Marsz z zadyszką KPCh

Marsz z zadyszką KPCh

Dodano:   /  Zmieniono: 

Z perspektywy ostatnich 20 lat wydawać się mogło, że model chiński wygrywa konkurencję z zachodnim opartym na demokracji i kapitalizmie. Ale obecne zawirowania na chińskim rynku giełdowym mogą zwiastować dużo poważniejsze problemy.

Chiny od lat 70., gdy wkroczyły na ścieżkę kapitalizmu pod kontrolą komunizmu i partyjnej nomenklatury, nie przechodziły żadnego kryzysu gospodarczego, który jest zwykle sprawdzianem fundamentów politycznych i ekonomicznych państwa. W latach 1994-2011 średnia dynamika realnego wzrostu gospodarczego Chin przekraczała 10 proc. Prawdopodobnie są one już największą gospodarką na świecie, mierząc nominalnym PKB. Jednak w ostatnich trzech latach tempo wzrostu gospodarczego spadło tam do ok. 7 proc., a kolejne zastrzyki pieniędzy z państwowych banków na inwestycje publiczne i quasi-prywatne mają efektywność zbliżoną do poziomu azjatyckich „tygrysów” w latach 1997-1998.

Przyczyn napięć na rynku giełdowym w Chinach jest sporo, poczynając od narastania bańki spekulacyjnej od dwóch lat (od kryzysu w 2008 r. do maja br. indeks szanghajski wzrósł o ponad 90 proc.) przez ujemną demografię (skutki polityki jednego dziecka) po załamywanie się modelu wzrostu opartego na eksporcie i inwestycjach. Chiński eksport jest zmodyfikowaną wersją merkantylizmu – narastanie nierównowagi w bilansach handlowych głównych partnerów, inwestowanie i przenoszenie produkcji do Chin, lokowanie nadwyżek finansowych w papiery skarbowe USA i krajów UE celem obniżania stóp procentowych i podtrzymywania konsumpcjonizmu Zachodu. Ale wraz z redukcją deficytów fiskalnych w gospodarkach zachodnich, stopniową odbudową polityki przemysłowej (na razie w USA) i finalizacją porozumienia handlowego USA–UE władze Chin będą musiały postawić na konsumpcję wewnętrzną. A to nie jest proste w społeczeństwie autorytarnym.

Skala chińskiego awansu społecznego jest niebywała – ponad 400 mln osób wyrwano ze skrajnej biedy, ok. 250 mln awansowało do klasy średniej w zachodnim pojęciu, a wąska elita jest już najbogatsza na świecie. Z analiz Bloomberga sprzed kilku lat wynikało, że „czerwone dynastie” składające się z potomków ośmiu czołowych chińskich rewolucjonistów kontrolują majątek szacowany na ponad 220 mld dolarów. Większość tej chińskiej elity biznesu funkcjonuje jednocześnie we władzach kraju. Dla porównania majątki 535 członków Kongresu i Izby Reprezentantów USA szacuje się na 1,8-6,5 mld dolarów, czyli maksymalnie 3 proc. wartości majątku ich chińskich odpowiedników. Przy czym elity USA budowały swoje majątki przez ok. 200 lat, a chińskie zrobiły to przez 50 lat, czyli w dwa pokolenia. Z sondaży wynika jednak, że większość chińskich elit chce emigrować do USA, Australii i UE.

Skala interwencji chińskich władz na rynku giełdowym nie jest niczym niezwykłym, gdyż podobnie w latach 1999-2008 dokapitalizowano banki na kwotę 30 proc. PKB. Różnica polega na tym, że olbrzymie rezerwy zgromadzone przez Chiny mogą okazać się niewystarczające na pokrycie złych długów i podtrzymywanie modelu wymyślonego w gabinetach Komunistycznej Partii Chin. ■

* Członek zarządu Deloitte Consulting

Więcej możesz przeczytać w 32/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także