12 tys. NATO-wskich żołnierzy do 1 czerwca (w ramach ćwiczeń Spring Storm 2026) trenować będzie w Estonii wojnę dronową z Rosją, przypominając pułkownikowi Putinowi, jak łatwym celem dla Sojuszu byłby Petersburg, gdyby Rosjanie zdecydowali się zaatakować Bałtów. To także najlepsza z możliwych odpowiedzi na nową falę ataków propagandowych na Litwę, Łotwę i Estonię. Kreml oskarża je o nękanie bałtyckich Rosjan, próbując jednocześnie przekonać świat, że to państwa bałtyckie ponoszą odpowiedzialność za udane ataki ukraińskich dronów na cele w całej Rosji.
To całkiem zabawne, jak Rosja – kraj przodujący w Europie w łamaniu wszelkich praw – zaczął ujmować się za fanatycznymi wyznawcami ruskiego miru w krajach bałtyckich, karanych za działalność dywersyjną i wysługiwanie się Moskwie.
W roli męczennika, którego Moskwa chce bronić przed Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze, występuje niejaki Aleksander Gaponienko. Emerytowany profesor ekonomii z Łotwy skazany został przez sąd w Rydze na 10 lat więzienia w zawieszeniu na trzy lata za podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym i wysługiwanie się obcym służbom.
Gaponienko jako reprezentant 30-procentowej mniejszości rosyjskiej na Łotwie jeździł do Moskwy na konferencje, na których opowiadał bajki o czymś, co nazwał kulturowym ludobójstwem łotewskich Rosjan. Ma to być wedle niego tylko wstęp do wojny z Rosją. Jest to typowe zagranie rosyjskie, stosowane już wcześniej do uzasadniania agresji na Gruzję i Ukrainę. Tym razem jednak Moskwa nie ma już sił ani środków do otwierania kolejnych frontów.
Panika turbopatriotów
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
