Nie do trzech razy sztuka

Nie do trzech razy sztuka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Krzysztof Janik i siedzący obok niego premier Leszek Miller spokojnie wysłuchiwali gradu zarzutów jakie padały z trybuny sejmowej pod adresem szefa resortu spraw wewnętrznych. Z góry wiadomo było, że włos z głowy Janikowi spaść nie może.
Zarzuty opozycji były w większości zasadne. Wpadek MSWiA miało wiele - od łamania ustawy antykorupcyjnej przez najbliższych współpracowników Janika, po zły nadzór nad policją i długie tolerowanie "ubeckich metod" stosowanych przez ministerialnych doradców. We "Wprost" wielokrotnie opisywaliśmy "chore" układy przenoszone z MSWiA na policję. SLD mógł wysłuchiwać gromów opozycji spokojnie, bo arytmetyka sejmowa wskazywała, że odwołać Janika bez udziału sojuszu się nie da. To już trzecie, nieskuteczne, wotum nieufności wobec niego. Dla polityków SLD najważniejsze wydaje się, że obronili "swojego". A powinni zdobyć się na odrobinę refleksji. Nie jest przecież przypadkiem, że odwołać próbuje się najczęściej szefa resortu, który za czasów poprzednich rządów nie wzbudzał aż tylu emocji. Opozycja atakowała wcześniej zwykle ministrów skarbu czy finansów. A w rządzie Millera Janik bije na głowę pod tym względem nawet Pola. I to już nie jest śmieszne.

Violetta Krasnowska