Sercem zaprosić i się nie wystraszyć

Sercem zaprosić i się nie wystraszyć

Dodano:   /  Zmieniono: 

Wśród anegdot o marszałek Senatu Alicji Grześkowiak jedna jest szczególnie sympatyczna. Podczas debaty na temat ustawy repatriacyjnej dopytywana w jednej z parlamentarnych komisji przez jakiegoś urzędnika, jak rozpoznać na granicy narodowość repatrianta, lekko poirytowana postawą pana marudy miała odpowiedzieć krótko: sercem.

Racja była po jej stronie w tym sensie, że strach przed napływem Polaków ze Wschodu był jak długa historia III Rzeczypospolitej wśród części urzędników mocno przesadzony. Wtórowali temu politycy, którzy pod hasłem „niedokańczania stalinowskiego dzieła repolonizacji historycznych Kresów” chcieli ograniczać akcję zapraszania Polaków ze Wschodu do dzisiejszej Polski tylko do tych z Syberii. Jaka zresztą repatriacja? Słowo o tyle nie na miejscu, że rodacy ze Wschodu z żadnej ojczyzny nigdy nie wyjeżdżali, żeby mieli gdzieś wracać. Nawet ci deportowani do Kazachstanu pojechali tam już jako obywatele ZSRR. To granica Polski im uciekała parę razy. Niemcy i Żydzi swoje akcje zapraszania rodaków ze Wschodu przeprowadzili na wielką skalę zaraz po upadku ZSRR. Polska tego nie zrobiła z różnych, także finansowych powodów. Dzisiaj nie wszystko można nadrobić.

Spóźnioną próbą szerszego otwarcia polskich drzwi była Karta Polaka. Ale i w tej kwestii polityka rządu bywała różna. Czasami od Polaków na Wschodzie wymagano tylko „Ojcze nasz” po polsku, a czasem solidnie przyglądano się historii rodziny kilka pokoleń wstecz, czy aby jakiś Białorusin nie „podszywa się pod Polaka”, bo chce wyjechać do „lepszego świata”. Właściciele Karty Polaka występują o stały pobyt w Polsce. Jednak politykom, którzy myślą, że można politykę imigracyjną oprzeć na wschodniakach, którzy deklarują polskie pochodzenie, czas jasno powiedzieć: to ułuda. Polska powinna zaprosić Polaków ze Wschodu z powodów moralnych, ale między bajki trzeba włożyć marzenia, że w XXI w. przyjedzie do nas jeszcze większa ich grupa. Przez kilka pierwszych lat, przy dobrej organizacji akcji będzie to maksimum kilkanaście tysięcy osób rocznie łącznie z tymi, którzy już i tak przyjechali na Kartę Polaka.

Znajoma dobrze mówi po polsku, dawno przyjechała z rosyjskiego Dalekiego Wschodu, a ile już razy usłyszała od sąsiadów, że jest „Ruska”, ile razy syknęli za plecami, że „zabrała” jakiemuś Polakowi mieszkanie? Nic nas nie szczypie w serce tak jak los Polaków ze Wschodu, ale niejednemu trudno zrozumieć, że i oni w swojej nowej-starej ojczyźnie muszą mieć czas na adaptację, poduczyć się polskiego, znaleźć dobrą robotę.

Tymczasem nie ma co wmawiać Polakom, że gospodarka – szczególnie gdy się będzie rozwijać – obejdzie się bez imigrantów, skoro tylu Polaków wybrało pracę na Zachodzie. Nie ma co budować iluzji, że zaproszenie Polaków ze Wschodu zastąpi całą politykę imigracyjną. I najważniejsze, nie ma co się okłamywać: polskie społeczeństwo ma swoje lęki przed przyjezdnymi, i to nie tylko o muzułmanów chodzi. Zrozumieć je trzeba, ale poważnie popracować nad ich przezwyciężeniem także czas najwyższy.

Więcej możesz przeczytać w 39/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także