Nasze dwie jedenastki

Nasze dwie jedenastki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Do oglądania Euro przystępowaliśmy jak chyba wszyscy. Z poczucia patriotycznego obowiązku usilnie staraliśmy się uwierzyć, że „biało-czerwone to barwy niezwyciężone”. Co zaskoczyło nas pozytywnie, a co rozczarowało w polskiej reprezentacji? Przedstawiamy dwie strony naszej drużyny.
Minusy

Boenisch – nasz lewy obrońca przed Euro długo leczył kontuzję i na palcach jednej ręki można policzyć mecze, w których zagrał w ostatnim roku. Kiedy wybiegł na mecz z Grecją, stało się jasne, że chyba za dużo było batonów w trakcie rekonwalescencji. To z nim TVP powinna przeprowadzić wywiad na dachu fabryki czekolady. Podczas spotkania inaugurującego mistrzostwa, ale też w meczu z Rosją, rzadko przekraczał linię środkową boiska. Zapewne z obawy, że nie zdąży wrócić, by wypełnić swe podstawowe, czyli obronne obowiązki. Jakby się obawiał, czy znajdzie siły, by nadążyć za akcją. Ale gwoli sprawiedliwości dodajemy: rozkręca się. Pytanie, jak długo musiałoby trwać Euro, by rozkręcił się na dobre. Narzuca się jeszcze jedna kwestia: jak bardzo nasz trener musi nie ufać Wawrzyniakowi, zmiennikowi Boenischa na lewej obronie, skoro to ten ostatni grał mecze od dechy do dechy.

Przewidywalność – kontynuując powyższy wątek: każdy trener naszych rywali na Euro już dobrze wie, skąd grozi mu największe niebezpieczeństwo i że polski okręt wszystkie działania ma ustawione po prawej burcie (tam są Piszczek, Błaszczykowski), a po lewej cisza i spokój… Tam mamy nieruchawy duet Boenischa z Rybusem, ewentualnie Obraniakiem. Ta para w żadnej z dwu konfiguracji nie wnosi nawet 30 proc. tego, co daje naszej drużynie wymieniona wyżej para z Borussii ustawiona po przeciwnej stronie boiska. To forsowanie większości akcji jedną flanką ma swoje konsekwencje: w meczu z Rosją Piszczka w oczywisty sposób przytkało na dobrych kilka minut w okolicach 60. minuty. Bo ile można biegać do przodu i do tyłu na pełnym gazie, i to niemal bez chwili przerwy?

Zgrupowanie w Hyacie, zgrupowanie w Austrii – tyle ośrodków pobudowaliśmy, by wywieźć reprezentację – chwilę przed najważniejszymi rozgrywkami – do austriackiego miasteczka, a następnie zakwaterować drużynę narodową w środku miasta, w centrum kibicowskiej histerii. Tu piłkarze są w centrum patriotyczno-medialnego cyrku. Tu trudno o koncentrację, wyciszenie. Kilkanaście taborów obozuje w okolicach hotelu, wozy transmisyjne śledzą każdy krok piłkarzy, reporterzy ekscytują się tym, czy nasi już zjedli śniadanie, a co bardziej zdesperowani kibice usiłują forsować legiony ochroniarzy, by zdobyć autograf i udzielić naszym paru cennych porad.
Więcej możesz przeczytać w 25/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także