Oto jak polscy przedsiębiorcy uciekają z Polski przed ZUS

Oto jak polscy przedsiębiorcy uciekają z Polski przed ZUS

Dodano:   /  Zmieniono: 152
Oto jak polscy przedsiębiorcy uciekają z Polski przed ZUS (fot. sxc.hu) Źródło: FreeImages.com
Przeniosła firmę do Londynu – płaci niższe składki, ma gwarantowaną wyższą emeryturę i dostęp do opieki zdrowotnej bez kolejek. Na ucieczce przed ZUS można zaoszczędzić tysiące złotych rocznie i zapewnić sobie spokojną starość.
–Emerytura w Polsce? Wszyscy będziemy tutaj pracować do końca życia. Na starość ZUS wypłaci mi grosze i nie będę miała nawet za co zapłacić czynszu albo kupić lekarstw. Wszyscy mówią, że na naprawę chorego polskiego systemu trzeba poczekać. Ale ja nie mam już tylu lat, żeby czekać i czekać w nieskończoność – mówi na wstępie Kinga Rembiałkowska, współwłaścicielka kancelarii doradztwa podatkowego z Sopotu. Co zrobiła, żeby zabezpieczyć się na starość? Rok temu przeniosła swoją działalność do Wielkiej Brytanii. – Tam nie muszę płacić ponad tysiąca złotych za ZUS, tylko o ponad połowę mniej. Do tego dostaję darmową opiekę zdrowotną bez kolejek, a zaoszczędzone pieniądze odkładam w funduszu inwestycyjnym. – mówi kobieta.

Takich jak ona są w Polsce już tysiące. Rejestrują firmy w Anglii, Czechach albo zatrudniają się na minimalny etat na Litwie czy na Słowacji. Za granicą za ZUS płacą po kilkaset złotych, a zaoszczędzone pieniądze odkładają na lokaty albo inwestują z myślą o spokojnej starości. Wszystko dzięki unijnemu prawu, które pozwala mieszkańcom Unii na płacenie składek w wybranym kraju europejskim. Teoretycznie możemy więc olać ZUS i płacić składki nawet na Malcie. Nic więc dziwnego, że na dezerterach z polskiego ZUS-u wyrosła cała branża pośredników, brokerów i konsultantów, którzy pomagają w ucieczce. Według firm świadczących tego typu usługi do tej pory płacenie składek za granicę przeniosło kilkadziesiąt tysięcy polskich przedsiębiorców. ZUS i prawnicy ostrzegają, że to działanie na granicy prawa. Jak to działa?

– Wsiadłam w samolot do Londynu, poszłam do angielskiego urzędu pracy, gdzie zarejestrowałam się jako bezrobotna. Tam dostałam własny numer NIN (red. National Insurance Number – odpowiednik polskiego PESEL), na podstawie którego mogłam uiszczać składki. Byłam zarazem właścicielem i jedynym pracownikiem, zatrudnionym na umowę o pracę. A w Polsce w tym samym czasie prowadziłam razem z ojcem kancelarię doradztwa podatkowego – opowiada Rembiałkowska. W chwili założenia angielskiej spółki, zamieniła polski ZUS na angielski, bo według prawa unijnego ubezpieczenie społeczne powinno płacić się tam, gdzie jest etat. Normalnie jako pracodawca musiałaby w Polsce opłacić składkę emerytalno-rentową, chorobową, zdrowotną, tą z Funduszu Pracy, co daje łącznie 1027 zł miesięcznie. W Anglii płaci nieco ponad 420 zł co miesiąc. – Przez pierwszy rok udało mi się w ten sposób zaoszczędzić 6,9 tys. zł. Można sobie za to wyjechać na naprawdę przyzwoite wakacje – mówi. Opłacając angielskie składki, ma również dostęp do tamtejszej opieki zdrowotnej. – Jak tylko jadę do Anglii, pakuję też w samolot dzieciaki i wszyscy idziemy na kontrolne badania. Szybko, profesjonalnie, bez kolejek – chwali brytyjską służbę zdrowia. Z jej karty zdrowotnej, która przysługuje w ramach opłaconych składek, może się leczyć cała rodzina. Rembiałkowskiej pomysł z ucieczką przed polskim ZUS spodobał się tak bardzo, że postanowiła doradzić to samo również klientom własnej kancelarii podatkowej. Dzięki niej składki w Wielkiej Brytanii opłaca już kilkudziesięciu polskich przedsiębiorców. – Rejestrujemy im spółki, wynajmujemy adres na siedzibę, obsługujemy księgowość, przygotowujemy roczne sprawozdania. Wszystko w cenie 450 zł plus VAT, płacone nam co miesiąc – chwali usługę Paulina Wilczewska-Bela, główna księgowa w firmie Rembiałkowskiej.

– Z naszą pomocą przedsiębiorcy z krajów Europy oraz Rosji i Białorusi założyli ponad sześć tysięcy spółek UAB (sp. z o.o.) na Litwie. Każdego dnia mamy co najmniej dwóch klientów z Polski, którzy są gotowi założyć albo kupić już zarejestrowaną spółkę na Litwie – mówi Dariusz Baliul z firmy UAB VIP Management. Co nasi północni sąsiedzi oferują Polakom? – Na Litwie możemy zatrudnić się na jedną czwartą etatu minimalnego. Wtedy płacimy na litewski ZUS niecałe 60 zł miesięcznie i 20 zł podatku PIT – wyjaśnia Baliul. Za swoje usługi rejestracji spółki i późniejszej obsługi księgowo-prawnej każe sobie płacić 240 zł miesięcznie.

Polakom ucieczka przed ZUS na Litwę spodobała się tak bardzo, że jeszcze niedawno na głównej stronie związku zawodowego warszawskich taksówkarzy zamieszczono informację o tym, że taryfiarz może sobie równie dobrze płacić ZUS u naszych północnych sąsiadów. – Nie ma się co dziwić. Mogę otwarcie powiedzieć, że co trzeci taksówkarz jeżdżący po Warszawie składek na ZUS nie płaci w ogóle, bo nikogo nie stać, żeby co miesiąc wykładać tysiąc złotych. Nie zachęcaliśmy, ale tylko poinformowaliśmy, że jest możliwość przeniesienia się z ZUS-em na Litwę – tłumaczy Michał Więckowski, prezes warszawskiego związku taksówkarzy. – U naszych północnych sąsiadów składki odprowadzają niektórzy taksówkarze z Łodzi albo Krakowa, ale jak oni wytłumaczą, że wożą też klientów po Wilnie, to nie wiem – dodaje z uśmiechem.

Cały artykuł można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Wprost"

Najnowszy numer "Wprost" jest   dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" jest także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania .



 152

Czytaj także