Olejniczak jedzie do Brukseli

Olejniczak jedzie do Brukseli

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ważą się losy tych polskich zakładów mięsnych i mleczarskich, które nie będą w pełni dostosowane do  unijnych reguł sanitarnych w dniu wejścia do UE 1 maja.
Będzie to głównym tematem środowych rozmów ministra rolnictwa Wojciecha Olejniczaka w Komisji Europejskiej - przyznaje Beate Gminder, rzeczniczka komisarza UE ds. ochrony zdrowia i  konsumentów, Irlandczyka Davida Byrne'a. To on będzie głównym rozmówcą Olejniczka w Brukseli.

Jeśli Polska nie wykaże się stanowczością w zamykaniu zupełnie niedostosowanych zakładów i w zatrzymywaniu na własnym rynku produktów wytwarzanych przez te, które uzyskały dodatkowy czas na  dostosowanie lub które zawsze będą produkowały na rynek lokalny, nie można wykluczyć zastosowania przez Komisję tzw. klauzul ochronnych.

Służą one do ochrony jednolitego rynku przed towarami, które -  wyprodukowane niezgodnie z regułami unijnymi - mogłyby spowodować zakłócenia na tym rynku. W wypadku produktów żywnościowych zastosowanie klauzuli oznaczałoby zakaz eksportu z Polski.

Mniej drastycznym posunięciem byłoby wszczęcie przez Komisję postępowań przeciwko Polsce za niewdrożenie prawa unijnego. Takie postępowanie, jeśli państwo członkowskie Unii je lekceważy, kończy się z czasem sprawą w Trybunale UE w Luksemburgu.

"Wszystko to jest możliwe. Nigdy tego nie wykluczaliśmy, ale  staramy się porozumieć z polskimi władzami i wspólnie rozwiązać problemy tak, aby tego uniknąć" - mówi Gminder.

Otoczenie Byrne'a wypowiada się więc ostrożniej niż komisarz ds. poszerzenia Guenter Verheugen, który już teraz zapewnia, że nie będzie klauzul. Ale nawet znany z optymizmu Verheugen nie wyklucza postępowań mogących zakończyć się w unijnym trybunale.

Rzeczniczka Byrne'a podkreśla jednak, że Komisja dostrzega "wysoki stan świadomości i bardzo poważne podejście polskich władz" do wdrożenia unijnych standardów weterynaryjnych i  sanitarnych.

Drugą ważną dziedziną jest należyte zabezpieczenie przed epidemią choroby szalonych krów (BSE). Od czasu krytyki w listopadowym raporcie Komisji Europejskiej Polska poczyniła w tym zakresie spore postępy, zwłaszcza w systematycznym testowaniu, ale nie wszystko jest jeszcze zapięte na ostatni guzik.

Nie w pełni działa system rejestracji i nadzoru nad przemieszczaniem bydła, nie ma też wystarczających zdolności do  spalania tzw. materiałów ryzyka i tuszy zwierząt, które trzeba usunąć, bo chorują lub mogły zetknąć się z zarażoną sztuką.

"Środowe rozmowy nie mają nadzwyczajnego charakteru, wasz minister nie został +wezwany+ do Brukseli, nie ma to związku z  jakąś szczególną falą niepokoju w Komisji" - mówi Gminder, nie  kryjąc, że usiłuje uprzedzić sensacyjne nagłówki w polskiej prasie.

oj, pap