Nie sądziłem, że do tego dojdzie, ale niech tam. Po raz pierwszy muszę przyznać rację rosyjskiemu MSZ. Stara zasada dyplomacji mówi: Do Rosji się nie jeździ. Do Rosji cię wzywają.
Nic nie wskazuje na to, że minister Urmas Paet uzasadnił cel swojej podróży. A tam na formularzu, jak stoi wół: cel wizyty. I trzeba traktować to poważnie. Wpisywanie jakichś okrągłych stołów czy debat europejskich tego wymogu nie spełnia. Ministrowie innych państw w Rosji nie debatują. Jeszcze przyjdzie takiemu do głowy krytykować. Minister z Estonii, jeśli już jest na rosyjskiej ziemi ma słuchać. Dyskutować może w domu. Dobrze choć, że w Moskwie urzędnicy sprawę w porę wykryli i zareagowali.
Inna ważna rzecz. Rosja się stabilizuje. Giną na oceanie społecznej stabilizacji ostatnie ośrodki zamętu. W Moskwie zadecydowano, że należy coś zrobić z zagranicznymi organizacjami pozarządowymi. Coś zrobić oznacza zlikwidować. I jest w tym pewna słuszna logika. Od dawna obserwowano, że organizacje te stymulują dyskusję, nawet, o zgrozo, polityczną. podjęto słuszną decyzję. Takie mędrkowanie rodzi tylko zamęt, a skoro ma być stabilizacja, to niech ją budują wszyscy, nawet nieobecne organizacje pozarządowe.
I teraz wydaje mi się, że my w stronę światłych rządów idziemy na piechotkę, a Rosja pędzi samochodem. Ten samochód chciał na chwilę zatrzymać minister Urmas Paet. Nie udało się. Szkoda.
Grzegorz Sadowski