Kolbrun Halldorsdottir, była deputowana, który zaproponowała wprowadzenie zakazu, powiedziała, że ustawa jasno stwierdza, że "społeczeństwo nie akceptuje, by sprzedawać dostęp do ciała kobiety". Prowadzący nocne kluby starają się podważyć twierdzenie, że striptizerki są ofiarami. - Zamykają striptiz, bo myślą, że jest tam prostytucja - powiedział właściciel największego w Islandii klubu Asgeir Davidsson. - Sądzą, że jest tam zorganizowana przestępczość. Myśleli nad tym 12 lat. Napuszczali policję, ale nic nie znalazła.
Davidsson zapowiedział już, że będzie walczyć z zakazem, który zacznie obowiązywać od 1 lipca. - Muszę porozmawiać z moim prawnikiem. Co rozumieją przez nagość, czy nagość jest też wtedy, kiedy kobiety mają na sobie stringi? - powiedział. Davidsson uważa, że w trudnej sytuacji gospodarczej w kraju dotkniętym kryzysem, rosnącym bezrobociem, posłowie zachowali się "jak Neron - grając na lirze na tle płonącego Rzymu".
PAP, arb