Skaner

Skaner

Dodano:   /  Zmieniono: 

PROCES

Przegrana Giertycha

Warszawski sąd apelacyjny uchylił postanowienia sądu okręgowego o zabezpieczeniu tytułu „Wprost”. Wnioskował o to Roman Giertych. Sąd apelacyjny odrzucił jego argumentację. Według uzasadnienia „nie było podstaw do tak daleko idącego zabezpieczenia”, a wcześniejsza decyzja sądu „była niesprawiedliwa”. Sąd stwierdził także, że zabezpieczenie majątkowe w postaci zajęcia rachunku bankowego również jest niezasadne. Wcześniejsza decyzja sądu okręgowego była krytykowana przez ekspertów i znawców prawa, wskazywano na bardzo niebezpieczny precedens. „Sąd nie powinien służyć za narzędzie nękania mediów” – pisał na łamach „Rzeczpospolitej” Marek Domagalski. Sylwester Latkowski, redaktor naczelny „Wprost” uznał ją za próbę wywarcia presji na wydawcę i redakcję. W swoim orzeczeniu sąd apelacyjny zwrócił uwagę, że sytuacja finansowa spółki PMPG nie powinna budzić wątpliwości, albowiem zarówno jednostkowe, jak i skonsolidowane sprawozdania finansowe, wykazują zysk netto. „Niedopuszczalne jest z punktu widzenia ekonomicznego, jak i prawnego, uznawanie za aktualny stan finansowy spółki sprzed półtora roku”.

POLITYKA

Po znajomości?

CZY PRZEMYSŁAW WIPLER OTWORZYŁ W KRAKOWIE NOWE BIURO POSELSKIE PO TO, ŻEBY DAĆ PRACĘ DZIEWCZYNIE TAMTEJSZEGO LIDERA KORWINISTÓW?

Poseł Wipler niedawno otworzył biuro przy ulicy Lwowskiej w Krakowie. Jest to jego drugi, po Warszawie, lokal utrzymywany z sejmowych funduszy. Pracuje tam Agata Banasik, prywatnie związana z Konradem Berkowiczem, obecnym rzecznikiem Janusza Korwin-Mikkego. – Nikomu pracy nie dałem – odpowiada Wipler i przekonuje, że Banasik kieruje teraz regionem małopolskim partii Korwina, jednym z największych w Polsce. Wipler mówi, że Banasik kieruje regionem bezpłatnie, choć europoseł Stanisław Żółtek z Kongresu Nowej Prawicy oferował jej posadę w swoim biurze, jeśli wycofa się ze wspierania Korwin-Mikkego. Bo dziś KNP walczy na śmierć i życie ze swoim założycielem. „Zrezygnowała z unijnych pieniędzy i w trosce o partyjne struktury wybrała służbę pro publico bono” – pisze o swojej narzeczonej na Facebooku Konrad Berkowicz. Ale to tylko częściowa prawda. Bo zamiast pracować w biurze europosła Żółtka, trafiła do biura poselskiego Przemysława Wiplera.

DEBATA

Pakiet uda się przy współpracy

TYLKO WSPÓŁPRACA LEKARZY PODSTAWOWEJ OPIEKI ZDROWOTNEJ (POZ) Z ONKOLO- GAMI może zagwarantować skuteczność wprowadzonego od stycznia pakietu – zgodzili się uczestnicy panelu „Rola lekarza pierwszego kontaktu w obliczu pakietu onkologicznego”, który podczas konferencji Światowy Dzień Walki z Rakiem poprowadziła dziennikarka „Wprost” Karolina Kowalska. Wybitni onkolodzy, prof. Jacek Fijuth, prof. Maciej Krzakowski i prof. Piotr Rutkowski, zgodzili się z przedstawicielami lekarzy POZ, dr Małgorzatą Załawą-Dąbrowską i dr Jackiem Łuczakiem, że bez takiej współpracy pakiet ma mniejsze szanse powodzenia.

