Człowiek epoki terrorystycznej (COVER)

Człowiek epoki terrorystycznej (COVER)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Najbliższe 15 lat będzie epoką superterroryzmu" - napisali autorzy opracowania "Terror 2000", przygotowanego w 1995 r. dla Departamentu Obrony USA. Przewidzieli to nie tylko na podstawie raportów organizacji wywiadowczych, lecz przede wszystkim na podstawie psychologicznych studiów terroryzmu. "Człowiek staje się terrorystą, gdy jego umysł zamyka się na wszelkie informacje i wartości różniące się od tych, które sam wyznaje" - zauważa prof. Gaston Bouthol, francuski ekspert terroryzmu. Zamknięte umysły wyprodukowały lewicowa ideologia, nacjonalizm oraz religijny fanatyzm. Większość ugrupowań terrorystycznych odwołuje się do różnych form lewactwa (do trockizmu m.in. Ludowo-Demokratyczny Front Wyzwolenia Palestyny, do maoizmu - peruwiański Świetlisty Szlak, do Che Guevary - urugwajskie Tupamaros). Drugie tyle organizacji walczy pod hasłami "prawdziwej wiary".
Pod tymi sztandarami próbują występować nawet Polacy. Kilka tygodni temu na lotnisku w Balicach funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali poszukiwanego przez Interpol Algierczyka Mourada A. Kilkanaście dni temu dotarli do jego wspólnika - Polaka. Przyznał on, że przeszedł na islam, odbył szkolenie, jak organizować zamachy terrorystyczne, a nawet zgodził się, by użyto go do zamachu samobójczego.

Rak demokracji

Terroryzm nie jest wynalazkiem XX wieku ani tym bardziej wieku XXI. To jednak współcześnie jest najdotkliwiej odczuwany. "Skutki terroryzmu są wprost proporcjonalne do poziomu rozwoju demokracji. Terroryzm nie jest wrogiem państw totalitarnych, dlatego tak często był przez nie używany jako narzędzie polityki. Tak naprawdę terroryzm zagraża demokracji, bo uderza w jej podstawy: wolność, zaufanie, swobodny obrót gospodarczy. Terroryzm jest więc dla współczesnej cywilizacji czymś w rodzaju raka bądź AIDS. Nic dziwnego, że wojna z terroryzmem stała się najważniejszym politycznym celem współczesnych demokracji" - napisał w eseju "Terroryzm a wolność" prof. Samuel Huntington, amerykański politolog i socjolog. Nie jest też przypadkiem, że pierwsza fala masowego terroryzmu przypada na koniec XIX i początek XX wieku, kiedy tworzyły się nowoczesne państwa demokratyczne. Terroryzm jest po prostu antytezą demokracji.

Z terroryzmem na masową skalę żyjemy praktycznie od końca lat 60., kiedy zaczęły działać włoskie Czerwone Brygady, niemiecka Frakcja Czerwonej Armii czy Japońska Czerwona Armia. Nie przypadkiem terroryści rekrutowali swoich zwolenników głównie na lewicowych uniwersytetach w Rzymie, Bolonii, Berlinie, Hamburgu czy Frankfurcie. W latach 70. nasiliła się działalność takich organizacji jak hiszpańska ETA (Kraj Basków i Wolności). Wtedy ożywiły się powstała już w 1919 r. Irlandzka Armia Republikańska oraz nękający francuskie miasta zamachami bombowymi Front Wyzwolenia Korsyki. We Francji już pod koniec lat 50. szalał terror OAS (Organizacja Tajnej Armii), organizacji przeciwnej polityce de Gaulle'a w Algierii. W latach 70. prym wiodła lewacka Action Directe (Akcja Bezpośrednia). Kłamie więc ten, kto terroryzm łączy z konfliktem palestyńsko-izraelskim czy polityką USA wobec państw tzw. osi zła. Terroryzm jest w dużej mierze produktem lewicowej europejskiej inteligencji.

Człowiek epoki terrorystycznej

Dla człowieka epoki terrorystycznej najważniejsza stała się informacja i wiedza. Człowiek epoki terrorystycznej rozbudowuje przede wszystkim systemy informacji przedłużające zmysły. Już około 2 mld osób ma dostęp do telefonii komórkowej, co sprawia, że są oni uchwytni praktycznie przez całą dobę. Przebywając w domu czy pracy, człowiek epoki terrorystycznej korzysta z informacji pochodzących z radia, telewizji, Internetu - o wszystkim, co istotne w świecie i otoczeniu, dowiaduje się niemal w czasie rzeczywistym. Jesteśmy otoczeni przez systemy wszelkiego rodzaju czujników: dymu, ognia, tlenku i dwutlenku węgla (większość współczesnych grzejników i kuchenek ma czujniki odcinające dopływ gazu), materiałów radioaktywnych, gazów i substancji trujących, czujników sygnalizujących otwarcie bądź zamknięcie drzwi, odległość od przeszkód, a nawet stan zmęczenia organizmu.

Mieszkańcy Kalifornii wkrótce nie będą musieli nosić z sobą dokumentów. Policja i pogotowie będą dysponowały czytnikami chipów wszczepianych pod skórę przedramienia (tych, którzy się na to zgodzą). Na razie chipy wszczepiło sobie ponad sto osób. Dzięki takim chipom, gdy ktoś straci przytomność, można błyskawicznie sprawdzić, czy jest uczulony na wybrany lek. Laboratoria pracują też już nad wszczepianymi chipami identyfikacyjnymi z odbiornikiem GPS. Zainteresowani nimi są rodzice obawiający się o bezpieczeństwo swoich dzieci, a także instytucje zajmujące się opieką nad chorymi na Alzheimera. Zastosowanie wszczepianego chipa z GPS-em rozważają także uczestnicy misji pokojowych ONZ, którzy mogliby liczyć na szybką pomoc podczas ryzykownych przedsięwzięć. Osobę z takim GPS-em będzie można namierzyć praktycznie na całym świecie.

Rafał Geremek, Jan Stradowski

Pełny tekst w najnowszym 1101 numerze "Wprost", w sprzedaży od poniedziałku 29 grudnia.