Nasza południowa granica powoli przeistacza się w linię frontu w walce z... no właśnie z czym, bo chyba nie z epidemią BSE.
Zaledwie dziesięć dni temu granica polsko - czeska została otwarta (wcześniej zamknięto ją w obawie przed pryszczycą). Teraz znów zostanie zamknięta w związku z wykryciem w Duszejowie na Morawach pierwszego w Czechach przypadku BSE. Decyzja o zamknięciu granicy przyszła wcześnie bo, jeszcze przed, przewidywanym, oficjalnym potwierdzeniem diagnozy, ale z drugiej strony dużo za późno, gdyż mięso i pasza z krajów, w których stwierdzono chorobę wściekłych od dawna importowano do Polski.
Fakt, że u nas przypadków BSE jeszcze nie wykryto, wynika z niedoskonałości systemu diagnozowania. W Polsce badania obejmują zaledwie 3 proc. ubijanego bydła, sztuki padłe, oraz wykazujące objawy neurologiczne. Główny weterynarz kraju, Andrzej Komorowski naciska by zamknąć dla czeskich krów granicę. Ale to nie import z Czech, a słabość naszych przeciwdziałań stwarza warunki do rozprzestrzenia się BSE w Polsce.
Piotr Górecki
Fakt, że u nas przypadków BSE jeszcze nie wykryto, wynika z niedoskonałości systemu diagnozowania. W Polsce badania obejmują zaledwie 3 proc. ubijanego bydła, sztuki padłe, oraz wykazujące objawy neurologiczne. Główny weterynarz kraju, Andrzej Komorowski naciska by zamknąć dla czeskich krów granicę. Ale to nie import z Czech, a słabość naszych przeciwdziałań stwarza warunki do rozprzestrzenia się BSE w Polsce.
Piotr Górecki