Taki (para)bank, jakie państwo

Taki (para)bank, jakie państwo

Logo Amber Gold
Logo Amber Gold / Źródło: Newspix.pl / fot. Michał Fludra
Niemający 30 lat biznesmen, który w 2009 r. zarobił 573 zł, wykiwał całe państwo. Kto przymykał na to oko?

Czwartek, 7 rano. Agenci ABW i prokuratorzy wchodzą do mieszkania Katarzyny i Marcina P. Przeszukują nieruchomości, biura należące do właścicieli Amber Gold. Państwo P. dali im pretekst. Złożyli w sądzie rejestrowym potwierdzenie przelewu, które wygląda na podrobione. Podłożyli się. Agenci ABW i prokuratorzy wreszcie mogą dobrać się do papierów Amber Gold. Do tej pory byli pogubieni, błądzili po omacku, nie umiejąc wytłumaczyć, na czym polegają interesy państwa P. Wynika to z rozmów ze śledczymi i dokumentów, do których dotarliśmy. Okazuje się, że od lat w sprawie niejasnego biznesu państwo zrobiło niewiele. Dlaczego?

Prokuratura: dopiero ustalamy, o co tu chodzi

Dotarliśmy do planu śledztwa, które od lipca toczy się przeciw państwu P. Prowadzą je funkcjonariusze ABW i prokuratorzy z gdańskiej okręgówki. Dopiero 16 lipca tego roku delegatura ABW w Gdańsku sporządziła plan śledztwa o numerze RSD 10/12. Co ciekawe, śledztwo nie dotyczy całej działalności państwa P., a jedynie przestępstwa, które miało być popełnione do 15 maja 2012 r. Chodzi o kwotę 25 mln zł. Amber Gold miało wprowadzić w błąd swoich klientów. Wpłacali oni pieniądze na zakup złota, a w rzeczywistości spółka przeznaczała pozyskane środki na inne cele. Podstawą wszczęcia śledztwa było zawiadomienie banku BGŻ z 15 maja 2012 r. Bankowcy podejrzewali, że Amber Gold może prać brudne pieniądze.

Plan śledztwa zawiera bardzo interesujące fakty na temat przeszłości i interesów państwa P., ale świadczy też o kompletnym pogubieniu się śledczych, którzy dopiero teraz zaczynają badać pewne hipotezy.

Znający sprawę śledczy: – Panowie, grajmy w otwarte karty. Sprawa toczy się od 2009 r. Jest zabagniona i spierd…! Dopiero od początku lipca ustalamy, o co tu chodzi.

Szwajcarskie złoto

Co wynika z pozbieranych przez śledczych informacji? Po pierwsze to, że nie ma śladu po dużych ilościach złota. To w ten kruszec chcieli zainwestować klienci Amber Gold. 1 czerwca tego roku Marcin P. był przesłuchiwany w prokuraturze jako świadek. Prokuratorzy poprosili go o przedstawienie dowodów zakupu złota. P. zeznał, że posiadane złoto, platyna i srebro pochodzą ze szwajcarskiej mennicy PAMP. Kupuje je on za pośrednictwem spółki Inwestycje Alternatywne Profit z Warszawy. Zapytany o dowód zakupu okazał fakturę opiewającą na niską kwotę – 145 429,46 zł. Przypomnijmy, że Amber Gold przyjmował na lokaty w złoto setki milionów złotych od swoich klientów.

7 sierpnia pytaliśmy państwa P., ile mają majątku.

Odpowiedzieli: 17,5 mln zł na koncie, 15 mln zł w pożyczkach, które udzielili, 120 kg złota, nieruchomości na ponad 30 mln zł, samochody i inny majątek firmy.

Skarżyli się, że nie mogą klientom oddać pieniędzy, bo banki wypowiedziały im umowy na prowadzenie kont, a nowych nie pozwalają założyć.

7 sierpnia, gdy rozmawialiśmy, państwu P. udało się w jednym z banków założyć rachunek.

– Przesłaliście już komuś pieniądze?

– Jutro będziemy wysyłać – zapewniali.

