Wojna zamiast miłości

Wojna zamiast miłości

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. FORUM 
Spisek, zamach, krew na rękach, zbrodnia, ruska trumna, gówno. Tyle zostało z polityki miłości. Teraz jest wojna.
Nastał czas przekuwania 16 sekund w 16 miesięcy – mówili po wyborach prezydenckich posłowie PiS w kuluarowych rozmowach. 16 sekund, bo tyle brakowało w odczytach z nagrań czarnych skrzynek samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem. 16 miesięcy, bo tyle dzieli nas od wyborów parlamentarnych 2011 r. Wtedy okaże się, czy PiS na fali emocji wywołanych tragedią smoleńską jest w stanie przejąć władzę.

To przekuwanie nagle nabrało tempa – ostatni tydzień pokazał, że znaleźliśmy się w środku politycznej wojny. Najważniejszy sygnał dał sam Jarosław Kaczyński, jeszcze niedawno apelujący o zakończenie „wojny polsko-polskiej".

„Jeśli premier polskiego rządu ścigał się ze mną, kto pierwszy dojedzie na miejsce katastrofy, to widocznie szczególnie zależało mu, by się tam pokazać" – mówił w niezwykle ostrym wywiadzie dla „Gazety Polskiej". „Nie jestem w stanie nawet zrozumieć takiej mentalności. To, co wyrabiał wówczas pan Tusk, po prostu nie mieści mi się w głowie".

Kilka godzin później do mediów trafił przeciek – parę sekund z brakujących 16 sekund zapisu czarnych skrzynek tupolewa. Słowa pilota Arkadiusza Protasiuka: „Jak nie wyląduję(my), to mnie zabije( ją)". Nie wiadomo, w którym momencie padły, ale sugerują, że załoga była pod presją, być może prezydenta lub jego otoczenia.

Wojna smoleńska rozpętała się na całego. Stawka jest wysoka – kto zostanie obarczony polityczną winą za katastrofę. Nic więc dziwnego, że obie strony wytaczają najcięższe działa.

O tym jak wyglądała nowa odsłona wojny polsko-polskiej przeczytasz w artykule Aleksandry Pawlickiej w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost"