Kaczmarek uniewinniony

Kaczmarek uniewinniony

J.Marczewski/Wprost
Były minister gospodarki Wiesław Kaczmarek został uniewinniony przez Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w jednym z wątków afery Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO) w Mielcu (Podkarpackie). Prokuratura zapowiada apelację.

Spółka LFO, która jako jedyna w kraju miała produkować leki z osocza krwi, zaciągnęła w 1997 r. na budowę fabryki 32 mln dolarów kredytu od konsorcjum bankowego. Gwarancji w 60 proc. udzielił rząd Włodzimierza Cimoszewicza. Spółka wykorzystała z kredytu 21 mln zł, ale zamiast fabryki wybudowano tylko dwie hale, produkcja nigdy nie ruszyła, a spółka kredytu nie spłaciła. Banki wyegzekwowały od Skarbu Państwa jako poręczyciela prawie 61 mln zł.

Po raporcie NIK w tej sprawie Kaczmarek został w 2005 r. oskarżony przez tarnobrzeską prokuraturę o to, że jako minister gospodarki w rządzie Cimoszewicza wydał nierzetelną opinię. Według prokuratury zdecydowała ona o  przyznaniu poręczenia Skarbu Państwa, mimo braku podstaw co do jego celowości, wskutek istnienia "dużego ryzyka inwestycyjnego".

W procesie, który zaczął się w październiku 2006 r., Kaczmarek nie przyznawał się do zarzutu. Prokurator wnosił dla niego o karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 4 lata, 50 tys. grzywny i 5 lat zakazu pełnienia funkcji kierowniczych w  administracji. Podsądny i jego obrona chcieli uniewinnienia. Groziło mu do 5 lat więzienia.

Opinia Kaczmarka jako ministra o celowości poręczenia nie zawierała nieprawdy i nie była decydująca dla poręczenia; nie można też uznać, że było jakieś porozumienie miedzy ministrem a LFO - uzasadnił sąd, według którego nie ma  podstaw do uznania winy oskarżonego.

Sędzia Piotr Janiszewski w ustnym uzasadnieniu wyroku mówił, że minister miał prawo wydać taką opinię. Nie można też uznać, by spełniała ona przesłankę "nierzetelności dokumentu" - co jest podstawą karalności za ten czyn. Nie  zawierała bowiem nieprawdy; nie była też niepełna.

Sędzia podkreślił ponadto, że opinia Kaczmarka nie była decydująca, bo  najważniejsza dla decyzji o poręczeniu była opinia ministra finansów. "Czy można było w 1997 r. przewidzieć, że LFO nie spłaci kredytu?" - pytał retorycznie sędzia.

Sąd przyznał rację prokuraturze, że decyzja Kaczmarka była "enigmatycznie uzasadniona". "Znikąd jednak nie wynika, by musiał to uzasadniać na 20 stronach" - dodał sędzia Janiszewski.

"Gdybym miał komentować całą sprawę, to musiałoby być to polityczne, a tego chcę uniknąć, bo +grupa hakowa+ nie spoczęła na laurach" - powiedział Kaczmarek po wyroku, z którego był zadowolony.

Przyznał, że ma na myśli b. ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego. "On odegrał w tej sprawie kluczową negatywną rolę, by przesłonić swoje szkodnictwo, bo zrobił wszystko, by LFO skończyło się plajtą" - oświadczył Kaczmarek.

Na ogłoszeniu wyroku nie stawił się przedstawiciel tarnobrzeskiej prokuratury. Szef Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu Edward Podsiadły powiedział, że prokuratura odwoła się od wyroku. Nie chciał go komentować, ponieważ nie zna uzasadnienia.

Na wyznaczenie terminu procesu czekają główni oskarżeni w aferze LFO: b. prezes tej spółki Zygmunt N. (jest w areszcie od wydania go Polsce przez Wlk. Brytanię w 2007 r.) oraz b. członek zarządu LFO Włodzimierz W. Grozi im do 10  lat więzienia.

N. ma sześć zarzutów, m.in. wyłudzenia ponad 21 mln dolarów kredytów na  budowę LFO, przywłaszczenia ponad 8 mln dolarów na szkodę spółki, usiłowania wyłudzenia 11 mln dolarów kredytów oraz poświadczenia nieprawdy. W. - biznesmen, o którym media piszą, że jest znajomym Aleksandra Kwaśniewskiego - jest oskarżony o przywłaszczenie mienia LFO wartości ok. 3 mln dolarów, pomoc w  ukryciu mienia pochodzącego z przestępstwa i "pranie brudnych pieniędzy".

Przed warszawskim sądem trwa już proces b. wiceminister finansów Haliny Wasilewskiej-Trenkner (obecnie członka Rady Polityki Pieniężnej). Według prokuratury nie dopełniła ona obowiązków i parafowała w czerwcu 1997 r. projekt umowy o udzieleniu poręczenia. Grozi jej do 10 lat więzienia.

W 2007 r., wobec "braku znamion czynu zabronionego", prokuratura w  Tarnobrzegu umorzyła śledztwo w sprawie ewentualnego wpływu wysokich urzędników państwowych na sprawę LFO. Dotyczyło to spotkań, na których miały być naciski ze  strony osób z otoczenia b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, aby  ministerstwo zdrowia kontynuowało współpracę z LFO wbrew merytorycznym przesłankom. O takich naciskach mówił w 2004 r. Mariusz Łapiński. Według niego, w spotkaniach miał wziąć udział m.in. Marek Ungier - b. szef gabinetu, Marek Wagner - były szef kancelarii premiera Leszka Millera i Zbigniew Siemiątkowski -  były szef Agencji Wywiadu i Urzędu Ochrony Państwa. Na chwilę na spotkanie miał także "wpaść" prezydent Kwaśniewski.

ND, PAP

 1
  • Aleks IP
    \"Kruk krukowi oka nie wykole\"

    Czytaj także