Dwa dni później poprosiliśmy Marcina P., żeby podał nam, ilu osobom i jakie kwoty oddał. Odpisał: „Około 250 osobom, w kwocie 2,7 mln zł”.

Poprosiliśmy o udokumentowanie przelewów. P. zapewnił nas, że prześle dokumenty tego samego dnia, po południu. Do dziś ich nie otrzymaliśmy. Co ze 120 kg złota, o których mówili nam państwo P.? Jak poinformował prokurator Wojciech Szelągowski z Gdańska, śledczy w czasie czwartkowego przeszukania u państwa P. i w ich firmach zabezpieczyli jedynie 57 kg złota, kilogram platyny oraz mniej niż kilogram srebra.

Miliony na prywatne konta

Z planu śledztwa (dane w nim zawarte pochodzą m.in. z urzędów skarbowych) wynika, że małżeństwo wypłacało sobie gigantyczne pieniądze z Amber Gold. Same umowy o pracę Katarzyny i Marcina P. nie zawierały zawrotnych sum – od 200 do 600 tys. zł rocznie w ostatnich latach. Tyle że oboje P. mieli jeszcze umowy-zlecenia podpisane z Amber Gold. Z tytułu tych umów Katarzyna P. otrzymała np. na konto w 2010 r. 3 342 000 zł. Z kolei Marcin P. z tytułu podobnych umów otrzymał z firmy w 2010 r. 4 253 000 zł, a w 2011 r. ponad 9 mln zł. To imponujący przyrost dochodów. W 2009 r. siedzący w areszcie śledczym w Słupsku P. zadeklarował do rozliczenia podatkowego roczne dochody w wysokości... 572 zł 89 gr.

Trzecia postać w sprawie

Rozmawiamy ze śledczym, który jest blisko sprawy Amber Gold. Zadajemy mu pytanie: – Jak to jest, że państwo P. mimo kontrowersji wokół siebie i swoich przedsięwzięć mogli działać bezkarnie?

Rozmówca bezradnie rozkłada ręce. Mówi, że dopiero niedawno pomorski urząd skarbowy wszczął kontrole w Amber Gold. Wspomina o tropach, które dopiero są sprawdzane. – Państwo P. mogli być słupami dla interesów ludzi schowanych w cieniu. Zakładamy, że mogli być chronieni przez ludzi służb, którzy mają wpływy w organach ścigania, wymiaru sprawiedliwości i świecie polityki – wyjaśnia śledczy.

Śledczy roboczo stawiają tezę, że właściciele spółki nie działali w osamotnieniu, że ktoś musiał ich wspierać.

– Przy sprawie Amber Gold mówi się o małżeństwie P., zapominając o jednej postaci – wyjawia nam funkcjonariusz służb. – Jest przy wszystkim, do wszystkiego, zawsze. On ich nie odstępuje. To człowiek, który z powodzeniem bronił Marcina P. we wszystkich sprawach karnych. Adwokat Łukasz Daszuta.

Daszuta? Znani trójmiejscy prawnicy niewiele o nim wiedzą. Daszuta to były aplikant Prokuratury Rejonowej w Gdańsku. – Marny aplikant – wspomina go były kolega z prokuratury. Może, wiedząc że nie ma szans na karierę w prokuraturze, wybrał drogę adwokata. Prokurator: – Jak to się stało, że z szarego aplikanta w naszej prokuraturze wyrosła nagle taka gwiazda? Zaczęło mu się bardzo dobrze wieść. Jeździ imponującym bmw. I jak to jest możliwe, że został członkiem rady adwokackiej w Gdańsku? Wydaje się rzeczą nieprawdopodobną, żeby doszło to tego bez czyjejś pomocy.

Chcieliśmy się skontaktować z mecenasem Łukaszem Daszutą. Wysyłaliśmy e-maile, dzwoniliśmy. Bez odzewu. Poszliśmy na jego dyżur adwokacki. Biuro w najlepszym punkcie Gdańska zamknięte na głucho. Spotykamy zdenerwowanego klienta, którego Daszuta ma bronić z urzędu: – Przychodzę tu od miesiąca i całuję klamkę. Telefonu też nikt nie odbiera.

