I wtedy Kim Ir Sen zachował się jak zwyczajny złodziej w ciemnej uliczce przystawiający coś na kształt atomowego noża komuś do pleców. "Coś na kształt" - bo tylko zapowiedział, że wycofa się z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Czyli pokazał, że może mieć jakiś nóż. Warunki były proste: pomoc żywnościowa za pokój.
Pomoc okazała się jednak niewystarczająca i ponad 2 miliony Koreańczyków zmarło z głodu.
Syn, Kim Dzong Il, poszedł w ślady ojca. I kiedy znów krajowi zagraża głód - czas zawołać zachodnich ratowników. A dla przyśpieszenia decyzji znów wyciągnięto nóż. Tylko że tym razem go pokazano, wystrzeliwując rakietę balistyczną. Taką, która mogłaby spaść np. w Kalifornii, nie mówiąc o Seulu czy Tokio.
Tylko że świat się zmienił. I nikt nie zamierza komuś coś dawać, ani nawet "kupować cegieł". O ekonomicznych podtekstach konfliktu wokół Iraku mówi się wiele. Ale jaki może być kontekst ekonomiczny konfliktu z Kimem? Nikogo nie stać na interwencję w kraju, gdzie trzeba będzie z dnia na dzień nakarmić 24 miliony wygłodniałych ludzi, a całą gospodarkę wybudować od zera.
Sergiej Greczuszkin