Prawie 150 lat temu miały miejsce objawienia maryjne w Gietrzwałdzie. Dlaczego tak mało o nich wiemy?
Zapewne przyczyniły się do tego burzliwe dzieje Warmii i Polski, ale niewątpliwie mamy tu też do czynienia z dużymi zaniedbaniami polskiego Kościoła. Mamy skarb, z którego nie czerpiemy. Są to przecież jedyne objawienia na ziemiach polskich oficjalnie uznane przez Kościół.
Co to oznacza?
Są to tzw. objawienia prywatne, w które katolik może, ale nie musi wierzyć. Kościół nie stwierdza bynajmniej, że te objawienia były z całą pewnością prawdziwe. Mówi jedynie, że w ich przesłaniu nie ma niczego, co by się sprzeciwiało wierze lub moralności. Nie zmienia to faktu, że w całej swojej historii Kościół uznał zaledwie 31 objawień. Na tej krótkiej liście nie ma tak znanych ośrodków pielgrzymkowych jak Medjugorie czy Licheń. Gietrzwałd jest więc wyjątkowy, teoretycznie powinien być tak znany jak Lourdes czy Fatima. Tymczasem wciąż ma rangę regionalnego sanktuarium maryjnego, o którym nawet w Polsce nie wszyscy słyszeli.
Jest szansa by się to zmieniło?
Mam nadzieję, że tak. W przyszłym roku rozpoczną się obchody rocznicy objawień, które potrwają do 2028 r. Jest realna szansa, że z tej okazji Gietrzwałd odwiedzi papież Leon XIV.
Kiedy mogłaby się odbyć ta wizyta?
W 2027 r. w Polsce odbędą się wybory parlamentarne, a papież z zasady nie przyjeżdża do żadnego kraju w roku wyborczym. Dlatego prawdopodobnym czasem papieskiej pielgrzymki może być rok 2028.
Zaproszenie zostało już wystosowane zarówno przez prezydenta, jak i Episkopat.
Pod koniec czerwca w ogrodach papieskich odsłonięto mozaikę z wizerunkiem Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej, co pokazuje, że w Watykanie świadomość objawień gietrzwałdzkich jest coraz większa.
Jest w tym paradoks, bo w Polsce – poza archidiecezją warmińską – o przygotowaniach do jubileuszu raczej nie słychać. Być może więc – podobnie jak to było nieraz za Jana Pawła II – robotę w tym zakresie wykona za nas papież.
Czytaj też:
Rok temu kardynał Robert Francis Prevost został papieżem. „Zaskoczyła mnie jego naturalność”
Warto dodać, że obecnie dobiega końca proces beatyfikacyjny s. Barbary Samulowskiej, jednej z dwóch dziewcząt, które doznały objawień. Do wyniesienia jej na ołtarze brakuje już tylko uznania przez Watykan cudu za jej wstawiennictwem. Na szczeblu diecezjalnym proces jest już zakończony. Być może więc w czasie wizyty w Polsce papież mógłby dokonać beatyfikacji s. Barbary.
Wizyta papieża w Gietrzwałdzie na pewno byłaby świetną promocją tego miejsca. Wiadomo jednak, że objawienia maryjne i cuda to elementy tzw. katolicyzmu ludowego. Czy polski Kościół potrzebuje dzisiaj wzmacniać ten nurt duchowości?
Przyznam, że nie lubię określenia „katolicyzm ludowy”. Jest w nim zawarty protekcjonalizm, a często też przekonanie, że religijność ludzi wykształconych jest lepsza. Tymczasem chrześcijaństwu takie rozróżnienia powinny być obce, w końcu sam Jezus mówił, że tajemnice Królestwa Bóg „zakrył przed mądrymi i roztropnymi, a objawił prostaczkom”.
Różaniec, do którego odmawiania wzywała Maryja w Gietrzwałdzie, nie jest bynajmniej nabożeństwem „prostych ludzi”, lecz modlitwą biblijną odmawianą przez wszystkich, łącznie z papieżami. Także pielgrzymowanie do miejsc świętych ma charakter uniwersalny.
W książce piszesz, że w czasie objawień do Gietrzwałdu przyjechali m.in. hrabia Stanisław Antoni Potocki z kuzynem i żoną, hrabia Mieczysław Kwilecki, generał Dezydery Chłapowski czy hrabina Mycielska. Jednym słowem – elita.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
