Wańka-wstańka

Wańka-wstańka

Bartłomiejowi Sienkiewiczowi powrót z politycznego niebytu zajął raptem kilka miesięcy. Został szefem think tanku Platformy. Choć liczył na więcej.

Pod koniec grudnia pytam jednego ze współpracowników Ewy Kopacz, czy były minister spraw wewnętrznych dostanie jakąś posadę. – Bardzo na to liczy. Już kilka razy starał się z nią umówić na spotkanie w tej sprawie. I czeka – odpowiada mój rozmówca. Kiedy był szefem MSW, nie musiał zabiegać o relacje z premierem. Do czasu afery taśmowej miał bardzo silną pozycję przy Donaldzie Tusku, należał do grona jego najbliższych doradców. Razem z Pawłem Grasiem i Igorem Ostachowiczem spędzał długie godziny w willi szefa rządu przy Parkowej. Po tym, jak „Wprost” ujawnił nagraną rozmowę Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką, nawet koalicyjne PSL zaczęło się głośno domagać dymisji szefa MSW. Stanowisko obronił po to, by, jak deklarował – wyjaśnić „od spodu” kulisy afery. Nie wyjaśnił niczego. Na dodatek Donald Tusk miał do niego pretensje, że przekonał go do wygłaszania teorii, iż nagrania w restauracji Sowa i Przyjaciele to „scenariusz pisany obcym alfabetem” (wątek szybko upadł w prokuraturze).

Ewa Kopacz wymienia w końcu Sienkiewicza na Teresę Piotrowską. – Ma ciężki czas. Ale liczy, że zostanie szefem doradców albo pójdzie do biznesu – mówią wtedy politycy PO. Sytuację pogarsza jednak wywiad, jakiego Sienkiewicz udziela w RMF. Bełkotliwym nieco głosem oznajmia wówczas, że jest „człowiekiem biesiadnym”. Zapowiada, że to na pewno nie koniec jego przygody z polityką. Pytany, czy zostanie doradcą Kopacz, stwierdza: – Jak ktoś zostaje etatowym doradcą, to znaczy, że doradcą nie jest. Doradcą się jest wtedy, kiedy się nie ma etatu.

BYĆ PREZESEM

Z pożegnalnej imprezy, którą Tusk organizuje przed wyjazdem do Brukseli, wychodził zadowolony. – Opowiadał, że zostanie prezesem PGNiG albo Gaz- -Systemu – mówi jeden z członków rządu. – Chciał mieć podobną pozycję przy Kopacz jak kiedyś Kilian przy Tusku. Z jednej strony zarabiać ogromne pieniądze i rządzić państwową spółką energetyczną, a z drugiej nieformalnie doradzać – dodaje. Tyle że ten scenariusz przestał być aktualny po tym, jak opinią publiczną zatrzęsła informacja, że Igor Ostachowicz został członkiem zarządu Orlenu z astronomiczną pensją nawet 2 mln rocznie. Na jeden dzień, bo Kopacz zażądała od ministra skarbu cofnięcia tej decyzji. Wtedy i Sienkiewicz pozbył się złudzeń, że ma szansę na PGNiG. Czas na wypowiedzeniu z MSW spędza więc, czytając książki w kawiarniach. – Otrzymałem kilka propozycji biznesowych, ale nie budzą mojego entuzjazmu. Przez ostatnie ćwierćwiecze byłem związany z państwem – przekonuje w wywiadzie dla „Newsweeka” sam Sienkiewicz.

Jednak moi rozmówcy z polityki, ale i dużego biznesu, w to nie wierzą. I podkreślają: w dużym prywatnym biznesie Sienkiewicz jest spalony. Po tym, jak na taśmach z Sowy opowiadał, że trzeba walczyć „z tłustymi misiami”, czyli biznesmenami, został tam persona non grata. – A do swojej poprzedniej firmy nie bardzo miał jak wrócić. Sprzedał udziały, a spółki Skarbu Państwa już się tak nie kwapią, żeby jej płacić tyle co kiedyś – mówi polityk rządowy zorientowany w sytuacji w spółkach.

Ta poprzednia firma to Othago – gdy Sienkiewicz został ministrem, zmieniła nazwę na Salvor. Othago była przez lata ważnym graczem na rynku energetycznym, obsługiwała największe spółki Skarbu Państwa. Analizy Sienkiewicza zamawiali kolejni prezesi Orlenu. Igor Chalupec w swojej książce „Rosja, ropa, polityka” wyznał, że mógł liczyć na „niezawodne analizy Othago” przy okazji zakupu litewskiej rafinerii w Możejkach. Czy Sienkiewicz przewidział, że Rosja wstrzyma dostawy ropy? Dziś inwestycja w Możejki jest coraz częściej krytykowana, sam Orlen przyznał w ubiegłym roku, że stracił na niej 4,2 mld zł. Sienkiewicz o szczegółach współpracy i wysokości kontraktów swojej dawnej firmy w państwowych spółkach mówić nigdy nie chciał – choć był o to pytany przez posłów już na początku pracy w resorcie. Jednak konsekwentnie zasłaniał się tajemnicą handlową. Interpelacje w tej sprawie wysyłał wiceszef komisji gospodarki Maks Kraczkowski z PiS – najpierw do ministra skarbu, potem szefa rządu. W końcu odpisał wiceminister spraw wewnętrznych Stanisław Rakoczy: „Ministerstwo Skarbu Państwa nie przetwarza i nie agreguje informacji nt. zatrudnionych firm doradczych i audytorskich oraz kwot im wypłaconych przez spółki”.

