Elektronika w kołysce

Elektronika w kołysce

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mamy już na rynku skomputeryzowane misie, telefony komórkowe dla dzieci, więc pojawienie się e-maila dla przedszkolaków właściwie nie dziwi. Niezmienne jest natomiast pytanie - po co maluchom coś takiego?
Oczywistym wytłumaczeniem jest chęć zdobycia nowej grupy klientów przez firmy produkujące elektronikę. Inne teorie, mówiące o stymulowaniu rozwoju dziecka, to czysty marketing. Psycholodzy od dawna powtarzają, że dla malucha najważniejsze są bezpośrednie kontakty z żywymi ludźmi oraz tradycyjne zabawki - klocki, lalki, układanki, książki z obrazkami. Próby zastąpienia ich telefonem, mailem czy telewizorem mogą ułatwić życie rodzicom, ale dzieci raczej na tym nie skorzystają.

Specjaliści od rozwoju dzieci twierdzą wręcz, że sztuczna stymulacja może być szkodliwa. Przeładowane elektroniką zabawki zamiast pobudzać mogą ograniczać kreatywność kilkulatków. Zbyt duża ilość bodźców dźwiękowych i świetlnych sprawia, że dziecko nie wykazuje własnej inicjatywy i jedynie biernie obserwuje gadżet. Podobnie jest w przypadku telewizji - jej o oglądanie przez kilkuletnie dzieci według niektórych badań może zwiększać ryzyko wystąpienia zaburzeń koncentracji, jeśli maluch spędza przed ekranem kilka godzin dziennie.

Na szczęście naszpikowane elektroniką zabawki bardziej podobają się dorosłym niż dzieciom. Udowodniły to czterolatki bawiące się produkowanymi przez Microsoft pluszakami o nazwie Actimates (mogą wypowiedzieć ok. 4 tys. słów, a po bezprzewodowym połączeniu z komputerem - nawet 10 tys.). Psychologowie stwierdzili, że znudzone dzieci po jakimś czasie wyłączały zasilanie i bawiły się elektronicznymi gadżetami tak jak zwykłymi lalkami. Actimates okazały się rynkową porażką, podobnie jak mówiąca Barbie i opracowana na Massachusetts Institute of Technology "ucząca się" lalka My Dream Baby. Wygląda więc na to, że chociaż maluchy zachowały trochę zdrowego rozsądku.

Jan Stradowski

Czytaj też w tygodniku "Wprost": Mówię, więc jestem (Porozmawiaj ze swoim dzieckiem już w jego kołysce!).