nie wykorzystuje się rozwiązań systemowych, tylko zabija się zwierzęta i to nawet na placach zabaw – podkreśla.
„Rzeź”. Rafał Trzaskowski pod ostrzałem
W sieci wrze. Internauci rzucają gromy na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, który wydał polecenie odłowu z uśmierceniem lub odstrzałem dzików. W mediach społecznościowych przewijają się posty z hasztagiem #nietrzaskaćdzików. 20 marca prezydent Trzaskowski wydał nową decyzję na odstrzał kolejnych 500 dzików – to kolejna z podobnych decyzji, jakie podejmował w ciągu ostatnich lat – od 2008 roku wydał ich sześć.
Warto przy tej okazji przypomnieć, że w marcu Lasy Miejskie informowały o tym, że na początku tego roku w Warszawie odstrzelono 75 dzików. Przez cały ubiegły rok – 464. Najwięcej odstrzałów wykonano w Wawrze – 177 i na Białołęce – 162.
Obecnie niemożliwe jest odławianie stołecznych dzików i wywożenie ich do lasów. Związane jest to z obostrzeniami dotyczącymi afrykańskiego pomoru świń (ASF). Warszawa jest jednym z obszarów objętych restrykcjami. Prezydent miasta w zeszłym roku zwrócił się do ministerstwa rolnictwa o ich zniesienie. Jak oceniają urzędnicy, zakaz przemieszczania dzików ma „znaczący wpływ” na prowadzenie skutecznych działań w celu zmniejszenia ich liczby i przeciwdziałania ASF. Sęk w tym, że brak jednak precyzyjnych danych o liczbie potwierdzonych przypadków bezpośrednio w Warszawie lub jej bezpośrednich okolicach.
W Polsce w 2026 roku Inspekcja Weterynaryjna potwierdziła już ponad 700 przypadków ASF u dzików, głównie w województwach północnych i zachodnich, takich jak zachodniopomorskie czy kujawsko-pomorskie. Ale na Mazowszu? Nie. Mimo to prowadzony jest odstrzał – ostatnio informowaliśmy o kontrowersjach związanych z decyzją w tym temacie, podjętą przez starostę powiatu otwockiego.
„Historia systemowego zaniechania”. Naukowiec mówi wprost
Jak zauważa Robert Maślak, zoolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, uśmiercenie dzików z placu zabaw to nie jest wyłącznie „smutna historia jednej interwencji”, ale „historia systemowego zaniechania”.
Ekspert podkreśla, że naukowcy już kilka lat temu alarmowali stołecznych urzędników o tym, że problem dzików w mieście wymaga monitoringu populacji, rzetelnej inwentaryzacji, rozpoznania przyczyn wchodzenia zwierząt w przestrzeń osiedli czy naukowej analizy skutecznych metod zapobiegania konfliktom.
– Zamiast nowoczesnego, opartego na wiedzy zarządzania konfliktem człowiek-dzikie zwierzę, wybrano rozwiązanie najprostsze: zabijanie. Z punktu widzenia biologii sam odstrzał bez rozpoznania źródeł konfliktu działa tylko chwilowo i nie rozwiązuje problemu obecności dzików w mieście. Jeżeli nie usuwa się przyczyn, dostępności odpadów, dokarmiania, barier migracyjnych i błędów infrastrukturalnych, podobne sytuacje będą się powtarzać. Dlatego dziś pytania muszą dotyczyć nie tylko samego placu zabaw na Bemowie, ale całej polityki miasta wobec dzikiej przyrody – zaznaczył ekspert na swoim profilu w social mediach.
Jego zdaniem nowoczesna Warszawa nie powinna reagować jedynie w momencie, w którym dziki znajdą się na ludzkich osiedlach, ale powinna prowadzić monitoring sytuacji i wiedzieć wcześniej ile ich jest, skąd przychodzą i jak skutecznie zapobiegać takim sytuacjom. Robert Maślak podkreśla, że jeżeli ignoruje się wiedzę naukową, prędzej czy później kończy się to tragedią dla zwierząt. „One zapłacą cenę najwyższą” – podsumowuje naukowiec.
Zapytaliśmy Główny Inspektorat Weterynarii, Powiatowego Lekarza Weterynarii w Warszawie, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi o statystyki związane z ASF na terenie Warszawy i okolic. Zadaliśmy również kilka dodatkowych pytań w tym temacie – do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi na żadne z nich.
Czytaj też:
Polowanie na dziki w wielkim mieście. „Przed oknami mordowano zwierzęta”Czytaj też:
Leśnicy zadecydowali w sprawie odstrzału bobrów. „To wielka sprawa”