BADANIE

Walentynki po polsku

ZWYCZAJ OBCHODZENIA WALENTYNEK PODOBA SIĘ WIĘKSZOŚCI DOROSŁYCH POLAKÓW. Tylko 13 proc. zapytanych odpowiada, że się nimi nie interesuje lub wolałoby wziąć udział w imprezie negującej dzień zakochanych. W Polsce Walentynki zagościły na dobre, ale wciąż wzbudzają kontrowersje. Jednak jak pokazuje ankieta przeprowadzona przez portal MyDwoje.pl wśród blisko tysiąca użytkowników, przeciwnicy Walentynek są w zdecydowanej mniejszości. Zwolennicy różnią się natomiast od siebie, jeśli chodzi o preferencje dotyczące spędzania tego dnia. Inne oczekiwania mają kobiety, inne mężczyźni. 22 proc. pań stwierdza, że mogłoby spędzić dzień zakochanych w domu, ale przy romantycznej kolacji przy świecach, 18 proc. chciałoby być zaproszonych do eleganckiej restauracji. 15 proc. byłoby zadowolonych z niespodzianki w postaci szalonego wypadu. Panowie przywiązują zdecydowanie mniejszą wagę do otoczki Waletynek. Wolą spędzać ten dzień z partnerką zwyczajnie w domu. Wskazuje na to 20 proc. pytanych. Jednak nie można powiedzieć, że mężczyźni są zupełnie pozbawieni romantyzmu. 30 proc. stwierdza, że jest gotowa przygotować kolację lub… dać się na nią zaprosić.

DYMISJE

Czarny piątek kadrowy

Komendant główny policji Marek Działoszyński chce odejść ze służby. Zwrócił się już do szefostwa MSW z prośbą o możliwość złożenia raportu odejścia, a w poniedziałek ma złożyć oficjalną rezygnację. Działoszyński swoją decyzję argumentuje „względami osobistymi”. Według RMF FM Działoszyńskiego ma zastąpić Krzysztof Gajewski. Stacja jako powód dymisji podała „brak chemii” między Działoszyńskim a kierownictwem resortu. Tego samego dnia do dymisji podał się Zbigniew Derdziuk, od 2009 r. prezes ZUS. „Wypełniłem swoją misję” – napisał w uzasadnieniu. Spekuluje się jednak, że kancelaria premiera oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej miały wiele zastrzeżeń do prezesa. Chodzi m.in. o oskarżenia o mobbing w ZUS oraz o liczne kontrole w instytucji, które były prowadzone przez NIK, CBA i KPRM.

PLUS/MINUS

Porozumienie

Jest porozumienie z górnikami z JSW. Nie będzie zwolnień, ale górnicy rezygnują z części przywilejów.

Przemoc domowa

W Polsce było 100 tys. ofiar przemocy domowej w 2014 r.

– wynika z danych policji.

LICZBA TYGODNIA

3091 zł

Tyle wynosi kwota rocznych dochodów wolnych od podatku.

Sejm po raz kolejny odrzucił projekt dotyczący podniesienia tej kwoty. Za odrzuceniem projektu głosowały kluby PO i PSL.

CYTAT TYGODNIA

Za cztery dni może być pan Stefanią Niesiołowską

BEATA KEMPA do Stefana Niesiołowskiego podczas głosowania w sprawie konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet

NAMIESZALIŚMY

Bliski koniec hurtowników

HURTOWNIE KOMORNICZE MAJĄ ZNIKNĄĆ – zadecydowała w zeszłym tygodniu Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która przez ostatnie miesiące pracowała nad zmianami w ustawie o komornikach. Według komorników to efekt naszego tekstu „Hurtownicy” („Wprost” nr 44/2014), w którym pisaliśmy, jak najwięksi komornicy w Polsce odbierają sprawy małym kancelariom, a przy tym nieskutecznie odzyskują długi. Po zmianach jeden komornik nie będzie mógł wziąć na swoje barki więcej niż 10 tys. spraw. Projekt trafi w najbliższych tygodniach pod głosowanie Sejmu i Senatu. Ma ogromne poparcie parlamentarzystów, więc już niedługo kilkanaście hurtowni komorniczych może zniknąć z rynku.