Opowiada jeden z byłych menedżerów: – To były najczęściej stałe umowy na obsługę, szacuję je na przynajmniej kilkaset tysięcy rocznie, w różnych spółkach. Sienkiewicz, przechodząc do MSW, zostawił firmę młodym współpracownikom wywodzącym się z Ośrodka Studiów Wschodnich. Dziś prezesem Salvor jest Łukasz Antas. Czy po odejściu Sienkiewicza z firmy straciła ona klientów? Czy wciąż obsługuje spółki z udziałem Skarbu Państwa, w tym Orlen, PGE, PGNiG, Gaz-System? Antas ucina: – W kwestii naszych klientów obowiązuje nas tajemnica handlowa, obwarowana karami umownymi.

– A czy po zakończeniu misji w MSW Sienkiewicz miał propozycję powrotu do dawnej firmy? – Bartłomiej Sienkiewicz przestał być wspólnikiem w naszej firmie, ten stan się nie zmienił i każdy ma swoją wybraną drogę życia. Polityk z rządowego zaplecza: – Zniknął mi na kilka miesięcy z radaru. Czasem był widywany w Czytelniku, zresztą w ciekawym towarzystwie – na przykład z Mirosławem Drzewieckim [byłym ministrem sportu, odszedł po aferze hazardowej – red.] i Piotrem Wawrzynowiczem [biznesmen, który kupił zegarek Sławomirowi Nowakowi – red.].

NOWY GABINET

Po sąsiedzku, bo w tym samym budynku co Czytelnik, urządza teraz swój nowy gabinet. Do Sejmu ma z niego kilkadziesiąt metrów, do kancelarii premiera niespełna kilometr. Bartłomiej Sienkiewicz został właśnie szefem Instytutu Obywatelskiego. Etatowym. Instytut to partyjny think tank, który wymyślił kilka lat temu szef klubu PO Rafał Grupiński. I to on wybrał poprzedniego szefa ośrodka– Jarosława Makowskiego. Instytut zlecał analizy socjologom, politologom, ekspertom. Wydawał np. „Przegląd Idei” – pismo na wysokogatunkowym kredowym papierze. Jego egzemplarze zalegały w biurze klubu PO, podobnie jak książeczki, raporty i analizy. Makowski, z wykształcenia teolog, poza szefowaniem instytutowi, dość często pojawiał się w mediach – pisał teksty publicystyczne, głównie o sytuacji w Kościele. Jeździł też po samorządach, promując pomysł „budżetów partycypacyjnych”. – Całe to przedsięwzięcie jest dzieckiem Grupińskiego. Szlag go trafił, jak się dowiedział, że Makowskiego ma zastąpić Sienkiewicz. Tym bardziej że nikt go nie zapytał o zdanie – przyznaje jeden z polityków Platformy. Sam Grupiński nie krył w mediach zaskoczenia. Wtórował mu Grzegorz Schetyna, który oświadczył, że „nie wie, czy Sienkiewicz został szefem instytutu, bo to decyzja zarządu”. Decyzja, która uderza w schetynowców.

Podjęła ją jednak premier. A cała historia ma oczywiście związek z wewnątrzpartyjnymi rozgrywkami. Wymianę Makowskiego na Sienkiewicza przeprowadził p.o. sekretarz generalny Andrzej Biernat. – Wezwał Makowskiego i oświadczył, że będzie miał teraz inne zadania – opowiada jeden z naszych rozmówców. Zwolnić go nie mógł, bo Makowski został w ostatnich wyborach samorządowych radnym, a to oznacza nietykalność w pracy. Niedługo później Sienkiewicz już wysyłał list do współpracowników jako nowy dyrektor. Z pensją partyjną niewiele niższą niż jako minister (Makowski zarabiał kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie) i rocznym budżetem około 1 mln zł na funkcjonowanie instytutu – zatrudnianie ludzi, zlecanie analiz (to środki publiczne, pochodzące z części subwencji na fundusz ekspercki). Dodatkowe pieniądze, podobnie jak Makowski, nowy szef instytutu może zarabiać przy kampaniach wyborczych.