Zoo, Wałęsa i kościół

Plan gdańskiego śledztwa pokazuje, jakie dokładnie kwoty państwo P. wpłacali na rzecz różnych instytucji.

– Oni non stop siedzą w dominikańskim kościele św. Mikołaja – opowiada nam funkcjonariusz jednej ze służb. – To ich oaza i azyl.

Państwo P. na tę świątynię przeznaczyli od marca 2010 r. do kwietnia 2012 r. 1 541 993 zł. Śledczy badają, czy dominikanie nie odwdzięczali się darczyńcom oraz ich ludziom, wstawiając się za nimi w różnych instytucjach.

Na co jeszcze w Trójmieście płacili właściciele Amber Gold?

Na zoo należące do gdańskiego samorządu wyłożyli 3 120 000 zł. Katarzyna P. kilkanaście dni temu w rozmowie z nami:

– Dyrektor zoo za zgodą prezydenta miasta Pawła Adamowicza użyczy nam ogrodu. Chcemy tam zorganizować masową imprezę dla mieszkańców Trójmiasta 22 września.

Pytamy śledczego, czy badane są powiązania urzędników miejskich z interesami P.

Usłyszeliśmy krótkie: – Badamy.

Nasza rozmowa z Katarzyną i Marcinem P., niespełna dwa tygodnie temu.

Marcin: – Prezydent Adamowicz był jedynym politykiem, który odwiedził nasze biuro. Przywiózł ofertę sponsorowania filmu o Lechu Wałęsie reżyserowanego przez Andrzeja Wajdę.

Katarzyna: – Adamowicz wszedł do biura w czarnym płaszczu i kopertę ze swoją prośbą zostawił w sekretariacie. Wyszedł bez słowa.

– Przekazaliście pieniądze na film?

Marcin: – Dwa miliony.

– Spotkaliście Andrzeja Wajdę?

Marcin: – Mieliśmy iść na konferencję, ale w końcu wysłaliśmy pracowników.

Katarzyna: – Nie chcieliśmy się upubliczniać.

Marcin: – Wajda podobno chciał nas poznać.

Dzwonimy do prezydenta Pawła Adamowicza, który w maju, w obecności Wajdy, mówił do pracowników Amber Gold na konferencji prasowej: „Czujecie ten moment, czujecie innowacyjność. Wałęsa też był innowacyjny dla swoich czasów”. Pytamy prezydenta, czy był w biurze Amber Gold. Zaprzecza. – Wysłałem tylko pismo z prośbą o wsparcie filmu, takie samo jak do wielu innych firm działających na Pomorzu – tłumaczy.

Czy wiedział o przeszłości P., o jego wyrokach za oszustwa? – Nie wiedziałem – przyznaje.

W piątek producent filmu o Wałęsie oświadczył, że pieniądze z Amber Gold trafią na depozyt bankowy do czasu wyjaśnienia sprawy. Z naszych informacji wynika, że właściciele spółki przekazali wyższą kwotę niż ta, o której wspominali w rozmowie z nami. Do producenta filmu o Wałęsie trafiło 3 mln zł plus VAT.

Przyjaciel Nikosia w tle

Gdańscy śledczy badają, skąd mogły pochodzić pieniądze na start Amber Gold, kto ewentualnie mógłby w firmach państwa P. legalizować środki finansowe pochodzące z przestępstw. W planie śledztwa jest ciekawy trop. Pojawia się nazwisko biznesmena z bogatą przeszłością Mariusa O. Wielu jego przyjaciół to znani trójmiejscy gangsterzy, jak Jan P. ksywa Tygrys i nieżyjący Nikodem S. ps. Nikoś. Na początku lat 90. posiadał znaną firmę spedycyjną i miał udziały w banku, który splajtował. To właśnie w domu Mariusa O. w Gdańsku-Jelitkowie, wedle śledczych, miało dojść do narad na temat planowanych przez P. w 2011 r. interesów lotniczych. Spotkać się mieli wspomniany O., właściciel małej linii lotniczej Krzysztof W. oraz P. Na tym spotkaniu ustalono, że właściciel Amber Gold zainwestuje kilkanaście milionów złotych w jedną z istniejących już spółek lotniczych. Marcin P. dostał w użytkowanie jeden samolot. Maszyna miała być wykorzystywana przez Amber Gold do transportowania znacznych kwot pieniędzy z Hamburga. Co interesujące, Hamburg to ważne miasto dla Mariusa O., który już w latach 80. prowadził tam interesy. Dzwonimy z Trójmiasta do Mariusa O. w ostatni czwartek: – Możemy się z panem spotkać na kwadrans?

