Odejście Królowej

Odejście Królowej

Elizabeth Taylor, ostatnia wielka gwiazda Hollywood, odeszła, zabierając z sobą czar złotych lat fabryki snów i magię filmowego mitu.
Przez niemal siedemdziesiąt lat swojej kariery nawet na chwilę nie przestała być gwiazdą w hollywoodzkim stylu. Nigdy nie pokazała się publicznie bez swojej ukochanej biżuterii i bez makijażu. Nikt nie widział jej w dżinsach. Od chwili kiedy z nastoletniej gwiazdki stała się dorosłą, emanującą seksapilem aktorką i femme fatale, pozostała niedostępną damą otoczoną luksusem i prowadzącą życie składające się z przyjęć, skandali i niewyobrażalnie dramatycznych zwrotów. Nie znosiła, kiedy zdrabniano jej imię. Mawiała: „Ci, którzy mnie dobrze znają, nigdy nie nazywają mnie Liz, zawsze Elizabeth, a tym, którzy mają nadzieję mnie poznać, też to radzę". Znała dobrze oczekiwania, jakie świat ma wobec gwiazd. Wychowywano ją przecież na gwiazdę! Taką przyszłość wymyśliła jej matka, kiedy państwo Taylor tuż przed II wojną światową wrócili z Anglii do Stanów i zamieszkali w Kalifornii. Przez lata matka była też jej menedżerem. Dzięki jej zabiegom i kontaktom Liz zaczęła karierę aktorską już jako 9-latka – zagrała w komedii „Co minutę ktoś się rodzi". Rok później podpisała kontrakt z wytwórnią MGM, choć jeden z jej producentów Edward Muhl powiedział, że „nie umie wyraźnie mówić, nie potrafi śpiewać, nie ma pojęcia o graniu, a do tego ma najokropniejszą matkę, jaką kiedykolwiek zdarzyło mu się spotkać”.

Popularność zdobyła rolą w filmie „Lassie, wróć" z 1943 roku, a rok później w„Wielkiej nagrodzie” zagrała dziewczynę zafascynowaną wyścigami konnymi. Skutki upadku z konia, który przeżyła na planie i po którym musiała się poddać operacji kręgosłupa, odczuwała później przez całe życie. To właśnie bóle kręgosłupa staną się przyczyną jej uzależnienia od leków przeciwbólowych, a potem od alkoholu. Zagrała w 50 filmach, dwa razy dostała Oscara dla najlepszej aktorki: za rolę prostytutki w„Butterfield 8” (

1961 r.) i żony alkoholika w filmie „Kto się boi Virginii Woolf" (1966 r.). O ile po pierwszej nagrodzie mówiono, że dostała ją z litości – właśnie zginął wwypadku lotniczym jej trzeci mąż, producent filmowy Mike Todd, a ona ledwie przeżyła bardzo poważne zapalenie płuc, tracheotomię i śmierć kliniczną – o tyle w kreacji w filmie Mike’a Nicholsa u boku Richarda Burtona Taylor pokazała pełnię swoich aktorskich możliwości. Złośliwi komentowali, że rolę żony alkoholika znała i odgrywała wielokrotnie, borykając się na co dzień zalkoholizmem Burtona, swojego ówczesnego męża.

Seryjna mężatka
Miała siedmiu mężów. Bo – jak sama twierdziła – wbrew swej opinii rozpustnicy i rozbijaczki małżeństw zawsze poślubiała mężczyzn, z którymi sypiała. „Niewiele kobiet może poszczycić się taką reputacją" – dodawała z przekorą. Miała bardzo konkretne wyobrażenie o małżeństwie. Uważała, że dobry związek kończy się wtedy, kiedy partnerzy zaczynają iść własnymi drogami. Albo razem, albo wcale. Nie miała problemów z rozstaniami, ale też przyznać trzeba, że mężczyźni, których wybierała, nie zawsze nadawali się na oddanych partnerów.