Pomysł, żeby Sienkiewicz został szefem instytutu, miał pojawić się w gronie dawnych doradców Donalda Tuska. – Intensywnie zabiegał o to zwłaszcza Cichocki – słyszymy na zapleczu KPRM. Szef kancelarii premiera i koordynator służb specjalnych Jacek Cichocki przez wiele lat był bliskim współpracownikiem Sienkiewicza. Razem tworzyli Ośrodek Studiów Wschodnich, a kiedy obaj znaleźli się w rządzie Tuska – budowali swoje wpływy w służbach i spółkach energetycznych. Opowiadał o tym na taśmach Sławomirowi Nowakowi i Dariuszowi Zawadce były wiceprezes PGNiG Andrzej Parafianowicz. Tak opisywał walki we władzach spółki: „Jest powszechnie postrzegane, że są dwie frakcje […] Sienkiewiczowska, czyli ja i Jerzy Kurella. I lubelska [tak nazywana jest frakcja ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego – red.]”.

Karpiński, kiedy tylko Sienkiewicz pożegnał się ze stanowiskiem w rządzie, zaczął więc czyścić spółki z jego ludzi, z Jerzym Kurellą na czele (niedawno odwołany z PGNiG za kontrakt gazowy). Podobnie było w MSW. Ludzie Sienkiewicza rozeszli się po rządowej administracji. Ostatnio ze stanowiskiem pożegnał się komendant główny policji Marek Działoszyński, którego Sienkiewicz jako szef MSW wspierał. Odejść sam miał też niedawno Jacek Cichocki, który sondował możliwość wyjazdu na placówkę. Po roszadach w kancelarii premiera jednak pozostał. Nasi rozmówcy z PO nie mają wątpliwości – teraz, po powrocie Sienkiewicza, tandem zacznie odbudowywać swoje wpływy.

W ANALITYCZNYM ŻYWIOLE

Sienkiewicza realna polityka przerosła. – Od początku myślałem, że mam pewien kłopot między byciem takim instynktownym analitykiem a politykiem. No, mam tę wadę i pewnie będę ją miał zawsze: szybszy język niż myśl – sam przyznawał w RMF. To jednak zaskakująca deklaracja jak na człowieka, który budował służby specjalne w III RP. Już w 1990 r. Sienkiewicz został doradcą w MSW, współtworzył Urząd Ochrony Państwa. Swój pierwszy dzień na Rakowieckiej 25 lat temu wspominał w wydanej w ubiegłym roku książce „Czterech” Grzegorza Chlasty: „Poprzedniego wieczoru byłem zaproszony na spotkanie z przyjaciółmi, którzy właśnie zostali biznesmenami. Zaprosili mnie do Marriotta na morze whisky […] tak o mnie zadbali, że następnego dnia ledwo spełzłem z łóżka […] okazało się, że zaprawieni w bojach, prowadzący intensywne światowe życie koledzy mieli całą amerykańską aptekę na tego typu okoliczności. Szczególny zachwyt wzbudziły we mnie krople do oczu, po których natychmiast znikają czerwone żyłki i ma się po prostu cudowne białka, świecące jak śniegi w marcu…”. Teraz, wracając do politycznego obiegu, Sienkiewicz dba o kontakty towarzyskie w Platformie – pojawił się niedawno na imprezie Michała Kamińskiego, który oblewał swoją nominację do kancelarii premiera w klubie Demeter (opisywanym przez „Wprost”). Przez kilka godzin siedział tam w palarni. – Kopcił jednego za drugim, ludzie podchodzili, z każdym rozmawiał – opowiada jeden z uczestników.

Głównym zadaniem nowego dyrektora instytutu (wraz z szefem doradców premier Jackiem Rostowskim) ma być napisanie programu Platformy na wybory. Tak jak lata temu. Sienkiewicz, jeszcze jako człowiek Jana Rokity, pracował w sztabie Platformy już w 2001 r. Rokita w wywiadzie rzece z Robertem Krasowskim wyznał, że był on też autorem słynnego listu w obronie Nicei. Razem z Rokitą Sienkiewicz napisał również program głębokich reform państwa. Po odejściu niedoszłego premiera z Krakowa postawił na Tuska. A teraz napisze program Ewie Kopacz. – Sienkiewicz będzie miał dużo czasu i niewiele odpowiedzialności. Ten instytut to dla niego teraz idealne miejsce, analizy są jego żywiołem. Na dodatek uwielbia siebie w telewizji, a takie stanowisko pozwala mu często bywać w mediach – podsumowuje doświadczony polityk Platformy. Ciekawe, czy kiedyś wyjaśni w nich kulisy afery taśmowej. I czy jako były minister nadzorujący służby odpowie na przykład na pytanie o ujawnione niedawno przez „Gazetę Wyborczą” działania operacyjne wobec szefa CBA Pawła Wojtunika.�

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 9/2015
Więcej możesz przeczytać w 9/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także