Dobra wiadomość z Kościoła. Tacy księża naprawdę istnieją

Dobra wiadomość z Kościoła. Tacy księża naprawdę istnieją

Ks. Krzysztof Biros
Ks. Krzysztof Biros Źródło: Archiwum prywatne / ks. Robert Nęcek
Poznałem go jako młodego księdza wracającego ze studiów w Rzymie. Początkowo słyszałem o nim różne opinie – nie zawsze życzliwe. Z czasem okazało się jednak, że rzeczywistość ma niewiele wspólnego z plotkami. Ksiądz Krzysztof Biros to przykład kapłaństwa, w którym najważniejsze nie są funkcje ani kompetencje, lecz człowieczeństwo.

Kiedy pracowałem jako rzecznik prasowy Archidiecezji Krakowskiej poznałem młodego księdza Krzysztofa Birosa. Wrócił z Rzymu ze studiów wysłany przez wielkiego kardynała Franciszka Macharskiego. Krakus z krwi i z kości. Pomyślałem sobie: witaj w klubie Krakusów! Specjalista od bioetyki. Początkowo sceptycznie do niego podchodziłem, gdyż przedstawiano mi go jako mało zdolnego i roszczeniowego. Jednak na opinie trzeba być wyczulonym, gdyż mali ludzie lubią tworzyć plotki, wyzwalać intrygi i manipulować innymi. Przypomniałem sobie zdanie ks. Józefa Tischnera, że 

„człowiek odzyskuje poczucie godności, kiedy uświadamia sobie wielkość tych, których dzieło kontynuuje. Człowiek może wtedy przegrać, ale wie, że przegrał w pięknej grze. Lepiej w życiu przegrać w pięknej grze, niż nie podejmować żadnej gry albo wygrywać w grze, która jest niska i podła”.

Tam, gdzie Kościół mówi rękami

Okazało się, że jest nie tylko zdolnym doktorem, nie tylko duszpasterzem osób niesłyszących i specjalistą języka migowego, a później kierownikiem biura Rektora Uniwersytetu, ale nade wszystko człowiekiem wielkiego ducha, co dało się zaobserwować w relacjach z młodzieżą licealną, akademicką i opieką nad ukochaną, chorą mamą. Pamiętam jego postawę wobec chorej matki. Codziennie po wieczornych obowiązkach udawał się do niej, by jej pomagać, opiekować się nią, jeździć do szpitala, a w końcu odprowadzić ją na cmentarz.

Mając obowiązki proboszcza parafii Kraków – Lubocza dodatkowo posługuje niesłyszącym, robiąc to z wielką estymą i zrozumieniem. Osoby niesłyszące zdają sobie sprawę z tego, że w Kościele się integrują. To właśnie duchowieństwo zainicjowało pracę z niesłyszącymi już parę wieków temu, tworząc jednocześnie pierwsze szkoły dla nich. Warto podkreślić, że nie jest łatwo tłumaczyć prawdy wiary w języku migowym, by nie sprowadzić przekazu Ewangelii do dziecięcego poziomu, gdyż dorośli także pragną wiarę pogłębiać.

Czytaj też:
Znany ksiądz dostał pytanie o mszę. Stanowczo pouczył internautkę

Ks. Biros świetnie te sprawy czuje i potrafi nawiązywać relacje z niesłyszącymi. Nie będę pisał, ile zna języków obcych, gdyż to nie jest nic nadzwyczajnego. Otóż kiedyś nieodżałowanemu kardynałowi Macharskiemu podpowiadano do ucha, by mianować podsuwanego kandydata na określony urząd biskupi, gdyż zna wiele języków. Kardynał wówczas odpowiedział:

„no cóż, zna wiele języków, ale w żadnym nie ma nic do powiedzenia. Najpierw trzeba być człowiekiem!”

Kapłan bez pozy i kluczenia

To, co cenię u niego to prostolinijność połączona z odwagą. W jego postawie nie ma kluczenia, małostkowości. Wierny słowu w świecie, który obietnic nie dochowuje. Jakże cenne stają się – w tym kontekście – słowa ks. Tischnera, iż „trzeba też wiedzieć, że wstawiennictwo to coś więcej niż prośba – to przede wszystkim gotowość do „nadstawienia karku” za grzeszników. W ewangelicznym kapłaństwie nie chodzi o to, ile ognia kapłan potrafi ściągnąć z nieba na głowy grzeszników, ale o to, za ilu potrafi „nadstawić karku”.

W jego postawie da się zauważyć odbicie nie tylko szlachetnych rodziców, ale także odbicie słynnego profesora i medyka, ks. Krzysztofa Szczygła i szlachetnego krakowskiego infułata ks. Jerzego Bryły, szanowanego proboszcza słynnej wtedy parafii na krakowskim Salwatorze. Być kimś – w sensie – być człowiekiem, to była jego życiowa dewiza. Ks. Biros przejął ją za swoją. Jakże to dumnie współbrzmi ze słowami Leona XIV, który stwierdził, że „taka postawa sprawi, że będąc wiarygodni nawet jeśli jeszcze nie są święci", pozwoli dotrzeć do serc również tych, którzy są daleko od Kościoła. W jego parafii, która kiedyś była zaniedbana, obecnie na nowo zapełnia się ludźmi i powoli nabiera upragnionych rumieńców.

Czytaj też:
Pęka jedno z największych polskich tabu. „Po wojnie kazano im milczeć”
Czytaj też:
Biskup o decyzji MEN ws. nowego przedmiotu. „Nie rozwiązuje problemu”

Źródło: Wprost