"Na obu biegunach panowały niekończące się walki frakcyjne, małostkowość i niepokojąca skala korupcji. Wynikiem tego jest głębokie rozczarowanie Polaków polityką; w pierwszych wyborach europejskich (13 czerwca) prawdopodobnie weźmie udział mało wyborców, a populiści szybko zdobędą pod nogami pewny grunt" - czytamy w komentarzu Asha.
Jak zauważył Ash, "wydaje się, że podobnie jak we Włoszech gospodarka (w Polsce) rozwija się, na przekór politycznemu chaosowi, ale Polska jest o wiele mniej rozwiniętą kapitalistyczną demokracją niż Włochy. "Narzuca mi się wniosek, że - jak na razie - cała polityczna reprezentacja tego kraju zawiodła" - dodał brytyjski politolog.
Według Asha, Polsce grozi utrata równowagi w polityce zagranicznej. "Niejednemu krajowi o polskich doświadczeniach zakręciłoby się w głowie od tego, że Waszyngton traktuje go przy wspólnym stole jako szczególnego, uprzywilejowanego partnera i mocarstwo. (Ostatecznie od tego kręci się także w głowach brytyjskim premierom). A Polska chciała pokazać Francji i Niemcom, że niemiecko-francuska para nie może - ot, tak - narzucać przyszłego kształtu Unii Europejskiej" - napisał politolog.
"Jeśli jednak - dodał - Polska, biedny kraj, który z trudem utworzy rząd, będzie - w przyszłym miesiącu, podczas brukselskiego szczytu (UE- przyp. red.) - jedyną przeszkodą na drodze do rozsądnego kompromisu w sprawie porozumienia na temat konstytucji europejskiej, to nie będzie to jej dobry początek w UE. Polska ponad wszelką wątpliwość powinna także pokazać, iż chce, aby szczególnym partnerem Stanów Zjednoczonych stała się cała UE. Nie może się dać wykorzystywać przez Waszyngton jako narzędzie do dzielenia i rządzenia w Europie".
oj, pap