Jaka szkoda, że... tak późno!

Jaka szkoda, że... tak późno!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeszcze w czwartek minister Mariusz Łapiński z właściwą sobie butą opowiadał o swoich sukcesach w reformowaniu służby zdrowia. Słuchając tych opowieści i patrząc na dumną minę ministra wydawać się mogło, że jest to "człowiek nie do ruszenia". A jednak...
W piątek premier zrobił dobry uczynek i odwołał "wielkiego reformatora". Oficjalnie powodem było podpisanie przez Łapińskiego porozumienia ze związkowcami "Solidarności", okupującymi Śląską Kasę Chorych, w którym minister obiecał - do czego ani on, ani Rada Ministrów nie ma uprawnień - umorzenie pożyczki udzielonej kasom chorych z budżetu państwa w 2000 r.

Zapewne była to kropla, która przeważyła szalę. Bo przecież Mariusz Łapiński miał także inne osiągnięcia: wypłacenie milionowej premii pracownikom ministerstwa, zakup luksusowych samochodów oraz nagranie i rozesłanie do placówek służby zdrowia płyty kompaktowej, na której minister Łapiński mówi o osiągnięciach ministra Łapińskiego.

Wszystko to jednak, podobnie jak szumna akcja "leków za złotówkę", były rzeczy bardziej śmieszne niż groźne. Tak naprawdę groźne jest to, że minister Łapiński zdemontował stary system Kas Chorych w zamian przeforsowując ustawę o Narodowym Funduszu Zdrowia. W ten sposób nie dość, że skutecznie i do reszty zdezorganizował funkcjonowanie służby zdrowia, ale także skazał nas na powrót do starego systemu rozdzielczo-nakazowego. I dopiero po jego wejściu w życie, w połowie roku, ci wszyscy, którzy krytykowali reformę wprowadzoną w 1999 roku, przekonają się jak źle funkcjonować może służba zdrowia.

Michał Zieliński