ZDROWIE

Szansa dla Amelki

NFZ ZMIENIŁO DECYZJĘ I SFINANSUJE OPERACJĘ MAŁEJ AMELKI. O dramatycznej sytuacji tej siedmiomiesięcznej dziewczynki pisaliśmy w poprzednim numerze „Wprost”. Cierpi ona na zespół DiGeorge’a. To bardzo rzadkie i trudne w leczeniu schorzenie. Życie dziewczynki może uratować operacja w klinice w Londynie, jednak NFZ nie chciał jej sfinansować. Jej rodzice chcieli się sądzić z funduszem, jednak proces ciągnąłby się latami. Apelowaliśmy więc o pomoc. NFZ jednak zmienił decyzję i sfinansuje operację.

OD CZYTELNIKÓW

Piszcie na adres: redakcja@wprost.pl

Nie byłem utrzymankiem Sojdy

PAŃSTWA „KRYMINALNE ZAGADKI PRL-U”, CZYLI „TO WSZYSTKO Z MIŁOŚCI” I POPRZEDNIA „ADONIS NA WŁAMIE”, SĄ CIEKAWE I WY- CHOWAWCZE. Też potępiam siebie, bandytę. Boleję nad złamaniem kariery memu współoskarżonemu Mietkowi Sojdzie. Był gwiazdą teatru, estrady, filmu. […] Nie wiem, czy eksbandycie, lecz od czterdziestu paru lat uczciwemu autorowi wielu niezłych książek, wolno prosić redakcję o sprostowanie na jej łamach dwóch ważnych nieścisłości autorki. Nigdy nie byłem utrzymankiem Mietka Sojdy. Sąd skazał mnie osobnym wyrokiem za mój przemytniczy zysk ok. 1,5 mln zł (średnia ówczesna pensja to 2-3 tys. zł). To ja finansowałem przez wspólne lata z Sojdą nasze atrakcyjne pobyty we Francji, Anglii, Włoszech, Niemczech, Grecji, gdzie kupował sobie nietanią garderobę. Na zdjęciu we „Wprost”, traf chce, jest w najmodniejszym wtedy garniturze z Lester Square za ponad 100 ówczesnych funtów. […] A oto prostuję drugą, hm, nieścisłość z Państwa „Zagadek kryminalnych PRL-u”, co też jest skutkiem przyjęcia optyki peerelowskiej prasy? Do śmierci pielęgniarki A. Wujekprzyczynili się Andrzej R. i nieznany mi Maciej B., całkowicie bez mojej wiedzy. Nie dostarczyłem więc im chloroformu ani masek. Gdy Sojda zawiadomił organy ścigania, że akurat okradłem z Andrzejem R. moją siostrę z kilku kilogramów złota, toczył się od miesiąca proces jakichś czterech chłopaków, którzy przyznali się do morderstwa Anny Wujek! […] Wówczas dobrowolnie zeznałem, że […] za dokonanie tego przestępstwa zostały pociągnięte osoby niewinne. Ich proces został rzecz jasna wstrzymany na zawsze. Jerzy Nasierowski

RAPORT

Jesteś z pokolenia „Y”? Wyprowadź się z Warszawy

TO WŁAŚNIE MŁODYM MIESZ- KAŃCOM STOLICY POLSKI ŻYJE SIĘ NAJGORZEJ – wynika z raportu Knight Frank przedstawiającego koszty życia i mieszkania w czołowych aglomeracjach świata. Najgorzej wypadają Warszawa i Hong Kong, gdzie młodzi kończą miesiąc na minusie. Dla porównania mieszkańcom Frankfurtu zostaje w kieszeni nawet 60 proc. pensji. Autorzy raportu piszą, że coraz więcej przedstawicieli generacji „Y” chce mieszkać blisko centrów miast, z szybkim dostępem do miejskich udogodnień. IS

ZAPYTAJ

Szukam dyskomfortu

W Dakarze szukam skrajnego wyzwania, bo ja komfort mam na co dzień w życiu – mówi RAFAŁ SONIK, zwycięzca Rajdu Dakar.

