Elity z zapałkami

Elity z zapałkami

Dodano:   /  Zmieniono: 

A właściwie, co się nie podobało studentom francuskim czy amerykańskim w 1968 r.? Wzrost gospodarczy pozwolił ich rodzicom zapomnieć o wojnie. „Gówniarzom”, jak rzekłby jeden z polskich intelektualistów, poprzewracało się w głowach, jeśli nie w czym innym. Nie byli w stanie zrozumieć, jak straszna była wojna i jak się nawysilali ich rodzice i dziadkowie, i zamiast ucałować w rękę, poszli palić samochody na ulicy. Podobnie jest dziś – jak wtedy po wojnie przyszły wydarzenia 1968 r., tak teraz, ćwierć wieku po tym, jak Joanna Szczepkowska, dla niektórych przedwcześnie, ogłosiła koniec komunizmu, poszli na wybory, by elitom powiedzieć donośne „dosyć”. Profesorowie radzą młodym „wyjeżdżać”, dawni bohaterowie opozycji tłumaczą niecierpliwie, jak źle było za komuny, a tu smarkateria ma szynkę i papier toaletowy, a głosuje na Kukiza.

Może czas ogłosić wreszcie koniec transformacji i żyć normalnie? Opowiada kolega, że w Łodzi na Bałutach mieszkał przed wojną powstaniec styczniowy. W ciepłe dni rodzina wystawiała go na podwórze, a ludzie przyprowadzali dzieci, by te ucałowały starca w rękę. Całe szczęście, że bohaterowie naszej historii żyją dłużej. Dzieciarnia ma szansę zobaczyć prawdziwego powstańca warszawskiego i w świetnej kondycji bohaterów Solidarności, tych, co poszli siedzieć za bibułę, co ich Jaruzelski pozamykał do internatu, tych, co zasiedli przy okrągłym stole i tych, którzy go kontestowali. Trzeba im stawiać pomniki, pamiętać, dbać o nich jako o latarnie naszej współczesności.

Ale wyborcy Kukiza, także wielu młodych głosujących na Korwina i Dudę, chcą już żyć w kraju, w którym co jest szczęściem, a co niedostatkiem nie będzie oceniane wedle kryteriów z drugiej wojny, stanu wojennego ani nawet szalonej transformacji. Ich nie zadowala marynarka z placu Balcerowicza, jak pokolenie naszych rodziców ponazywało półdzikie tanie targowiska.

Bęc, zmiana. Oni chcą mieć szansę na kredyt, mieszkanie, stałą pracę. Komorowski nie mógł zrobić nic gorszego niż podać w kampanii słynny przepis na szczęście: zmienić pracę, wziąć kredyt i kupić mieszkanie. Wszystkie trzy rzeczy, inaczej niż dla tych, którzy zaczynali 15 lat wcześniej, są dla młodych niedostępne. Elity bawią się zapałkami, kpiąc z ich ambicji. Młodzi jeszcze liczą, że prezydent pomoże im znaleźć sposób na mieszkanie poprzez nacisk na rząd, parlament itd. Dlatego poszli głosować. Gdy jednak elity ich nie wysłuchają, gdy nie zmieni się ustawa o partiach tak, by naprawdę mogli założyć nowy ruch polityczny, gdy nadal będą wyzywani od gówniarzy, a na Zachodzie nie będzie już miejsc dla polskich imigrantów, to oni jeszcze wrócą. Ale wtedy to nie pójdą na wybory, ale spalą mieszkania, biura i auta przepracowanych złotych dzieci transformacji i narodowych bohaterów walki z komunizmem. �

* Były europoseł, przewodniczący rady krajowej Polski Razem

Więcej możesz przeczytać w 22/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także