– Możecie, pod warunkiem że wpadniecie do południowej Francji!

– Czy u pana w domu była narada na temat biznesu lotniczego? Narada, w której brał udział Marcin P.?

– Nie znam P., spotkałem się jedynie z Krzysztofem W. Oferował zakup swojej linii lotniczej, ale nie byłem zainteresowany. Tyle.

Z firmy wylewały się pieniądze

Spotykamy się w Trójmieście z jednym z najważniejszych menedżerów Amber Gold. Sam do dziś nie wie, na czym polegała istota interesów państwa P. i czy w firmie nie dochodziło do prania pieniędzy. – Marcin trzymał rękę na dokumentach księgowych. Główną księgową posłał do zajmowania się liniami OLT. Także nawet ona nie znała szczegółów funkcjonowania Ambera – odpowiada.

Menedżer mówi o ogromnych pieniądzach, które przechodziły przez Amber Gold w ostatnich latach. – Dziennie to było 7, czasem 9 mln zł – opisuje. Zaglądamy razem do dokumentów księgowych spółki. Wynika z nich jasno, że w ciągu ostatnich trzech lat biznes państwa P. rozrósł się do wielkich rozmiarów. W 2009 r. przychód Amber Gold wyniósł tylko 1 463 000 zł. Rok później przychód skoczył do 79 919 000 zł. W 2011 r. przychód (ale tylko do końca listopada) wyniósł 198 665 000 zł, z czego osiągnięto zysk w wysokości ponad 53 mln zł.

Menedżerowie Amber Gold zrobili plan przychodów na ten rok. Zakładał grubo ponad pół miliarda złotych! – Czegoś takiego nigdy nie widziałem. Pieniądze wręcz wylewały się z firmy, faktury płacono przed czasem, nie negocjowano wysokości przedpłat – opowiada pracownik Amber Gold.

Wielkie nakłady finansowe na reklamę

By osiągnąć tak gigantyczne przychody, państwo P. przeznaczali coraz większe pieniądze na reklamę swoich „złotych lokat” i linii lotniczej OLT. W Amber Gold wyodrębniono specjalny dział, który zajmował się kupowaniem reklam. W ten sposób omijano domy mediowe, które pośredniczą w handlu reklamami. Kampanie reklamowe Amber Gold i OLT miały ogromną skalę. – Po wszystkich rabatach, upustach kosztowało to 35 mln zł – wyjawia menedżer spółki, który odpowiadał za tę operację. 8 sierpnia spytaliśmy Marcina P., u kogo i za jaką kwotę wykupił reklamy. Przesłał nam szczegółową listę z kwotami i nazwami mediów (nie wszystkich, w których ukazywały się reklamy). Zaznaczył, że są to faktury opłacone przez jego spółkę do 5 sierpnia 2012 r. W sumie na ponad 11 mln zł. I tak np. do wydawnictwa, które posiada ogólnopolską gazetę, trafiło 2,7 mln zł, do znanego portalu internetowego – 1,9 mln zł, do ogólnopolskiej telewizji – 1,6 mln zł, do jednej z rozgłośni radiowych też 1,6 mln zł, do jednego z tygodników – 300 tys. zł. Menedżer, który odpowiadał w Amber Gold za sprzedaż reklam, potwierdził uzyskane przez nas informacje. – Kłopot w tym, że P. popłacił tylko część faktur. Na przykład portal, który dostał blisko 2 mln zł, powinien dostać jeszcze drugie tyle – dodaje.

