Szminkowa feministka

Szminkowa feministka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Europejczycy kiedyś uznali, że nie należy rozmawiać o islamie, bo religia to prywatna sprawa każdego człowieka. Po atakach na „Charlie Hebdo” okazało się, że to od dawna nie jest już prywatna sprawa – mówi Sally Armstrong, autorka książki „Wojna kobiet”.

Zdjęcie MAKSYMILIAN RIGAMONTI

Pani jest feministką?

Szminkową. Tak o mnie mówią w Kanadzie – szminkowa feministka. Bo maluję rzęsy, usta, farbuję włosy, noszę krótkie spódniczki, dbam o siebie, kocham swoje życie. I uwielbiam mężczyzn. Kocham mężczyzn. Ale to kobiety są dla mnie najważniejsze.

Przeczytałam pani książkę i mam poczucie, że głównie te z Afryki, Afganistanu, Indii.

Tam w Afryce czy w Afganistanie kobiety się podnoszą, zaczynają walczyć o swoje prawa, buntują się. Czy pani wie, że na przykład w Kenii do niedawna gwałt był na porządku dziennym? Nic nie groziło za zgwałcenie dziewczynki, dziewczyny, kobiety. Sprawcy chodzili na wolności, gwałt nazywano zbrukaniem, a władza rozkładała ręce. Aż do 2011 r., kiedy to 160 dziewczyn pozwało rząd za to, że nie zdołał ochronić ich przed gwałtem. I wygrało. Rozumie pani, wygrały! To był znak dla innych rządów krajów afrykańskich.

Nie przecenia pani?

Więcej możesz przeczytać w 5/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także