1. Jakimi funduszami należy dysponować, aby wystartować w Rajdzie Dakar? Andrzej

Motocyklista musi być przygotowany na kwotę około 350-400 tys. zł. Quadowiec na kwotę półtora raza większą. Ale to tylko niezbędne minimum. By się ścigać w czołówce, sprzęt musi przygotować profesjonalny zespół. Mam własny warsztat i swoich mechaników.

2. Gdyby został pan premierem, jaką jedną rzecz zmieniłby pan w Polsce? Marta

Podatki. Natychmiast wprowadziłbym zasadę: trzy razy 15. Chodzi o stopy podatku PIT, CIT i VAT. 15 proc. to próg podatkowy, przy którym podatków nie opłaca się nie płacić. Oznacza to, że Polakom nie opłacałoby się kombinować. Dzięki temu nie potrzebowalibyśmy armii 100 tys. urzędników skarbowych, którzy pilnują, czy inni płacą podatki. Tak naprawdę te osoby pracują dzisiaj w Polsce po nic.

3. Nie myślał pan o przesiadce na samochody? Darek

Zachęcają mnie do tego czołowe teamy, ale nie chcę. W samochodzie jest klimatyzacja, wspomaganie, filtry przeciwpyłowe, drugi pilot itd. Ja jestem na rajdach samotnikiem. W Dakarze szukam skrajnego wyzwania, dyskomfortu, bo ja komfort mam na co dzień w życiu. Quad wymaga pracy fizycznej, sam muszę naprawiać, nawigować i dbać o sprzęt. Nikt mi tam nie pomoże.

4. Jakie są pana sportowe cele? Ania

Pokonanie Sébastiena Loeba w liczbie trofeów. Loeb zdobył dziewięć tytułów mistrzowskich w rajdach WRC. Z kolei Josef Machacek wygrał pięć Dakarów, to rekord. Zmagam się z myślami, żeby i ten wynik pokonać.

5. Po śmierci Michała Hernika nie uznał pan, że rajdy są zbyt niebezpieczne? Wiktor

Wszyscy tak pomyśleliśmy. Przecież właściwie co roku ktoś ginie na Dakarze. W tym rajdzie trzeba się otrzeć o granice ludzkich możliwości, sęk w tym, że my nie wiemy dokładnie, gdzie te granice przebiegają. Dlatego Dakar będzie zawsze balansował na tej granicy. Z drugiej strony, warto wziąć pod uwagę liczby. Trasa miała prawie 10 tys. km, jechało 500 załóg i około tysiąca samochodów serwisowych. W sumie wszyscy razem przejechali 150 mln km, a zginął jeden człowiek. Strata jest bolesna dla każdego z nas, ale statystycznie Dakar jest bezpieczniejszy niż zwykły ruch uliczny!

6. Jak wygląda załatwianie potrzeb fizjologicznych w czasie rajdu? Marek

Nikt z czołówki nie zatrzymuje się w trakcie etapu, to zawsze strata, więc jest to element dyscypliny, który trzeba sobie narzucić. Można się zatrzymać na trasie dojazdowej, można też na chwilę się zatrzymać za metą. Kiedy jedziemy w upale, pijemy w małych ilościach. Załogi samochodów i ciężarówek mają łatwiej, bo wielu używa pieluch.