Spytaliśmy tego menedżera, czy z nim państwo P. się rozliczyli.

– W naturze.

– Przepraszamy, jak?

– Zapłacili mi samochodami BMW.

Łagodna pani prokurator

Pytamy w gdańskiej okręgówce, kto zaniedbał, zawalił u nich sprawę Amber Gold. Śledczy wskazują na Prokuraturę Rejonową w Gdańsku-Wrzeszczu i panią prokurator Barbarę K. Jej decyzje są rzeczywiście zastanawiające. Dostaje 15 grudnia 2009 r. zawiadomienie z Komisji Nadzoru Finansowego, która zarzuca Amber Gold prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia. Pani prokurator odmawia wszczęcia śledztwa, potem umarza postępowanie. Postępuje tak, choć sąd wytyka jej m.in. nieustalenie źródeł finansowania Amber Gold i brak weryfikacji zawartości skrytek, w których państwo P. mieli trzymać złoto. Nie weryfikuje też ani nie zabezpiecza dokumentów spółki. Po wskazaniu sądu, by prowadzić sprawę dalej, pani prokurator zamawia opinię u biegłego. Robi to w styczniu 2011 r. Do lipca 2012 r. opinia nie powstaje, a pani prokurator nie naciska biegłego, by się pospieszył. Brak wiedzy, zła wola? – Prześwietliliście działania tej pani? – pytamy śledczych.

– Jest to utrudnione. Ta pani jest po ciężkiej chorobie. Jak sądzę, do pracy już nie wróci – słyszymy w odpowiedzi.

Marzenia o własnym banku

Raczej już nie sprawdzą się mocarstwowe plany małżeństwa P., które zaraz opiszemy. Marcin P. wyszedł w piątek z prokuratury z kilkoma zarzutami, ma policyjny dozór, spółka Amber Gold jest w likwidacji.

A jeszcze przed wakacjami małżeństwo szykowało się do wielkiego skoku. Amber Gold chciał mocno poszerzyć ofertę. Firma miała zacząć na dużą skalę udzielać pożyczek. Spółka stałaby się coraz poważniejszym konkurentem dla firm takich jak Provident czy banków udzielających kredytów. – Wszystko było już gotowe. Zbudowano silny dział windykacji, we wrześniu miała ruszyć wielka kampania reklamowa – opisuje menedżer Amber Gold. To nie wszystko. – Spytałem Marcina, jaki ma długofalowy plan, co chce zrobić. Powiedział, że prosty. Chce dogadać się z KNF, z którą wojował od 2009 r. Zacząć działać w pełni legalnie. W końcu kupić jakiś bank. Wspominał o spółdzielczym – mówi rozmówca.

7 sierpnia, gdy rozmawialiśmy z państwem P. w Gdańsku, było jasne, że z wielkiego planu nic nie będzie. Małżeństwo już wtedy mówiło nam, że Amber Gold pójdzie do likwidacji.

– A wam co zostanie? – spytaliśmy.

Marcin: – Na chleb i margarynę będziemy mieli.

Katarzyna: – Marcin, nie przesadzaj.

***

Na razie śledczy, którzy tropią interesy państwa P., idą po omacku.

– Czy wy w ogóle macie mapę ich znajomości, powiązań, kontaktów?

– Dopiero ją rysujemy.

Okładka tygodnika WPROST: 34/2012
Artykuł został opublikowany w 34/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 5
  • t a t a Bąk IP
    __ tak się kończy ...\"Polska to nienormalność\"
    • drQQ IP
      Jaki kurf***a kod dostępu?!
      • bez-nazwy IP
        Wykiwał całe państwo ?Jeżeli ktoś jeździ kradzionym samochodem - to tego nie można dowieść?
        • agent IP
          nie no przekręt na światowym poziomie ale jednak nie udolny:)
          • Talleyrand IP
            Powoli się wyjaśnia zatem. Ciekawe jakie rewelacje i powiązania z ludźmi z PO wypłyną na światło dzienne.
            Czy będą mogły wypłynąć?

            Czytaj także