A system leży i kwiczy

A system leży i kwiczy

Dodano:   /  Zmieniono: 6
Mówiąc wprost, jest grubo. a nawet coraz grubiej. Miało być w miarę spokojne lato, przed spodziewaną trudną jesienią i jeszcze mniej sympatyczną zimą. A tu zero ogórków, nie ma relaksu. Wakacje się już kończą, a wielu nie zdążyło ich nawet zauważyć. Najbardziej klienci Amber Gold i Finroyal, którzy zapamiętają je do końca życia. No, może krócej, jeśli jakimś cudem uda się stworzyć coś z niczego – czyli złoto realne z opowieści o złocie. Na razie jednak szans na to najmniejszych nie widać.

Duży problem z tegorocznym latem ma premier Tusk. Nie dane mu było spokojnie szlifować jesienne exposé, dokument znany pod roboczym tytułem „Krew, pot i łzy”. Najpierw problemów dostarczył „taśmowy” koalicjant, potem własny syn. Premier dość sprawnie wybrnął z tego ostatniego problemu, uderzając na konferencji prasowej w ojcowskie tony. Ale to sprawy nie mogło zakończyć. Zbyt wiele słów z ust Michała Tuska (nazwanego przez niemiecką gazetę „nieusuwalnym zderzakiem premiera”) padło, niektóre nie znalazły jeszcze odbicia w mediach. Wiele mówiący, więcej niż konferencja premiera, jest fakt, że jego syn przestał nagle rozmawiać z dziennikarzami i – jeśli wierzyć tabloidom – został wraz z żoną i dziećmi skierowany na zamorskie wakacje. System zaczął działać, w końcu. Pisałem w tym miejscu tydzień temu i podtrzymuję, że pozostawienie syna premiera samemu sobie nie świadczy dobrze o funkcjonowaniu ważnych służb, które z założenia i tym powinny się w demokratycznym kraju zajmować.

Ale rzecz jasna sprawa premierowicza to pikuś w porównaniu z indolencją państwa w sprawie Amber Gold. Tu resztki włosów stają dęba. Nawet urzędowy rzut na taśmę w postaci naprędce zwołanego posiedzenia Komitetu Stabilności Finansowej zrobił niepoważne wrażenie. Marcin P. nie zachwiał (bo nie mógł) stabilnością finansową kraju, parabanki nie podlegają też pod ustawowe kompetencje tegoż komitetu. Przyjmuję za jedyne rozsądne wyjaśnienie, że inaczej niż pod hasłem KSF nie udałoby się tak szybko zgromadzić w jednym miejscu wszystkich, którzy przynajmniej teoretycznie mają moc decyzyjną i sprawczą.

Tym, co naprawdę poraża, jest klęska gdańskiej prokuratury. Im więcej wiemy o kulisach sprawy Amber Gold, opisywanych w tym numerze „Wprost”, tym większych nabieramy podejrzeń, że nie tylko o niekompetencję tu chodzi. Odrzucanie kolejnych wniosków KNF, umarzanie postępowań pod byle pretekstem, przeciąganie miesiącami prac biegłych… Marek Belka, prezes NBP, mówi, że w sprawie Amber Gold wszyscy decydenci kurczowo trzymali się prawa – zamiast użyć zdrowego rozsądku. Otóż, zdaje się, nie wszyscy się prawa trzymali. Fachowcy od Trójmiasta mówią, że to miejsce tak ma. Że nigdzie indziej w Polsce związki peerelowskich i już „demokratycznych” eksmilicjantów/policjantów oraz emerytowanych prokuratorów i sędziów ze światem szemranych interesów nie są tak silne i tak widoczne. Że jest to pajęczyna, która szczelnie oplata wymiar sprawiedliwości – i tylko dzięki jej istnieniu interesy polskiego „goldfingera” mogły pozostać tak długo bezkarne. Nie wiem, czy w innych dużych miastach jest znacząco lepiej. Szokujące jest jednak to, że organy państwa miały już dawno wiedzę o najpoważniejszych oskarżeniach wobec założycieli Amber Gold. Z doniesień KNF i z doniesień banków, które wprost oskarżały swojego klienta o pranie brudnych pieniędzy. Tymczasem państwo pierwszy raz tak na poważnie zainteresowało się Amber Gold w połowie lipca 2012 r., gdy ABW opracowała plan śledztwa. Dziesięć dni przed tym, gdy linie OLT zawiesiły działalność. Nieco ponad dwa tygodnie przed tym, gdy Amber Gold przestał wypłacać pieniądze klientom. Mamy prawo czuć się rozczarowani i oczekiwać, że winni błyskawicznie stracą robotę. A ich nadzorcy przestaną brylować na posiedzeniach fasadowych komitetów.
Więcej możesz przeczytać w 34/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 6

Czytaj także