7. Czy kierowcy sobie pomagają? Kiedy widzą kogoś z problemami? Marcin

Czołówka sobie nie pomaga, ponieważ każdy walczy o sekundy. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy któryś kierowca ma wypadek, ucierpiał i sam nie może tego zgłosić organizatorom. W przypadku zagrożenia życia udzielenie pomocy jest obowiązkiem zawodnika. W 2010 r. pomogłem Holendrowi na motocyklu i przegrałem przez to czwarte miejsce. Gdybym jednak jechał pierwszy, nie pomógłbym mu. Zrobiłby to ktoś za mną. Z drugiej strony sam raz potrzebowałem pomocy. Byłem wiceliderem w 2013 r. i zaklinował mi się quad. Co najmniej dziesięciu przejechało wtedy koło mnie i mi nie pomogło.

8. Czy promocja uzyskana w Dakarze pomaga w biznesie? Grzegorz

Organizator Dakaru pokazał nam statystykę – do mety dojeżdża trzech na czterech Polaków. To dużo powyżej średniej światowej, która wynosi 52 proc. Oznacza to, że Polacy są silniejsi, odporniejsi i lepiej zorganizowani niż inni. W dodatku ktoś, kto kończy Dakar, daje dowód wytrwałości, tego, że nie przestanie mu się chcieć w trudnej sytuacji. To wszystko w biznesie jest ważne, ale zapewniam, że na piękne oczy nikt mi kredytu nie daje.

9. Myślał pan, by się zaangażować w politykę? Agnieszka

Nie mam takich planów. Jako sportowiec, przedsiębiorca i filantrop mogę zawsze mówić prawdę. Jako polityk nie mógłbym.

10. Kiedy się pan zainteresował sportem? Dlaczego sporty motorowe? Justyna

Sportem zainteresował mnie tata, jak miałem cztery lata. Twierdził, że dzięki niemu człowiek nabiera dyscypliny. Motorsportem zainteresowałem się przez przypadek. W latach 90. intensywnie pracowałem, kończyłem pracę nawet po północy. Wiedziałem, że już tak długo nie pociągnę. Znalazłem przez przypadek dyscyplinę, którą można uprawiać o każdej porze dnia i roku. �

Opracował Piotr Rodzik Więcej odpowiedzi Rafała Sonika na pytania internautów – www.wprost.pl

POSTAĆ TYGODNIA

Danuta Szaflarska

Bogate jest życie staruszki. Mogę powiedzieć, że miałam naprawdę bogate życie. Wszystko się przy mnie zmieniało, powstawało. Ale jestem szczęśliwa, bo jeżeli może się wykonywać zawód, który się kocha, to człowiek jest szczęśliwy – mówi Danuta Szaflarska w filmie „Inny świat” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej. W piątek Szaflarska skończyła 100 lat. Jest najstarszą czynną aktorką na świecie. W tej chwili w Teatrze TR Warszawa gra w dwóch spektaklach: „Druga kobieta” i „Między nami dobrze jest”. Film „Inny świat” to jedna z nielicznych okazji, by posłuchać, jak artystka opowiada o sobie. Bo zazwyczaj nie udziela wywiadów, przy czym często dziennikarzom nie odmawia wprost, tylko ich zwodzi. Przekonałem się o tym sam kilka lat temu, kiedy chciałem z nią porozmawiać. Aktorka przez wiele miesięcy prosiła o czas do namysłu, po czym na koniec, oczywiście, odmówiła. Ale przy okazji – w trakcie „negocjacji” – przegadaliśmy z sobą mnóstwo czasu, co samo w sobie było interesującym przeżyciem.

Gdy zagrała w filmie „Pora umierać”, miała 91 lat. W jednej ze scen musiała zejść wraz z psem po dość stromych schodach, ale ponieważ suczka biegała, aktorka próbowała jej dorównać. Z sukcesem. Po piątej czy szóstej próbie reżyserka Dorota Kędzierzawska musiała poprosić Szaflarską, by nie poruszała się tak szybko: „Danutko, błagam, idź wolniej, pamiętaj, że grasz starą kobietę!”.

