Zdolni trzydziestoletni

Zdolni trzydziestoletni

Dodano:   /  Zmieniono: 
Tomasz Wołkowicz (fot. Anna Wołkowicz)
Młody polski naukowiec opracował najlepszą na świecie metodę wykrywania wirusa ebola. Mimo że wynalazek jest wyjątkowy, nie interesuje się nim żadna nasza firma. Podobne problemy mają inni młodzi, kreatywni naukowcy.

Jesienią ubiegłego roku pod zabytkową siedzibą Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) w Warszawie uważni obserwatorzy mogli dostrzec parkujące szczególnie chronione karetki. Światowe media informowały wtedy o ofiarach wirusa ebola, który znów dziesiątkował mieszkańców zachodniej Afryki. Istniało ryzyko, że wirus zostanie przywleczony do Europy. Trudno się dziwić, że do NIZP-PZH trafiło wtedy kilkanaście wielowarstwowo opakowanych próbek pobranych od pacjentów polskich szpitali, którzy wrócili z Afryki.

Wyjątkowy transport, przewożony przez kierowców w kombinezonach, przenoszono do laboratorium BSL-3, czyli labu 3. klasy bezpieczeństwa, do którego wchodzi się przez kilka śluz w stroju składającym się z kilku warstw fartuchów, gogli, maski i botków. – Samo ubieranie trwało kwadrans – opowiada tygodnikowi „Wprost” Tomasz Wołkowicz, 30-letni bakteriolog z Pracowni Diagnostyki Bakteriologicznej NIZP-PZH, który spędził na badaniu próbek wiele godzin. Czasem musiał siedzieć w pracy do rana, ponieważ w przypadku tak zjadliwego wirusa, jakim jest ebola, WHO zaleca przeprowadzenie drugiego badania, czyli tzw. testu potwierdzenia, co notabene wiąże się z dodatkowymi, niemałymi (do kilkunastu tysięcy złotych za test) kosztami. Wołkowicz doszedł więc do wniosku, że trzeba wymyślić sposób na skrócenie trwania testu potwierdzenia i obniżenie jego kosztu.

– W Polsce mamy trudności z pieniędzmi, ze sprzętem i z odczynnikami, dlatego – jeśli chcemy dogonić Zachód – musimy nadrabiać kreatywnością – tłumaczy się Wołkowicz. – Musimy uzyskać to samo, co oni, ale w prostszy i tańszy sposób – dodaje. Wystarczy wspomnieć, że amerykańskie firmy, np. Corgenix Medical Corp z siedzibą w Kolorado, które podobnie jak polski bakteriolog pracowały nad szybszymi testami na ebolę, miały do dyspozycji wielomilionowe budżety. – Nożyczki molekularne, polski test diagnostyczny, były potrzebą chwili – śmieje się Wołkowicz, któremu opracowanie samego pomysłu zajęło kilka godzin przy komputerze (później była jeszcze wielodniowa praca w laboratorium z 10-osobowym zespołem nad optymalizacją czasu, warunków reakcji, ilości enzymów). Efekt? NIZP-PZH może teraz taniej i szybciej niż jakiekolwiek inne laboratorium na świecie potwierdzić wykrycie niebezpiecznego wirusa.

Wołkowicz zaprojektował swój test z użyciem kilku najbardziej dostępnych w laboratoriach na świecie enzymów. Takich, które występują w tzw. formie szybkiej, czyli umożliwiają przeprowadzenie analizy w kilka minut. Dlatego cały proces potwierdzenia wyniku badania udało się skrócić do 45 minut. Dodatkową zaletą testu jest możliwość rozpoznania dwóch najczęściej występujących gatunków wirusa eboli: zairu i sudanu. Pomysł na test jest już objęty ochroną. Wołkowicz, wraz ze swoim zespołem, złożył zgłoszenie patentowe. Tylko na kraj, ponieważ, jak mówi, laboratorium NIZP-PZH jest jedyną w Polsce instytucją, która mogłaby taki patent kupić. Jako jedyna dysponuje bowiem laboratorium 3. klasy bezpieczeństwa, w którym można badać szczególnie niebezpieczne wirusy.

Na patent trzeba będzie poczekać nawet cztery lata, ale to nie przeraża młodego naukowca. – Test jest dla nas inwestycją w przyszłość. To pierwsze zgłoszenie patentowe ma nam otwierać drogę do kolejnych – tłumaczy. – Nie chcemy na nim zarabiać (właścicielem zgłoszenia patentowego jest zresztą NIZP-PZH), ale na kolejnych projektach jak najbardziej. Wołkowicz chce wykorzystać doświadczenia zdobyte przy okazji zgłaszania patentu na test diagnostyczny w następnym projekcie, nad którym pracuje wspólnie z Politechniką Warszawską. – Chodzi o bioelektrosensory służące do szybkiej diagnostyki patogenów – mówi bakteriolog. – W Polsce potrzebujemy innowacyjnych urządzeń, dlatego podobały mi się projekty wyróżnione przez magazyn „MIT Technology Review”, które – choć kosztowne i trudne w opracowaniu – posuwają nas do przodu. Jeśli Wołkowiczowi i jego współpracownikom uda się opracować technologię działania bioelektrosensorów, czeka ich żmudna droga do komercjalizacji projektu. To na ten etap najbardziej narzekają naukowcy. Biznes z ośrodkami badawczymi próbują w Polsce łączyć głównie urzędnicy. Na razie idzie im to dość koślawo.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost", który jest dostępny w formie e-wydania na www.ewydanie.wprost.pl  i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju od poniedziałku rano.

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay