Stare Kiejkuty – daleko od trybunału

Stare Kiejkuty – daleko od trybunału

Za więzienia CIA w Polsce zarzuty usłyszał Zbigniew Siemiątkowski. Kto podejmował decyzje? Premier Leszek Miller, którego teraz Janusz Palikot w politycznej wojence próbuje stawiać przed Trybunał Stanu? Prezydent Aleksander Kwaśniewski? Kto wiedział? Ich następcy, którzy ukrywali tę historię w imię interesów państwa? Nie chce się wierzyć, że układ z Amerykanami był samowolką byłego szefa wywiadu.
1.

Na satelitarnej fotografii Starych Kiejkut, gdzie mieści się Ośrodek Kształcenia Kadr Wywiadu, widać polanę w kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Jakby przypominała o starych czasach – kiedy polskie służby musiały przyjaźnić się z mocarstwem ze wschodu.

W tym samym lesie opodal stoi willa, która ma szansę stać się prawdziwym symbolem. Właśnie w tym budynku miało się mieścić więzienie CIA, w którym przetrzymywano podejrzewanych o związki z Al-Kaidą. Więzienie powstało w  Polsce, bo poprosili o to sojusznicy z USA. Zapewniali, że wszystko będzie tajne. Nie dotrzymali słowa.

Od wycieku informacji z  amerykańskich służb, które zostały opisane przez „The Washington Post", upłynęło osiem lat.

Wówczas wiedzieliśmy tylko, że gdzieś w Europie Środkowej CIA miała swoje „black sites", czarne dziury, gdzie dochodziło do tortur. Dziś niemal w stu procentach możemy być pewni, że więzienie było na terenie szkoły szpiegów. I że dla wielu polityków nie jest to  żadna nowość.

2.

Cztery lata temu. Eleganckie biuro w centrum Warszawy, w którym urzędował wtedy związany z lewicą człowiek służb. Poprosił, żeby wyłączyć telefon komórkowy i zostawić go w sekretariacie. Opowiedział nam o mazurskim więzieniu CIA. Następne lata, kolejne teksty w gazetach przynosiły potwierdzenie opowieści. Co mówił nam oficer, który był blisko wierchuszki lewicy? Opisywał, że ośrodek znajdował się w  wydzielonej strefie szkoły w Kiejkutach.

– Dostęp do niej mieli tylko Amerykanie. Jedzenie i picie dla więźniów i obsługi nie pochodziło z  Polski. Przywożono je z Frankfurtu – opowiadał. Nie miał najmniejszej wątpliwości, że o obecności Amerykanów oraz ich więźniów wiedzieli Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller. Czy wiedzieli o torturach? – Nie  wydaje mi się – usłyszeliśmy w odpowiedzi. Bo Amerykanie mieli zapewnioną dyskrecję i nikt ich nie kontrolował.

Dla Amerykanów Kiejkuty były idealnym miejscem w drodze z Afganistanu i Bliskiego Wschodu. Duży, rygorystycznie chroniony teren oddalony od miast. W pobliżu lotnisko w  Szymanach. No i co najważniejsze: przyjazna administracja.

Z informacji, małych puzzli, które od 2005 r. dodawane są do układanki „więzienie CIA", wyłania się coraz wyraźniejszy obrazek. Wiadomo, że na lotnisku w  Szymanach lądowały nieoznakowane samoloty CIA, które służyły do  transportowania podejrzanych. Przylatywali nimi pasażerowie, którzy nie  udawali się w dalszą podróż. W Kiejkutach Amerykanie mieli przetrzymywać, wedle różnych doniesień, od 8 do 12 więźniów. Co im  robiono? O tym można się dowiedzieć z raportu Czerwonego Krzyża i  niektórych dokumentów odtajnionych przez CIA. Pierwszy dokument powstał na podstawie rozmów z najważniejszymi więźniami w Guantanamo, m.in. z  Abd al-Naszirim, który (wedle agencji AP powołującej się na informacje z  amerykańskich kół rządowych) był przetrzymywany w Kiejkutach. Tam miał go przesłuchiwać Albert (Egipcjanin z pochodzenia, były tłumacz FBI). Strzelał do Nasziriego z nienabitego pistoletu, przystawiał do głowy włączoną wiertarkę. Więźniów rozbierano, oblewano zimną wodą, przykuwano ręce do góry i zmuszano do stania w takiej pozycji godzinami, zamykano w  drewnianych pudłach. Najgłośniejszą torturą był waterboarding. Podejrzanych przywiązywano do łóżek, wodę lano na szmatę, którą mieli zasłonięte twarze. Jeńcy mieli wrażenie, że się topią, wpadali w panikę. Najpewniej tortury odbywały się pod nadzorem medyków. Chalid Szejk Mohammed (uważany za jednego z koordynatorów zamachów 11 września) był poddany waterboardingowi 183 razy. Przyznali to sami Amerykanie.

3.

Zbigniew Siemiątkowski, szef Agencji Wywiadu w latach 2002-2004, najpewniej podpisał z szefami amerykańskich służb ramowe porozumienie, które zezwalało na obecność ośrodka CIA w Starych Kiejkutach. Nie tak ogólne, jakby dziś chciał, bo postawiono mu zarzuty. Jak pisała „Gazeta Wyborcza", chodzi o przekroczenie uprawnieńoraz naruszenie prawa międzynarodowego poprzez „bezprawne pozbawienie wolności" i „stosowanie kar cielesnych" wobec jeńców wojennych.

