Dzisiejszym członkom UE zależy aby na dopłaty bezpośrednie do produkcji rolnej Polska otrzymała z unijnej kasy jak najmniej pieniędzy. My oczekujemy jak najwięcej, i propozycje Unii odrzucamy. Obie strony gorączkowo poszukują argumentów na poparcie swoich stanowisk. Kłopot w tym, że to argumenty wymyślane "pod publiczkę". Z obu stron.
Czy po wejściu do UE zamożność polskich rolników wzrośnie o 35 proc., czy o 50 proc. - trudno przewidzieć. Za prognozą Komisji Europejskiej stoją zapewne rzetelne wyliczenia i analizy. Kłopot w tym, że w całej światowej ekonomii podobne wyliczenia i analizy obarczone są znacznym ryzykiem błędu. Nie raz nie spełniły się najczarniejsze prognozy, nie raz nie sprawdzały najlepsze, bo nie wzięto pod uwagę jakiegoś z pozoru nieistotnego, a w praktyce bardzo ważnego czynnika.
Komisja Europejska przeciw konkretowi w postaci niskiego poziomu dotacji wytacza "półkonkret", czyli prognozę, która może się sprawdzić, lub nie. Na dodatek, i to już niedopuszczalne, sugeruje, że wypłata dotacji w pełnych sumach spowoduje, że polska wieś zbyt szybko się wzbogaci, a chłopi - wskutek tego - zaczną rozruchy. To czysta spekulacja, na dodatek problem Polski jako państwa - członka UE, a nie całej Unii.
Inna sprawa, że o ile można kwestionować liczby podawane przez KE, trudno zaprzeczyć trendowi uchwyconemu przez ekspertów Komisji. Na pozostawaniu poza strukturami Unii na pewno stracimy, i potwierdzają to wyliczenia polskich ekspertów. Komisja ma więc znakomitą pozycję przetargową w negocjacjach. Czy da nam 100 proc., czy 30 proc., czy jeszcze mniej - i tak zarobimy. Dzisiejsze oświadczenie KE to nic innego jak danie do zrozumienia polskim negocjatorom: "wiemy, że z ekonomicznego (czyli - najważniejszego) punktu widzenia w praktyce i tak nie macie wyjścia".
To niegrzeczne, ale - niestety - prawdziwe.
Donata Wancel
Czy po wejściu do UE zamożność polskich rolników wzrośnie o 35 proc., czy o 50 proc. - trudno przewidzieć. Za prognozą Komisji Europejskiej stoją zapewne rzetelne wyliczenia i analizy. Kłopot w tym, że w całej światowej ekonomii podobne wyliczenia i analizy obarczone są znacznym ryzykiem błędu. Nie raz nie spełniły się najczarniejsze prognozy, nie raz nie sprawdzały najlepsze, bo nie wzięto pod uwagę jakiegoś z pozoru nieistotnego, a w praktyce bardzo ważnego czynnika.
Komisja Europejska przeciw konkretowi w postaci niskiego poziomu dotacji wytacza "półkonkret", czyli prognozę, która może się sprawdzić, lub nie. Na dodatek, i to już niedopuszczalne, sugeruje, że wypłata dotacji w pełnych sumach spowoduje, że polska wieś zbyt szybko się wzbogaci, a chłopi - wskutek tego - zaczną rozruchy. To czysta spekulacja, na dodatek problem Polski jako państwa - członka UE, a nie całej Unii.
Inna sprawa, że o ile można kwestionować liczby podawane przez KE, trudno zaprzeczyć trendowi uchwyconemu przez ekspertów Komisji. Na pozostawaniu poza strukturami Unii na pewno stracimy, i potwierdzają to wyliczenia polskich ekspertów. Komisja ma więc znakomitą pozycję przetargową w negocjacjach. Czy da nam 100 proc., czy 30 proc., czy jeszcze mniej - i tak zarobimy. Dzisiejsze oświadczenie KE to nic innego jak danie do zrozumienia polskim negocjatorom: "wiemy, że z ekonomicznego (czyli - najważniejszego) punktu widzenia w praktyce i tak nie macie wyjścia".
To niegrzeczne, ale - niestety - prawdziwe.
Donata Wancel