Czuma zawiesza prace komisji ds. nacisków

Czuma zawiesza prace komisji ds. nacisków

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Sejmowa komisja śledcza ds. nacisków nie przesłuchała w środę - tak jak to było planowane - b. ministra koordynatora ds. służb specjalnych Zbigniewa Wassermanna (PiS). Szef komisji Andrzej Czuma (PO) zdecydował o zakończeniu posiedzenia, ponieważ chce uzyskać opinie prawne dotyczące swojego udziału w pracach komisji. Zastrzeżenia w tej sprawie zgłaszają posłowie Lewicy i PiS.
Czuma poinformował, że zwróci się o dwie pisemne opinie do sejmowych prawników. Do czasu ich uzyskania - posiedzenia komisji nie będą się odbywały.

Wcześniej posłowie komisji śledczej spierali się, czy Czuma może uczestniczyć w pracach komisji. Po tej dyskusji Czuma ogłosił godzinną przerwę, aby skonsultować się z sejmowymi prawnikami.

Lewica chce odsunięcia Czumy

Krzysztof Matyjaszczyk (Lewica) na początku posiedzenia złożył wniosek, aby Czuma wyłączył się z jej prac, ponieważ - jak uzasadniał - pełniąc obowiązki prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości nadzorował prace wszystkich prokuratorów w kraju, w tym tych, którzy zajmowali się sprawami badanymi przez komisję. "Ktoś może nam zarzucić w przyszłości, że nasze posiedzenia są nieważne, albo odbywają się w niestatutowym składzie" - uzasadniał poseł Lewicy.

Czuma wyjaśnił w rozmowie z dziennikarzami, że sporządzenie analiz prawnych nie potrwa dłużej niż tydzień. "Chcę mieć wytrawną opinię prawną, żeby uniknąć tego typu obstrukcji. To nie tylko objaw cementowania się koalicji PiS i Lewicy, ale i próba odwleczenia prac komisji" - ocenił.

Szef komisji podkreślił, że zanim objął tę funkcję posiadał ustne opinie prawników, które potwierdzały, że może kierować jej pracami. Dodał, że spodziewa się, iż analizy, które zleci będą zawierały taki sam wniosek.

"Mam przygotowany intensywny harmonogram prac komisji w grudniu. Mam nadzieję, że komisja skończy pracę jak najszybciej" - powiedział.

Matyjaszczyk zaznaczył w rozmowie z dziennikarzami, że Czuma zasiadając w komisji śledczej złamałby artykuł 4 ustawy o komisji śledczej. Według tego przepisu, poseł nie może wchodzić w skład komisji śledczej, jeżeli sprawa dotyczy go bezpośrednio; brał albo bierze udział, występując w jakiejkolwiek roli procesowej, w sprawie przed organem władzy publicznej w sytuacji toczącego się lub zakończonego już postępowania; istnieje jakaś inna okoliczność, która mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do jego bezstronności w danej sprawie.

"Niestety tego warunku pan poseł Czuma nie spełnia" - uznał Matyjaszczyk.

Poseł przypomniał, że klub Lewicy zgłosił sprzeciw wobec kandydatury Czumy jeszcze zanim Sejm zdecydował o jego powołaniu. "Prezydium Sejmu większością głosów rozpatrzyło ten sprzeciw negatywnie i sprawa została poddana pod głosowanie na forum Sejmu. Poszczególne gremia mogą przegłosować co uznają za stosowne. Sejm może przegłosować, że poseł Czuma jest kobietą. Nie zmieni to jego płci" - powiedział.

Matyjaszczyk zaznaczył, że posiada własne opinie prawne, które "druzgocąco udowadniają", że Czuma nie może brać udziału w pracach komisji śledczej.

"To kompromitacja Platformy. Jest oczywiste, że pan Czuma nie powinien być członkiem komisji, ani rozstrzygać czy były naciski. Ta sprawa kładzie się cieniem na pracy komisji" - skomentował środowe obrady komisji Arkadiusz Mularczyk (PiS)

PiS popiera Lewicę

Mularczyk przypomniał, że nie tylko Lewica ale i PiS zgłaszało wątpliwości do kandydatury Czumy, jednak zostały pominięte przez marszałka Sejmu. "Tak naprawdę to kompromituje szczególnie marszałka Komorowskiego, który powinien tę sprawę rozstrzygnąć przed wyrażeniem zgody na powołanie pana Czumy do komisji śledczej. Marszałek nie dokonał analizy prawnej" - zaznaczył poseł PiS.

Czuma - do niedawna minister sprawiedliwości - ponad tydzień temu został ponownie szefem sejmowej komisji śledczej ds. nacisków. Za wyborem Czumy na tę funkcję opowiedziało się czterech posłów z PO i PSL. Przeciw była dwójka posłów PiS. Przedstawiciel Lewicy był nieobecny podczas głosowania. Wówczas posłowie także zastanawiali się, czy Czuma może brać udział w pracach komisji.

Czuma już wcześniej kierował pracami komisji ds. nacisków - był jej pierwszym przewodniczącym. W styczniu tego roku, kiedy w związku z samobójstwem kolejnego skazanego za porwanie i zamordowanie Krzysztofa Olewnika - Roberta Pazika, do dymisji podał się ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, w resorcie zastąpił go Czuma. W komisji "naciskowej" jego miejsce zajął Robert Węgrzyn, a na nowego szefa wybrano Sebastiana Karpiniuka.

Karpiniuk pod koniec października złożył rezygnację zarówno z przewodniczenia komisji, jak i z zasiadania w niej; miał zasiąść w komisji śledczej, która zajmie się wyjaśnieniem tzw. afery hazardowej. Później poinformował jednak, że rezygnuje również z prac w tej komisji. Swą decyzję motywował tym, że nie chce, by komisja hazardowa stała się "areną walki politycznej".

Sejm zdecydował, że Czuma ponownie zasiądzie w komisji śledczej ds. nacisków na początku listopada mimo protestów Lewicy i PiS, które wystąpiły do marszałka Sejmu z wnioskami o skreślenie Czumy z listy kandydatów. Kluby twierdziły, że obecność w komisji ds. nacisków osoby, która pełniła funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego i nadzorowała pracę wszystkich prokuratur w Polsce, byłaby złamaniem prawa.