Jak się okazuje, rynek odwołań kwitnie. Coraz częściej uczniom udaje się dzięki nim zmienić punktację i w efekcie dostać się na wymarzone studia. CKE uważa, że nie ma tu winy egzaminatorów, którzy mogą źle sprawdzać matury.
Przygotowanie do matury kontra „plan B”
Dla tegorocznych maturzystów majówka to ostatni moment oddechu przed intensywnym okresem egzaminów dojrzałości. Wyniki poznają 8 lipca i to właśnie one często decydują o przyjęciu na wymarzone studia. Nic więc dziwnego, że wielu uczniów już teraz planuje tak zwany „plan B”, czyli możliwość odwołania się od wyniku.
Coraz częściej maturzyści jeszcze przed egzaminem pytają swoich nauczycieli i korepetytorów o to, jak liczone są punkty na egzaminie dojrzałości. Artur Szymanek, nauczyciel biologii i egzaminator, mówi dziennikarzom Gazety Wyborczej, że „gdy tylko uczniowie wychodzą z egzaminu, dostaję telefony i smsy z pytaniami, czy będziemy się odwoływać”.
Autor bloga „OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora” jest nie tylko pedagogiem i egzaminatorem, ale i korepetytorem. Przygotowuje uczniów do matury, a później pomaga im przy odwołaniach. Jak mówi, w ubiegłym roku przygotował 12 takich wniosków, z czego w siedmiu przypadkach udało się uzyskać dodatkowe punkty. Nie zawsze były to duże zmiany, ale często wystarczające, by przesądzić o dostaniu się na studia.
Od darmowej pomocy po usługi za kilkaset złotych
Proces odwoławczy bywa skomplikowany i czasochłonny, dlatego coraz częściej pojawiają się osoby i firmy oferujące płatną pomoc w przygotowaniu wniosków. Stawki za taką usługę sięgają nawet 600 złotych.
Zdarza się, że uczniowie traktują to jak usługę prawną. Płacą za profesjonalne przygotowanie dokumentów, które muszą być zgodne z kryteriami oceniania. Czasem naprawdę jest o co walczyć, o czym opowiada Violetta Kalka, nauczycielka, która nagłośniła sprawę ucznia z Torunia.
Maturzysta początkowo nie zdał egzaminu z języka polskiego, ale po odwołaniu okazało się, że jednak zdał. – Źle policzono mu błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Nikt: ani egzaminator, ani egzaminator-weryfikator, ani przewodniczący komisji nie zauważyli, że jest dyslektykiem – wskazała pedagożka dodając, że sama jest egzaminatorką z 20-letnim stażem. – Nie wyobrażam sobie, żeby takie rzeczy zdarzyły się w mojej komisji. I jak słyszę: „przecież nic się nie stało, za rok sobie powtórzy”, to się we mnie gotuje. Pomyłki się zdarzają, coś można pominąć, ale zero punktów? – mówi.
Wniosków coraz więcej
W danych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej widać wyraźny wzrost zainteresowania wglądami i odwołaniami do prac maturalnych. W 2023 roku z takiej możliwości skorzystało ponad 46 tysięcy osób, rok później już ponad 52 tysiące, a w 2025 roku liczba ta wzrosła do ponad 80 tysięcy. Jednocześnie kilka tysięcy spraw kończy się zmianą wyniku – na korzyść zdającego.
Trend ten tłumaczy rosnąca liczba maturzystów – w najbliższych latach do egzaminu podchodzić będzie tak zwany powiększony rocznik, czyli około 320 tysięcy osób w 2025 roku i nawet 386 tysięcy w kolejnym roku.
CKE uspokaja jednak, że skala odwołań pozostaje proporcjonalna do liczby zdających. Robert Zakrzewski – szef CKE podkreśla, że większa ilość odwołań spowodowana jest także rosnącą świadomością uczniów w kontekście ich praw. Łatwiejszy jest też dostęp do procedur, które można dziś złożyć elektronicznie.
A może to problem systemowy?
Część nauczycieli i egzaminatorów zwraca jednak uwagę na to, że wzrost liczby odwołań może świadczyć o problemach z systemem oceniania i przeciążeniem egzaminatorów. – Egzaminatorem jestem od 25 lat i obserwuję, jak to się zmieniało – mówi Artur Szymanek. – Taki boom na odwołania zaczął się jakieś pięć lat temu, kiedy nas, egzaminatorów, zaczęło być mniej w stosunku do pracy, jaką mamy wykonać. Pracy jest za dużo, a nas jest za mało. A jak człowiek sprawdza dużo i długo to nietrudno o pomyłkę – podkreśla.
Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie wskazała, że w latach 2021-2024 system oceniania nie zawsze działał prawidłowo. W części przypadków wykryto błędy egzaminatorów, zarówno merytoryczne, jak i techniczne.
Jak wynika z raportu, w niektórych latach zmieniano kilka tysięcy wyników – a to może wskazywać na to, że rzeczywista skala nieprawidłowości jest większa niż ta widoczna w oficjalnych raportach.
Zaufanie do matur. MEN zabrało głos
Przedstawiciele Ministerstwa Edukacji i Centralnej Komisji Egzaminacyjnej podkreślają jednak, że odsetek zmienianych wyników pozostaje bardzo niski w stosunku do wszystkich prac – na poziomie ułamka procenta. – Tak naprawdę polscy uczniowie mają zaufanie do sprawdzania prac maturalnych i większość z nich w ogóle nie kwestionuje wyniku – mówiła wiceministra edukacji, Katarzyna Lubnauer.
– O czym to świadczy? Że możemy mieć zaufanie do matur – stwierdzała, cytowana przez Gazetę Wyborczą.
Szczególnie problematyczna jest jednak matura z języka polskiego.
Jak zauważa polonista Paweł Łęcki, część kryteriów oceniania ma charakter uznaniowy. Różnice w ocenie tej samej pracy mogą sięgać nawet kilkunastu punktów procentowych, co dodatkowo napędza strach wśród maturzystów. – Zawsze powtarzam, że matury z polskiego maturzysta nie pisze sam. Razem z nim pisze też egzaminator. Jeden uzna tak, drugi inaczej i zaczynają się schody – dodaje.
Czytaj też:
Matura 2026 z pułapkami. Oto kluczowe zmianyCzytaj też:
Coraz mniej chętnych do sprawdzania egzaminów. Nauczyciele ujawniają kulisy
