Lot do marzeń

Dodano:   /  Zmieniono: 
Już dawno w kinach nie było filmu, który tak wgniatałby w fotel jak "Aviator". Jednak najnowsze dzieło Martina Scorsese pozostawia uczucie niedosytu.
"Aviator" to film będący kinowym rozwinięciem znanego stwierdzenia o tym, że granica między geniuszem a obłędem jest bardzo cienka. Jest rok 1930. 20-letni Howard Hughes (w tej roli Leonardo DiCaprio) ryzykuje cały majątek swoich rodziców, aby nakręcić film "Aniołowie piekieł". Mimo że konkurencja puka się w czoło, on z uporem godnym lepszej sprawy realizuje swe marzenie; dokłada kolejne figury do skomplikowanych układów walk powietrznych i ściąga kolejne kamery, aby je jeszcze lepiej sfilmować. Gdy wydaje się, że wszystko jest gotowe, Hughes każe nakręcić cały materiał raz jeszcze, aby lepiej pokazać dynamikę potyczek w chmurach. A potem jeszcze przemontować dźwięk. Wariat? Okazuje się, że nie - "Aniołowie piekieł" odnoszą sukces, film wchodzi na stałe do historii kina.

Cały on - Howard Hughes. Milioner, pasjonat lotnictwa i kina, łowca przygód i pięknych kobiet. Perfekcjonista, który zrobi wszystko, aby zrealizować własne marzenia. Ale jednocześnie człowiek, który przegrywa i musi zmagać się z własnymi słabościami.

Życiorys Hughesa działa na wyobraźnię i aż dziwne, że ten gotowy scenariusz wykorzystał dopiero Scorsese, robiąc zresztą "Aviatora" z rozmachem charakterystycznym dla jego głównego bohatera. W filmie roi się od gwiazd, nawet drugo- i trzecioplanowe role obsadzili znani aktorzy. Nie zawiódł DiCaprio, który brawurowo, ale bezbłędnie zagrał charyzmatycznego milionera. Bez zarzutu są zdjęcia, a scena, w której Hughes rozbija się w czasie oblatywania prototypu samolotu szpiegowskiego, to prawdziwa maestria kamery.

A jednak film nie przekonuje. Scorsese pokazał Hughesa z sympatią, którą jednak zwykłemu widzowi ciężko zrozumieć. W końcu jak można lubić rozpieszczonego milionera, który bawi się rozbijając samoloty kupione za pieniądze rodziców. Podczas gdy normalni ludzie harują w pocie czoła od rana do nocy, Hughes romansuje z pięknymi aktorkami i goni za własnymi, bardzo drogimi marzeniami. Scorsese jego dziwactwa stara się usprawiedliwić traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa, rozłąką z rodzicami, jednak te argumenty wydają się naciągane. I choć bez wątpienia "Aviator" to kino pełną gębą i pokaz możliwości filmowego rzemiosła, trochę zabrakło mu wiarygodności.

Agaton Koziński

"Aviator" ("The Aviator"), reż. Martin Scorsese, Japonia/Niemcy/USA, 2004