Telewizyjne szczury

Telewizyjne szczury

Dodano:   /  Zmieniono: 
Producenci reality shows prześcigają się w pomysłach. Na wyspie miłości piękne modelki mają kusić żonatych mężczyzn, w szkole przetrwania trzeba ujeżdżać aligatory, teraz słyszymy, że bohaterowie tych nowatorskich produktów telewizyjnych muszą być odporni na kąsania szczurów.
Proponujemy jeszcze programy w kostnicy (grupa gospodyń domowych przygotowuje zmarłych do ostatniej drogi), w wielkiej wannie z kisielem (sobowtóry Pameli Anderson prowadzą dysputy o nominacjach do opuszczenia wanny) lub na zapleczu baru mlecznego (pracownice plują do zupy i tłuką kotlety). Można być pewnym, że któryś z tych pomysłów zostanie podchwycony przez producentów lub zainspiruje scenarzystów szukających zawodowego spełnienia.
Wszystkie te programy będą jednak zwykłą oznaka bezsilności części mediów elektronicznych. Po boomie jaki zapanował na reality shows gwałtownie spada popularność tych programów. W Niemczech każda edycja Big Btother ma mniejszą oglądalność od poprzedniej. Producenci notują straty finansowe, a reżyserzy posuwają się do granic absurdu. Eskalacja głupoty nie może jednak trwać wiecznie, prędzej czy później ostateczny sędzia, (czyli publiczność, dziś jeszcze bezkarnie robiona w konia) powie nie, i odwróci się od głupich programów, tak jak kiedyś odwróciłą się od perwersyjnych filmów pornograficznych.
Dlatego spokojnie milczeć mogą krytycy piętnujący reality shows, mówiący o niebezpiecznym wpływie programów na uczestników i widzów czy o złej drodze jaką obrała współczesna telewizja. Ta droga jest po prostu głupia i już można przewidzieć, że prędzej czy później nastąpi zmiana kierunku.
Krzysztof Olejnik