Los żony poznała już jako 18-latka, desperacko próbująca uwolnić się od rodziców. 20-letni hotelarz milioner Nick Hilton teoretycznie wydawał się doskonałą partią. Tylko teoretycznie. Hilton był alkoholikiem i narkomanem, a po ślubie okazało się, że także damskim bokserem. Jednak Liz dopięła swego – stała się niezależna. Z Hiltonem rozwiodła się po paru miesiącach, ale ze związku wyszła z 0,5 mln dolarów alimentów. Potem nastąpił pięcioletni związek z brytyjskim aktorem Michaelem Wildingiem, któremu urodziła dwóch synów.

Tragicznie zakończony związek z Mikiem Toddem trwał tylko rok. Liz urodziła mu córkę. Po śmierci Todda pocieszał ją jego najbliższy przyjaciel, piosenkarz Eddie Fisher, dla którego porzuciła protestantyzm i przeszła na judaizm. On zaś dla niej porzucił żonę, uwielbianą przez Amerykanów piosenkarkę Debbie Reynolds, i dwoje dzieci. Gdy 12 maja 1959 r. wyszła za niego za mąż, Ameryka, a przynajmniej jej bardziej konserwatywna część, zatrzęsła się z oburzenia i obwołała Taylor osobą pozbawioną moralności i „puszczalską".

Te oskarżenia zbyła lekko. W latach małżeństwa z Fisherem zagrała dwie role, z których była szczególnie dumna. Obie w adaptacjach sztuk Tennessee Williamsa. W„Kotce na gorącym blaszanym dachu" (1958) zagrała Maggie, pełną temperamentu żonę pogrążonego w depresji Bricka (Paul Newman). W „Nagle, zeszłego lata” (1959) na planie zdjęciowym wdała się w konflikt z Katharine Hepburn. Emocje rozogniły się do tego stopnia, że po zakończeniu zdjęć Hepburn publicznie opluła reżysera Josepha L. Mankiewicza, który stanął po stronie Taylor.

Małżeństwo z Fisherem zakończyło się tak, jak się zaczęło – hucznym skandalem: w 1962 r. na planie filmu „Kleopatra" Liz Taylor poznała Richarda Burtona.

Liz and Dick
W 1984 r., już długo po rozstaniu z Elizabeth Taylor, 58-letni Richard Burton wysłał do niej list. Gdy go dostała w swym domu w Bel Air, już nie żył. Zmarł nagle w Szwajcarii. Aktorka nigdy nie ujawniła treści listu, choć była o to później wielokrotnie pytana. Bo nawet po latach relacje między Taylor i Burtonem elektryzowały amerykańską publiczność. Ich związek – obok zabójstwa Kennedy’ego i i porwania dziecka Anny i Charlesa Lindberghów – był w Ameryce jednym z najbardziej szczegółowo opisywanych i komentowanych wydarzeń XX wieku. „Liz and Dick", jak nazywały ich amerykańskie media, zapoczątkowali współczesną kulturę celebrytów. To ich jako pierwszych zaczęły śledzić zastępy paparazzich. Każde prywatne zdjęcie pary czy informacja o ich miejscu pobytu były na wagę złota. Dzięki takim publikacjom nakłady magazynów natychmiast rosły.

Taylor i Burton byli wyjątkowo wdzięcznym tematem. W chwili spotkania Burtona Taylor była światową gwiazdą. Za udział w „Kleopatrze" dostała milion dolarów jako pierwsza aktorka w historii. Do roli w tym gigantycznym widowisku Josepha Mankiewicza, które kosztowało 44 mln dolarów (czyli według dzisiejszej wartości amerykańskiej ok. 320 mln „zielonych”), przygotowano dla niej 65 kostiumów. Była na okładkach wszystkich magazynów, w radiu komentowano każdy jej krok.

Światem wstrząsnął jej gorący romans z najwybitniejszym aktorem pokolenia, znanym z nieskończonej liczby miłosnych podbojów. Tym bardziej że para bynajmniej nie szukała ustronnego kącika, by upajać się w nim swym uczuciem. Podczas pobytu na Capri Taylor i Burton chodzili od knajpy do knajpy, trzymając się za ręce i upijając do nieprzytomności. W ślad za nimi krętymi włoskimi uliczkami sunął wielki rolls-royce, którego aktorka zażądała od producentów na czas zdjęć.

