Jak to było z Michałem Tuskiem

Jak to było z Michałem Tuskiem

Michał Tusk (fot. Marcin Kaliński)
Syn premiera opowiadał dużo i chętnie. Oni, czyli ojciec i jego współpracownicy, mają inne podejście do ludzi. To znaczy siedzieć cicho, nic nie mówić i burza jakoś przejdzie. Ujawniamy kulisy rozmów z Michałem Tuskiem.

Mecenas Roman Giertych, który reprezentuje Michała Tuska, zapowiada, że będzie występował z pozwami przeciw mediom. Wymienia „Fakt”, „Super Express”, ale też „Wprost”. Przed miesiącem napisaliśmy pierwszy tekst o współpracy syna premiera z Marcinem P., właścicielem Amber Gold. Giertych nie sformułował dotychczas swoich uwag na temat publikacji o Tusku juniorze we „Wprost”. W związku z ogólną zapowiedzią podjęcia działań prawnych uważamy, że czytelnicy powinni poznać kulisy powstania artykułów.

Pierwsza rozmowa

4 sierpnia na stronie Wyborcza.pl ukazał się wywiad z Michałem Tuskiem. Syn premiera, były dziennikarz „Gazety Wyborczej”, ujawniał koledze z redakcji, że pracował dla firmy Marcina P. Wywiad wyglądał na rozbrajanie bomby, która za chwilę ma wybuchnąć. Opublikowana rozmowa wszystkiego nie wyjaśniała. Postanowiliśmy pojechać do Trójmiasta, żeby porozmawiać z Michałem Tuskiem. Ten na to przystał. Spotkaliśmy się w sopockim pubie, który prowadzi lokalny polityk PO i przyjaciel Michała. Miejsce tuż obok słynnego Grand Hotelu, z pięknym widokiem na morze. I ważne dla Platformy. To w tym lokalu partia Donalda Tuska organizuje sztaby wyborcze. Siedzieliśmy na tarasie. Kilka stolików dalej konwersował z przyjaciółmi jeden z posłów PO, który akurat w Sopocie spędzał urlop. Przyglądał się nam z zainteresowaniem. Musieliśmy młodego Tuska trochę stopować. O rządzie ojca, otoczeniu premiera, polityce, pracy w „Gazecie Wyborczej”, swojej współpracy z P. opowiadał tak ekspresyjnie i tak głośno, że turyści siedzący przy sąsiednim stoliku przecierali oczy ze zdumienia. Michał mówił dużo i chętnie. Swoje credo wykładał nam w następujący sposób. Oni, czyli ojciec i jego współpracownicy, mają inne podejście do ludzi. To znaczy siedzieć cicho, nic nie mówić i burza jakoś przejdzie. Michał, jak nam tłumaczył, ma w tej materii inne doświadczenia niż „Igorek” (Ostachowicz, najbliższy współpracownik Donalda Tuska, odpowiedzialny za wizerunek szefa rządu – przyp. red.). Krótko mówiąc, młody Tusk prezentował następującą postawę: nie wolno się chować, trzeba rozmawiać z mediami, które w dobie internetu nawet z godziny na godzinę potrzebują odpowiedzi. Jak sam obrazowo tłumaczył, jest częstym dyskutantem na forach internetowych, siedzi przy różnych portalach i mieli trochę tego „badziewia”.

Tusk opowiadał, że z ojcem jeszcze nie miał okazji rozmawiać twarzą w twarz, bo ten jest na urlopie za granicą, a przez telefon rozmowa o Amber Gold się nie klei. Dlaczego? Bo ojciec jest wkurzony, podejrzewa, że może być podsłuchiwany i dla bezpieczeństwa dzwoni na telefon żony syna. Usłyszeliśmy od Michała, że w tej chwili to my mamy większe zaufanie do niego niż jego tata. Syn premiera był na tyle otwarty, że chciał nam dać hasła do swojej prywatnej skrzynki e-mailowej, którą zarejestrował jako Józef Bąk. Uznaliśmy, że to jednak przesada. Za zgodą Tuska i w jego obecności skopiowaliśmy z tej skrzynki wiadomości, które dotyczyły współpracy ze spółkami Marcina P.

Spotkaliśmy się też następnego dnia na lotnisku im. Lecha Wałęsy w Gdańsku, gdzie syn premiera pracuje. Tego samego dnia Michał bez problemów zgodził się na sesję zdjęciową. Pozował fotografowi „Wprost” na stacji kolejowej, w tramwaju i na plaży. Autoryzacja słów Tuska przebiegła sprawnie, syn premiera wprowadził drobne zmiany do zacytowanych wypowiedzi.

Milczenie Michała Tuska

Nasz artykuł ukazał się we „Wprost”, który znalazł się w kioskach 13 sierpnia, w poniedziałek. W wersji elektronicznej można go było przeczytać od godziny 12 poprzedniego dnia. Tusk zadzwonił z recenzją już o 12.01: „Dziękuję za kwestie »ambergoldowe«, są uczciwie potraktowane z waszej strony, bo są”.

W następnych dniach jednak coś się zmieniło. Michał zamilkł, nie odpowiadał na SMS-y. Wyglądało, jakby ktoś przeprowadził z nim rozmowę z przesłaniem „koniec z tą szczerością”. 29 sierpnia znów pojawiliśmy się w Gdańsku. Poszliśmy do biura portu lotniczego, by porozmawiać z rzecznikiem. Okazało się, że siedzi biurko w biurko z młodym Tuskiem. Ten, widząc nas, na chwilę zamarł. Ale trzeba powiedzieć, że zachował montypythonowskie poczucie humoru, z którego jest znany wśród znajomych w Trójmieście.

– Michał, zmieniłeś numer telefonu? – zagadujemy.

Młody Tusk milczy. Uśmiecha się półgębkiem. Udaje, że pracuje przy komputerze.

– Naprawdę masz zakaz rozmawiania z nami? Aż taki, że nie powiesz do nas ani jednego słowa?

– Jestem na was wkurzony.

Wszyscy wybuchamy śmiechem.

– Trochę pojechaliście.

– Czym pojechaliśmy? – dopytujemy.

– Samochodem.

Kilka dni później Roman Giertych, w imieniu Michała Tuska, wypowiedział mediom wojnę. W ten sposób zapomniana sprawa pracy syna premiera dla spółki OLT Express, należącej do Amber Gold, znowu zagościła w mediach.

Artykuł został opublikowany w 37/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także