Rzeźnik na wokandzie

Rzeźnik na wokandzie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wyjęty z lisiej dziury, jak dziecko przebadany pod okiem kamer, ogolony i wreszcie ubrany w "cywilną" marynarkę. A jednak Saddam wciąż straszy. Niewielu spodziewało się takiego przebiegu procesu. Miał być show, prawnicze triki, teatralne gesty i tysiące wniosków blokujących rozprawę. Zamiast tego powiało chłodem.
"Nawet teraz, gdy patrzę w telewizor, wystarczy, że spojrzę w jego oczy, a przeszywa mnie strach" - mówił telewizji CNN pewien Irakijczyk. Świadkowie, którzy mieli zeznawać przeciw Saddamowi, musieli poczuć to samo. Tyle, że ich strach był jeszcze bardziej uzasadniony. Dla irackiej partyzantki Saddam jest symbolem, który w zastępstwie innych, ma jednoczyć w walce z Amerykanami. Dlatego partyzanci robili wszystko, by zastraszyć prokuratorów, sędziów i świadków procesu rzeźnika z Bagdadu. Nie znali ich nazwisk i twarzy, a mimo to straszyli. Jednego z sędziów udało im się nawet zabić.

Proces nie będzie zapewne szybki i bezproblemowy. Zresztą pośpiech tylko by zaszkodził. Aby Irakijczycy uwierzyli w zasadność i niezależność sądu lepiej, by sprawa nie przyjęła szybkiego obrotu. Zresztą próba udowodnienia większej liczby zbrodni "rzeźnika" byłaby też formą rozliczenia z przeszłością. Teoretycznie pomysł osądzenia dyktatora wydaje się ze wszech miar słuszny. Jednak nawet niewielkie błędy praktyczne podczas samej rozprawy mogą doprowadzić do konsekwencji, których Amerykanie woleliby zdecydowanie uniknąć. Niezależnie jak bardzo od tego się odżegnują proces ten jest przeprowadzany z inicjatywy USA.

I to na nich na razie spadnie odpowiedzialność za jego konsekwencje.

Grzegorz Sadowski