Gra w krótkiego

Gra w krótkiego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bardzo dawno temu grałem zawodowo w pokera. Kilka lat nie rozstawałem się z kartami, szczęście mi dopisywało, więc żyłem jak pączek w maśle. Gdy zrozumiałem, że mogę już niczego więcej w życiu nie zrobić, bo gra pochłania mnie doszczętnie, powiedziałem kumplom, że kończę tę zabawę 30 grudnia. I tak się stało.

Jakiś czas później trafiłem do miejscowości Długi Borek na Mazurach do leśniczego na poprawiny po weselu. Na stole były rewelacyjna czernina, dobrze schłodzona wódka i jeszcze lepszy samogon pędzony przez miejscowych fachowców. I po pięknej balandze gospodarz zaproponował grę w „krótkiego". Powiedziałem, że mogę zagrać, ale pod warunkiem że ktoś mnie tej gry nauczy. Wszyscy, a było ich oprócz mnie trzech, pokazali, o co chodzi, jak się licytuje, jak przebija. Wyciągnęliśmy pieniądze i rozpoczęliśmy. Początkowo nie wchodziłem do gry, nawet gdy miałem pary asy na króle, a nawet i trójki. Pokazywałem karty, którymi mógłbym zagarnąć całą pulę, i robiłem wszystko, żeby ich przekonać, że trafili na większego jelenia od tych, które mieli w okolicznych lasach.

Kiedy już towarzystwo przekonałem do tego, że nie odróżniam np. pary od fula, zacząłem grać swoje i o czwartej nad ranem pieniądze z nas czterech miałem tylko ja. Gdy już wszyscy powiedzieli pas, przyznałem się, że kilka lat żyłem z gry w te klocki i że zwracam im kasę, Trafiłem na ludzi honoru, wtedy tacy byli, i wszyscy jak jeden mąż odmówili. Nie było innego wyjścia, jak je przepić. Następnego dnia wybraliśmy się do miejscowości Świętajno, w której była restauracja o nazwie Borowik słynąca m.in. z tego, że wjechał do niej na koniu gospodarz. Wjechał, ponieważ stwierdził, że koń też człowiek i powinien się w knajpie jak człowiek napić.

Piliśmy dwa dni i wtedy zostałem satyrykiem, bo pierwszego z nich wymyśliłem, że nazwa borowik to jest skrót większej całości, która brzmi: BOŻE, OCHROŃ ROLNIKA OD WÓDKI I KURESTWA. Następnego dnia, będąc nawalonym bardziej, zauważyłem, że borowika można przeczytać i wspak KURWA I WÓDKA OCHRONI ROLNIKA OD BOROWIKA, co wszystkich tak rozbawiło, że postanowiliśmy spędzić w niej i trzeci dzień, a ja zacząłem się zastanawiać, czy nie będzie to mój nowy zawód.

Piszę o tym nie bez powodu. Po przyjeździe do Warszawy, żeby utrzymać adrenalinę na odpowiednim poziomie, zacząłem grać na giełdzie. Po kilkunastu latach okazało się, że giełda jest cwańsza ode mnie. W końcu lat 90. można było na niej nieźle zarobić, bo chcieli się na niej dorobić wszyscy. Zarabiałem więc i ja. Dzisiaj byle jaki pretekst powoduje, że leci na łeb na szyję za każdym razem. Jakiekolwiek dane z Ameryki, Chin czy Europy powodują spadki. Teraz, jak się okazuje, doszedł do tego jeszcze nowy prezydent Francji François Hollande, który obiecał w tym pięknym kraju nowy socjalizm. Być może dołożył się też prezydent Rosji Władimir Putin, który koronował siebie w stylu cara Aleksandra II. Nie wiem… Ale Giełda Papierów Wartościowych znowu jest na czerwono i zaczynam się zastanawiać, czy nie wrócić do pokera, bo to gra mimo wszystko pewniejsza. Patrząc na te globalne „cuda", coraz bardziej się czuję jak pacjent, który przychodzi ponownie do tego samego lekarza, a ten patrząc na wyniki badań, mówi:

– Od teraz koniec z paleniem, piciem, jedzeniem golonki i karkówki i wszelkich ciast.

– To aż tak jest ze mną źle?

– Źle może nie jest, ale trzeba odkładać na jedzenie.

Więcej możesz przeczytać w 20/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.