Jako szef AW Siemiątkowski był bezpośrednim podwładnym premiera Leszka Millera. Politycznie był człowiekiem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Wydaje się mało prawdopodobne, że obaj politycy niczego nie wiedzieli. To raczej oni zawierali polityczne porozumienie z USA. Ale – w odróżnieniu od  Siemiątkowskiego – niczego nie podpisywali. Jego zeznania mogą obciążyć Millera i Kwaśniewskiego. Tyle że były szef AW odmówił prokuratorom składania wyjaśnień i zapowiedział, że tak samo zachowa się w sądzie.

To  dość poważnie wiąże prokuratorom ręce.

4.

Wieloletni oficer wywiadu ukrywający się pod pseudonimem Vincent V. Severski mówi nam, że każdy nowy szef wywiadu informował swoich zwierzchników, „jakie trupy zostały w szafach". Tak więc kolejny prezydent i następni premierzy powinni byli wiedzieć o sprawie. Zresztą – wydaje się – historia z więzieniami była zbyt poważna, by najważniejsi w państwie urzędnicy nie dzielili się nią podczas zdawania obowiązków.

Liderzy PiS którzy po SLD przejęli władzę, zaprzeczali, że były jakieś więzienia. Śledczy zwracali się do Lecha Kaczyńskiego, by zwolnił Kwaśniewskiego z tajemnicy, ale prezydent odmówił. Dlaczego? Z uwagi na  „dobro państwa" i „rację stanu".

5.

Poza krąg najważniejszych urzędników sprawa więzień wyszła w grudniu 2005 r. Wtedy szefowie AW i ABW i minister koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann zostali wezwani przez komisję ds. służb specjalnych. Ich wyjaśnień słuchało tylko dwóch posłów – Roman Giertych i Zbigniew Sosnowskiz PSL (tylko oni mieli dopuszczenie do informacji ściśle tajnych). Po posiedzeniu komisji Giertych wysłał do Wassermanna i  prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry pismo, w którym żądał pełniejszego zbadania sprawy.

Niedługo potem wiosną 2006 r. dochodzi do  spotkania w gabinecie Wassermanna z szefem AW, Zbigniewem Ziobrą i  Januszem Kaczmarkiem. To na nim szef AW Zbigniew Nowek ma pokazać Ziobrze i Kaczmarkowi dwustronicowy dokument w niebieskiej obwolucie pochodzący z Agencji. Miał on jednoznacznie wskazywać, że za zgodą lewicowych władz w Polsce było więzienie CIA. Ziobro i Kaczmarek nie  podpisują żadnego kwitu, że widzieli analizę. Nie muszą więc nadawać sprawie oficjalnego biegu. Historia na chwilę zamiera.

Wraca w kolejnym politycznym rozdaniu, gdy premierem jest już Donald Tusk. Giertych pisze do niego list, w którym sugeruje, by szef rządu zapoznał się z  materiałami wywiadu. Tusk nie ma wyjścia, musi coś zrobić, by nie zostać oskarżonym o tuszowanie sprawy. Przyparty do ściany przekazuje pismo prokuratorowi generalnemu. Zaczyna się oficjalne śledztwo.

6.

Swój stosunek do tego śledztwa Tusk ujawnił ostatnio:

– Prokuratura pracuje, czasami można mieć wrażenie, że nie za mało, ale że  nadgorliwie. (…) Nadgorliwość będzie grzechem najcięższym z możliwych.

Prokuratura od kwietnia 2010 r. nie podlega ministrowi sprawiedliwości. Jest instytucją autonomiczną. Jednak także nie działa w próżni. Tusk rozmawiał o sprawie z Andrzejem Seremetem, a uwagę komentatorów zwróciło to, że śledztwo zostało przeniesione z Warszawy do Krakowa. Kraków to  matecznik prokuratora generalnego. Tak jakby – w imię interesów państwa – chciał on mieć kontrolę właśnie nad tym, by śledczy nie byli zbyt gorliwi.

7.

Wygląda na to, że nikomu nie zależy na dogłębnym wyjaśnieniu sprawy –  czyli znalezieniu wszystkich winnych i współwinnych.

Ambicje rozgrywania sprawy mają polityczni single – tacy jak Roman Giertych i Janusz Palikot. Ten ostatni miał już podobno dostać sygnał z Pałacu Prezydenckiego, że lepiej więzieniami nie grać.

Dlatego Trybunał Stanu dla Leszka Millera i kogokolwiek innego jest mało prawdopodobny. Wygląda na to, że na placu boju zostaną dziennikarze i Zbigniew Siemiątkowski, który ma w życiu wyjątkowego pecha.

Okładka tygodnika WPROST: 15/2012
Więcej możesz przeczytać w 15/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • tomaszaryk1@gmail.com IP
    Szkoda, że nie zapytaliście Panowie pana S. co robił w latach 80tych. Jak zwalczał Solidarność i czemu nie został przyjęty do UOP jak inni oficerowie wywiadu (poza nim i kilkoma jego kolegami z wydziału od inwigilacji opozycji). Można także zapytać, kto i w jakim trybie przywrócił go do służby po objęciu władzy przez SLD po 93 roku i czy czasem ta sama osoba nie była vice szefem AW po roku 2002?
    • ozon IP
      niekorzystne wpisy o Palikocie nie są zamieszczane
      • ozon IP
        Kim jest przyszły Prezydent III RP-Janusz Palikot. Dla mnie to CHAM i POLITYCZNA PROSTYTUTKA.