Choć zasadniczo z mediami nie rozmawia, zdarza się, że na chwilę straci czujność i jakiegoś wywiadu jednak udzieli. Dziennikarce Alinie Gutek obiecała kiedyś, że udzieli jej wywiadu, gdy skończy 100 lat. Pewnie jak zwykle chciała ją zwieść, ale teraz, gdy rzeczywiście przekroczyła setkę, dotrzymała słowa. W rozmowie ze „Zwierciadłem” mówi: „Myślę czasem, że może jestem tu potrzebna, bo poprzez moje role komuś pomagam. Człowiek nigdy nie wie, co inni wezmą z jego pracy. Jak kręciliśmy »Pora umierać«, to mówiłam do reżyserki Dorotki Kędzierzawskiej: »Kto będzie chciał oglądać starą babę?«. A potem podchodzili do mnie młodzi chłopcy i mówili, że ten film sprowokował ich do zastanowienia się nad życiem”. Pochodzi ze wsi Kosarzyska niedaleko Nowego Sącza, w związku z tym do dziś czasem dla żartów zdarza się jej mówić gwarą góralską. Urodziła się 6 lutego 1915 r., choć w dokumentach jest o dwa tygodnie młodsza. Chciała zostać lekarką, ale znajomi namówili ją, żeby zdawała do szkoły teatralnej w Warszawie. W komisji zasiadali m.in. Aleksander Zelwerowicz i Leon Schiller, a ona się nawet porządnie nie przygotowała do egzaminu. Chciała wyrecytować znany sobie ze szkoły fragment „Janka Muzykanta”. Zelwerowicz wyrzucił ją za to za drzwi. Później jednak została przyjęta.

Karierę artystyczną zaczynała w wileńskim Teatrze na Pohulance, w czasie wojny występowała w Teatrze Podziemnym oraz dla Armii Krajowej, była też łączniczką w powstaniu warszawskim. Zagrała w pierwszym polskim powojennym filmie „Zakazane piosenki”. Później w filmach Kazimierza Kutza, Andrzeja Wajdy, Agnieszki Holland i Tadeusza Konwickiego. Ale prawdziwa „moda na Szaflarską” zaczęła się w 2007 r., od jej genialnej roli w filmie„Pora umierać”. Rok później została obsadzona w wystawianej na deskach TR Warszawa sztuce Doroty Masłowskiej „Między nami dobrze jest”. Sztuka okazała się niezwykłym sukcesem, kilka miesięcy temu powstał na jej podstawie film. Krzysztof Kwiatkowski, krytyk filmowy „Wprost”, pamięta spotkanie w aktorskim gronie po premierze filmu Jacka Bławuta „Jeszcze nie wieczór”. Zagrali w nim starzy aktorzy mieszkający w Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Szaflarska również tam wystąpiła, mimo że w Skolimowie, rzecz jasna, nigdy nie mieszkała. Choć wiekiem przewyższała większość aktorów, w pewnym momencie z zawadiackim uśmiechem powiedziała: – Tak wspaniale o tym Skolimowie opowiadacie, że jak się zestarzeję, też tam chyba zamieszkam. Miała wtedy 93 lata. Do dziś się nie zestarzała. �

Marcin Dzierżanowski

Teczka

LAT: 100

RODZINA: Dwie córki, Maria (z Janem Ekierem) i Agnieszka (z Januszem Kilańskim). Ekier i Kilański byli mężami Szaflarskiej, jej małżeństwa nie trwały jednak długo. Aktorka przyznała kiedyś, że zawód aktorski nie sprzyja trwałym relacjom damsko-męskim.

Kontakty

PRZYJACIEL: Dorota Kędzierzawska – reżyserka, u której w filmach gra Szaflarska. W jej dokumencie „Inny świat” aktorka zgodziła się opowiedzieć o swoim życiu.

WRÓG: Szaflarska chyba nie ma wrogów. A przynajmniej nikt publicznie się do tego nie przyznaje.

Więcej możesz przeczytać w 7/2015 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Czytaj także

 0