„Miasto Węgorzy” na dnie oceanu tętniło życiem. Fascynujące odkrycie naukowców

„Miasto Węgorzy” na dnie oceanu tętniło życiem. Fascynujące odkrycie naukowców

Wokół szczytu podwodnego wulkanu pływały setki węgorzy
Wokół szczytu podwodnego wulkanu pływały setki węgorzy Źródło: Shutterstock / Youtube
Woda była pełna żelaza, z dna wydobywały się trujące płyny, a z kominów hydrotermalnych tryskała ciecz o temperaturze około 81 stopni Celsjusza. To nie brzmi jak miejsce, w którym mogłoby istnieć życie. A jednak – to, co zobaczyli tam naukowcy, przyprawiło ich o zawrót głowy.

Chodzi o podwodny wulkan Vailulu'u, który znajduje się w Oceanie Spokojnym, w pobliżu wysp Samoa. Szczyt wulkanu leży około 1000 metrów pod powierzchnią wody. Cała góra ma około 4360 metrów wysokości, a jej podstawa ciągnie się na ponad 32 kilometry.

Wulkan został dokładnie zmapowany w 1999 roku podczas wyprawy Woods Hole Oceanographic Institution (Instytutu Oceanograficznego Woods Hole). Kilka lat później badacze wrócili tam, by sprawdzić, co się zmieniło – a zmieniło się wiele.

Stożek, który wyrósł znikąd

W kraterze pojawiła się nowa struktura – stożek wulkaniczny o wysokości około 300 metrów. Wcześniej go tam nie było. Naukowcy nazwali go Nafanua.

Środowisko wokół było skrajnie niebezpieczne. Z kominów hydrotermalnych wypływały gorące i kwaśne płyny o temperaturze sięgającej 81 stopni Celsjusza. Do wody przedostawały się też związki żelaza, które tworzyły grube, rdzawoczerwone osady. – Otwory wentylacyjne wypełniają krater Vailulu'u gęstą zawiesiną cząstek stałych i najwyraźniej toksycznych płynów, które mieszają się z wodą morską napływającą przez pęknięcia w kraterze – opowiadali naukowcy.

Wszystko wskazywało na to, że żaden organizm nie mógłby tu przetrwać.

Setki węgorzy w toksycznym kraterze

Ku ogromnemu zaskoczeniu badaczy, wokół szczytu Nafanua pływały setki węgorzy. To niezwykłe skupisko szybko zaczęto nazywać „Miastem Węgorzy”. Naukowcy przypuszczają, że prądy morskie znosiły w to miejsce drobne krewetki żyjące w toni wodnej. Węgorze przypływały tam, by się nimi żywić.

Dla innych organizmów to miejsce było jednak śmiertelną pułapką. – Fosa i dno krateru wokół nowego wulkanu są usiane martwymi organizmami wielokomórkowymi, które najwyraźniej zginęły w wyniku narażenia na emisje hydrotermalne – napisali w badaniu naukowcy.

Badacze zauważyli też coś niepokojącego. – Paradoksalnie, te same prądy antycyklonalne, które dostarczają węgorzom pożywienie, mogą również skupiać szeroką gamę zwierząt nektonicznych w śmiertelnej pułapce toksycznych płynów hydrotermalnych – czytamy w raporcie.

Miasto, które zniknęło

Gdy naukowcy wrócili w to samo miejsce w 2017 roku, zobaczyli coś zupełnie innego. Zdalnie sterowany pojazd podwodny zarejestrował tylko kilka samotnych węgorzy. Kominów hydrotermalnych nie było widać – po „Mieście Węgorzy” praktycznie nie został żaden ślad.

Naukowcy przypuszczają, że kominy mogły powstać po krótkiej erupcji wulkanu. Z czasem skały ostygły, emisje ustały, a niezwykły ekosystem po prostu przestał istnieć.

Czytaj też:
Wyglądają jak miniaturowe statki kosmiczne. Naukowcy właśnie je odkryli
Czytaj też:
Gigantyczne jezioro pod ziemią. Naukowcy przecierają oczy ze zdumienia

Opracowała:
Źródło: discoverwildlife.com