Słynny adwokat o „sądowym piekle”: Takie łamanie zasad to dewiacja

Słynny adwokat o „sądowym piekle”: Takie łamanie zasad to dewiacja

Tomasz Komenda
Tomasz Komenda Źródło: Newspix.pl / Lukasz Woznica
„Sprawiedliwość dla wszystkich”? Zapomnijcie! Polska Temida jest nie tylko ślepa, ale też głucha i ułomna. Taki przynajmniej jej obraz wyłania się na podstawie tych dowodów.

Paweł Matyja to adwokat znany z udziału w najgłośniejszych rozprawach karnych w Polsce, m.in. w sprawie Tomasza Komendy. Bronił też Ryszarda Boguckiego, Leszka Pękalskiego („Wampir z Bytowa”) czy Roberta Majchera. 6 maja nakładem Wydawnictwa Otwartego ukazała się książka Pawła Matyi „Adwokat diabłów. Opowieści z samego dna sądowego piekła” To historie, w których granica między winą a niewinnością bywa nieoczywista, a stawką jest ludzkie życie i wolność. Autor odsłania kulisy pracy obrońcy w sprawach o największym ciężarze – od procesów poszlakowych, przez przestępczość zorganizowaną, po sprawy, które przez lata elektryzowały opinię publiczną, a ta nierzadko wydawała wyrok na długo przed sądem.

Andrzej Kwaśniewski: „Adwokat diabłów” nieźle brzmi, pan to traktuje jak komplement czy bardziej przekleństwo?

Paweł Matyja: Nazwał mnie tak kiedyś jeden z dziennikarzy, poszukując analogii w najbardziej medialnych sprawach, które prowadziłem. Doszedł do wniosku, że dotyczą osób, które społeczeństwo określa mianem „diabłów”. Ja tak na nich nie patrzę. Dla mnie to ludzie, którzy wbrew pozorom i temu, co przez lata zwykło się o nich mówić, mogą być ofiarami wymiaru sprawiedliwości.

W książce ów tytułowy diabeł to nie są ludzie, których historie opisuję. To nawet nie ja. Chciałbym, żeby czytelnicy zadali sobie pytanie, czy przypadkiem dzisiejszy wymiar sprawiedliwości nie jest tym diabłem. W książce nie mówię wyłącznie o niesłusznych skazaniach, są tam też sprawy, w których wina nie budziła wątpliwości, natomiast sposób, w jaki doprowadzono do wyroków skazujących – już tak. Pytanie, czy tak powinien działać wymiar sprawiedliwości? Że będąc przekonanym o czyjejś winie, łamie wszelkie procedury, w myśl zasady, że „cel uświęca środki”?

Mocne słowa; ma pan na to dowody, panie mecenasie?

Słynna sprawa „skóry”, czyli Roberta J. (skazany na dożywocie za zabójstwo i zbezczeszczenie zwłok 23-letniej studentki, dwa lata później został uniewinniony, w areszcie spędził ponad siedem lat — red.), czy Rafała Pacyny, który trafił na ławę oskarżonych wytypowany de facto przez jasnowidza, co już w ogóle w głowie się nie mieści ludziom racjonalnie myślącym.

Na dodatek w sprawie orzeczono dożywocie, potem uniewinnienie, potem znowu dożywocie. Przecież nie może być tak, że różni sędziowie, patrzący na to samo zjawisko, raz mówią, że coś jest czarne, a raz, że białe. Aż tak bardzo różnić w ocenach się nie można.

Od dożywocia do niewinności droga nie powinna być tak krótka. Uzależniona od czyjegoś „wydaje mi się, że”, nazwanego skądinąd ładnie „swobodną sędziowską oceną dowodów”. To powoduje, że wymiar sprawiedliwości jest całkowicie nieprzewidywalny, że jest jak rosyjska ruletka, że nie ma w nim żadnej powtarzalności i pewności co do tego, co czeka obywatela, który zasiądzie na ławie oskarżonych.

Każdy rozdział mojej książki ma definiować inną patologię wymiaru sprawiedliwości. Co uważam za patologię? Otóż po to ktoś wymyślił procedury rządzące procesem karnym – w tym fundament, czyli domniemanie niewinności – żebyśmy się tych procedur trzymali, bo tylko wtedy nie zbłądzimy. Nagminne łamanie podstawowych zasad procesu karnego to dewiacja.

Mówi pan o łamaniu procedur przez wymiar sprawiedliwości?

Paweł Matyja
Artykuł został opublikowany w 19/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Źródło: WPROST.pl