Opinia publiczna była zarazem oburzona i podekscytowana ich wulgarnością, bogactwem i arogancją. Oboje pozostawali przecież w związkach małżeńskich. W sprawie wypowiedział się nawet Watykan, piętnując zachowanie Taylor jako „seksualne włóczęgostwo". Mimo to, gdy minął pierwszy szok, Amerykanie wybaczyli i pokochali Dicka i Liz. Właściwie nie wiadomo za co. Może za talent i ciężką pracę? A może raczej za barwne skandale i ekstrawagancje w stylu glamour? A może za jedno i drugie? Przede wszystkim za uczucie, jakie ich związało, mimo wszelkich burz, które razem przeżywali.

Bo Liz i Dick byli fotografowani nie tylko na jachtach, bankietach czy spotkaniach z Rothschildami, Arystotelesem Onassisem, księżną Monaco Grace, generałem Josephem Tito czy księżną i księciem Windsoru, ale także podczas gwałtownych kłótni, szarpaniny czy w stanie upojenia alkoholowego. Taylor czasami tygodniami pokazywała się publicznie jedynie w ciemnych okularach, by ukryć skutki kolejnych bijatyk, do jakich dochodziło w rezydencjach pary. To reality show trwało przez niemal dziesięć lat z przerwą na rozwód, a potem kolejny ślub.

Ostatecznie wszystko zakończyło się rozstaniem. Ale po latach Taylor mówiła o nieżyjącym już Burtonie: „Richard był wspaniały w każdym sensie tego słowa. Był wspaniały we wszystkim, co robił. Był wspaniały na scenie, przed kamerą i w łóżku. Był najlepszym, najczulszym i najbardziej zabawnym ojcem. Wszystkie moje dzieci go kochały. Tak jak ja od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam go w Rzymie. Spędziliśmy z sobą za mało czasu".

Ciężki los kobiety

Po rozstaniu z Burtonem Taylor jeszcze dwa razy wychodziła za mąż. Najpierw za senatora Johna Wernera, dla którego niemal przestała grać w filmach i okropnie się nudziła, siedząc w domu i w kółko jedząc. A potem za robotnika budowlanego Larry’ego Fortenskiego, którego poznała podczas antyalkoholowej terapii odwykowej. Ślub wzięli w Neverlandzie zaprzyjaźnionego z Taylor Michaela Jacksona.

Ten ostatni związek również nie był udany. Po rozwodzie mówiła, że już nigdy nie wyjdzie za mąż. I dodawała: „Ciężki jest los współczesnej kobiety. Musi ubierać się jak chłopak, wyglądać jak dziewczyna, myśleć jak mężczyzna i pracować jak koń".

Angażowała się w działalność na rzecz ofiar AIDS czy pomoc dla ofiar huraganu Katrina. Sprzedawała swoje słynne diamenty na aukcjach charytatywnych. Za jeden z tych, które dostała od Burtona, od anonimowego nabywcy z Arabii Saudyjskiej dostała 3 mln dol., które zasiliły konto budowy szpitala w Botswanie. Dochód ze sprzedaży otrzymanego od niego pierścionka zaręczynowego przekazała na konto swej fundacji Amfar, wspierającej walkę z AIDS.

Przez ostatnie lata poruszała się na wózku. Bezpośrednią przyczyną jej śmierci stały się powikłania po przebytym zawale serca. Zmarła w domu otoczona przez dzieci, wnuki i prawnuki. Po jej śmierci rodzina Richarda Burtona zaproponowała, aby szczątki aktora pochowanego w Szwajcarii oraz Elizabeth Taylor spoczęły w rodzinnym grobie Burtonów w Walii. Nikt nie ma wątpliwości, że „Liz and Dick" tego właśnie by pragnęli.

Okładka tygodnika WPROST: 13/2011
Więcej możesz przeczytać w 13/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także