Urodzeni mordercy?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Co powoduje, że kilkunastoletni chłopak wchodzi do szkoły uzbrojony w dwa pistolety i karabin, z mocnym postanowieniem zabicia każdego kto stanie na jego drodze, a w końcu zakończenia życia samobójstwem? Czy to, że jak podają media, koledzy naśmiewali się z niego? Czy też, że jego ojciec cztery lata temu popełnił samobójstwo, a matka przebywa pod stałą opieką szpitalną? Albo może to, że mieszka w ubogim miasteczku, w indiańskim rezerwacie? A może wrodzona choroba psychiczna? Fascynacja nazizmem i Hitlerem? A może jest coś innego?
Choć policja oficjalnie nie potwierdza tych informacji, świadkowie twierdzą, że zabójcą był siedemnastoletni Jeff Weise. Mimo, że nie był osobą szczególnie towarzyską wielu uczniów go znało. Jego ofiary błagały o życie, zwracając się do niego po imieniu. Niektórych, zanim strzelił, Jeff pytał czy wierzą w Boga.

Podobne pytania zadawali Dylan Kebold i Eric Harris, którzy sześć lat wcześniej pozbawili życia 13 osób z Columbine High School, raniąc 23. Ten przerażający bilans był tylko cząstką ich planu. Gdyby wszystko "wypaliło" zginąć miały setki uczniów. Jak miało być Red Lake prawdopodobnie się już nie dowiemy.

Wówczas ta masakra wywołała ogromne poruszenie w mediach. Na podstawie tamtych wydarzeń Michael Moore nakręcił głośny dokument "Zabawy z bronią" (Bowling for Columbine) piętnujący handel bronią w USA. Wydarzenia te stały się też kanwą scenariusza nagrodzonego w Sundance filmu Gusa Van Santa pod tytułem "Słoń". Przez prasę, radio i telewizję przetoczyła się fala dyskusji na temat agresji wśród młodzieży, dostępności broni i kultury śmierci. Żadnej z gadających głów nie udało się jednak zapobiec dzisiejszej tragedii. A z pewnością będzie ich więcej.

Dzisiejsza strzelanina to największa tego typu tragedia od tamtej z '99 roku - podają amerykańskie media. Ale wcale nie pierwszy i jedyny podobny przypadek szkolnej strzelaniny.

Gdzie zatem leży wina? Zauważmy, że większość tego typu tragedii ma miejsce w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście, czasami słychać o podobnych przypadkach w krajach europejskich, ale są to raczej sporadyczne incydenty. Z pewnością ma na to wpływ piętnowany od dawna łatwy dostęp do broni oraz wszechobecna w mediach i rozrywce przemoc - która jakkolwiek by nie patrzeć - MA wpływ na rozwój emocjonalny młodych ludzi.

Jest jeszcze jeden istotny czynnik - amerykańska fascynacja zbrodnią i przemocą. W USA seryjni zabójcy są gwiazdami z pierwszych stron gazet. Ba - nierzadko "bawią" się z mediami, wysyłając redakcjom lokalnych gazet listy czy zaszyfrowane wiadomości. Obierają sobie pseudonimy, jak gwiazdy show businessu. Tak robili słynny "Zodiak" i niedawno aresztowany dusiciel BTK (Bind, Torture, Kill - Zwiąż, Torturuj, Zabij). Wydana w tym tygodniu książka o BTK, rozchodzi się w Stanach jak świeże bułeczki. Coś w tym jest, bo nigdzie na świecie nie było tylu seryjnych morderców co w USA - jak choćby David Berkovitz, Ted Bundy, Jeff Dahmer czy Charles Manson. Zabrzmi to może jak banał, ale wydarzenia rodem z "Urodzonych morderców" Olivera Stone'a nie są już fikcją, tylko przerażającą i nieuniknioną rzeczywistością.

Kaja Szafrańska