W całym tym zamieszaniu nie chodzi tylko o czyste ręce Grossa ani nawet o to, że przynosi on wstyd swoim rodakom, ale o sprawę znacznie poważniejszą - sytuację na tamtejszej scenie politycznej. Czesi od dawna zniechęceni do rządzącej socjaldemokracji zaczynają przenosić swe głosy na marginalną do tej pory partię postkomunistyczną. Dzięki temu w sondażach przedwyborczych zajmuje ona już drugie miejsce za centroprawicowym ODS-em. Gross, który miał odnowić oblicze czeskiej socjaldemokracji, pogrąża ją coraz bardziej, pchając kraj w objęcia postkomunistów. I nawet przykład Kalouska nie daje mu do myślenia.
W tej sytuacji im szybciej uda się Grossa odspawać od stołka, zanim nie narobi jeszcze większych szkód, tym lepiej dla Czech.
Agaton Koziński