Prezes Amber Gold: nie jesteśmy piramidą. Ktoś chce nas zniszczyć

Prezes Amber Gold: nie jesteśmy piramidą. Ktoś chce nas zniszczyć

Dodano:   /  Zmieniono: 4
Marcin Plichta (fot. Rafał Siderski/Bloomberg Businessweek Polska)
Piramida działa raczej skrycie, my jesteśmy otwarci na klientów, rynek, instytucje nadzorujące - mówi w rozmowie z „Bloomberg Businessweek Polska” i „Wprost” prezes Amber Gold Marcin Plichta.
Cezary Szymanek: Na czym polega pana biznes? Według KNF jest niezgodny z prawem i niebezpieczny dla klientów.  I coś w tym jest, skoro zawiesił pan wypłaty.

Marcin Plichta, prezes Amber Gold: Zarabiam na obrocie metalami szlachetnymi.

Przychodzi klient z 10 tys. zł i…?

Kwota jest przeliczana według naszej tabeli kursów na odpowiednią ilość złota.

A skąd bierze się „gwarantowane 14 proc. zysku” dla klienta?

Z różnic kursowych i marży, jaką Amber Gold uzyskuje na sprzedaży metali szlachetnych. To zawsze jest dużo więcej niż te14 proc. zysku klienta.

Mówi się, że zarabiacie nie na złocie, a na spekulacjach walutowych, skomplikowanych instrumentach finansowych…

Zarabiamy tylko i wyłącznie na handlu metalami szlachetnymi.

To wprost: czy jesteście finansową piramidą?

Nie, nie jesteśmy.



Po pierwsze, piramida nie posiadałaby tak rozległej administracji i sieci sprzedaży. W tej chwili zatrudniamy około 500 osób. Po drugie, piramida działa raczej skrycie, my jesteśmy otwarci na klientów, rynek, instytucje nadzorujące. Po trzecie, nie działamy na zakładkę, nie wykorzystujemy wpłaconych nowych pieniędzy na wypłaty zysków wcześniejszym klientom.

Ilu w tej chwili jest klientów?

50 tysięcy.

I powierzyli Panu ile pieniędzy?

Około 80 mln zł.

Myśli Pan, że ktoś się na Pana uwziął?

Marcin Plichta, prezes Amber Gold: To możliwe. Jest przecież kilka spółek, które prowadzą identyczną działalność jak my i nie są na liście ostrzeżeń publicznych KNF. Dlaczego inni mogą, a my nie? Może nadepnąłem komuś na odcisk…

Politykom? Wielkiemu biznesowi? Służbom?

Wszystkim po trochu… Bardzo dużym projektem Amber Gold był OLT Express, który według mnie zaszkodził prywatyzacji LOT-u. Wskazuje na to notatka ABW, którą ujawniłem.

Agencja twierdzi, że jest fałszywa i zawiadomiła o tym prokuraturę.

Muszą tak mówić, dopóki jest tajna. Według mnie, na 90% jest prawdziwa.

Dlaczego ją Pan ujawnił?

Ratuję Amber Gold. Miałem również informację, że zostanę aresztowany. Jej ujawnienie wstrzymało operację.

Żałuje Pan OLT?

Żałuję. Uważam, że moje dziecko zostało zabite.

Przez kogo?

Po części przez KNF, który nakazał wypowiedzenie naszych rachunków bankowych. OLT przez tydzień nie otrzymywało ani złotówki ze sprzedaży biletów. Finansowanie i myślenie, że będzie lepiej, dłużej się Amber Gold nie opłacało.

Komu ma Pan jeszcze za złe upadek OLT?

LOT i podmioty zależne. Na samym początku działalności mieliśmy poważne problemy z LOT Catering, który nasze samoloty obsługiwał jako ostatnie, przez co były opóźnienia. Petrolot żądał wysokich depozytów jako przedpłatę na sprzedawane nam paliwo, zresztą po cenach wyższych niż LOT-owi. Działaliśmy bez kredytów kupieckich, wszyscy żądali od nas przedpłat na wykonywanie prac, usług. Właściciel LOT-u, czyli ministerstwo Skarbu Państwa musiał o tym wiedzieć.

Wiemy, kto poinformował zarząd Amber Gold o "akcji" ABW.

Cały wywiad z prezesem Amber Gold Marcinem Plichtą przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika „Wprost” oraz w dwutygodniku Bloomberg Businessweek Polska”.
 4

Czytaj także