Na prywatyzację Kaniewski

Na prywatyzację Kaniewski

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ministrem skarbu został zaufany Leszka Millera. Zbigniew Kaniewski dokładnie wykonuje polecenia. To ostatni minister skarbu, bo premier nie będzie miał za co go zwolnić
Po dymisji ministra skarbu Piotra Czyżewskiego premier długo szukał chętnego do objęcia najtrudniejszego resortu w rządzie. Gdy premier zastanawiał się, co robić, do jego gabinetu zastukał Zbigniew Kaniewski, mało znany poseł z Łodzi. Parlamentarzysta chciał nakłonić Leszka Millera do oddania teki ministra skarbu Jackowi Piechocie. Gdy Miller zobaczył w drzwiach nieco zapomnianego kolegę z okręgu wyborczego, doznał olśnienia. Dwa dni później Kaniewski otrzymał propozycję kierowania resortem skarbu. - Tak wyglądał wybór nowego ministra - można usłyszeć na korytarzach kancelarii premiera. Leszek Miller miał problem ze znalezieniem następcy Czyżewskiego. Nowo wybrany szef Klubu Parlamentarnego SLD Krzysztof Janik zablokował wybór Przemysława Morysiaka. Chciał w ten sposób pokazać partyjnym kolegom, że w przeciwieństwie do Jerzego Jaskierni nie ograniczy się do biernego wykonywania poleceń. Morysiak przepadł w trakcie konsultacji, ponieważ posłowie nic o nim wcześniej nie wiedzieli. Wtedy premier zaproponował Zbigniewa Kaniewskiego.- Dla mnie było to takie samo zaskoczenie jak dla opinii publicznej - przyznał w rozmowie z BusinessWeekiem minister skarbu. Mimo że na spotkaniu z władzami Klubu Parlamentarnego SLD Kaniewski nie potrafił sformułować jasnych planów dotyczących prac i zadań resortu skarbu, zapadła decyzja o powołaniu go do rządu. Wiesław Kaczmarek, gdy pada pytanie o Kaniewskiego, przestaje się uśmiechać. Jego twarz tężeje. - Nie chcę mówić na ten temat. Powiem tylko jedno: po owocach jego poznacie go - stwierdza. To zdanie powtarza wielu polityków SLD. - Gdybym była na miejscu premiera, to jeszcze poszukałabym innego kandydata - przyznała członkini prezydium Klubu Parlamentarnego SLD Izabella Sierakowska. Leszek Miller nie przejął się krytyką. Żeby wspomóc ministra, do pracy w resorcie przekonał Przemysława Morysiaka. W ten sposób niedoszły minister został wiceministrem, ale zdaniem polityków SLD to on będzie faktycznie kierował pracami ministerstwa. Prezydent podczas wręczania aktu nominacji był wyjątkowo wstrzemięźliwy w słowach. - Konstytucyjnie skład rządu wybiera premier - podsumował wybór Aleksander Kwaśniewski.
Taki sobie biznesmen
Posłowie opozycji ironizują, że Leszek Miller na stanowisko ministra mianował osobę, która ukończyła "sejmową akademię ekonomiczną". Podkreślają, że minister nie ma wprawy w zarządzaniu.
Nam udało się odnaleźć ślad prób działalności biznesowej szefa resortu skarbu. W maju 1999 roku wspólnie z trzema znajomymi założył Fundację Rozwoju i Wspierania Przedsiębiorczości "Jutrzenka". Niedługo potem łódzcy przedsiębiorcy otrzymali od Jutrzenki list z prośbą o wsparcie finansowe. "Dziś ty pomagasz innym, jutro inni pomogą tobie. Jest to jedyny sposób konsolidacji wszystkich, bez względu na branżę działania w cichej walce z agresywnym kapitałem zachodnim przy jednoczesnym wspieraniu siebie nawzajem ze środków zwolnionych na podstawie rozporządzenia ministra finansów" - prosili nadawcy. Na apel odpowiedziała m.in. niewielka pracownia architektoniczna. Zamiast pomocy finansowej zaproponowała współpracę. Fundacja zgodnie ze statutem mogła prowadzić działalność gospodarczą polegającą na zarządzaniu i obrocie nieruchomościami, więc skorzystała z usług firmy. Na zlecenie Jutrzenki pracownia miała przygotować plany przebudowy dawnej fabryki na centrum biurowo-usługowe. Mimo że Jutrzenka nie dostarczyła nawet aktu własności i upoważnień, rozpoczęto prace. Zleceniodawca zaproponował, że za usługi zapłaci w ratach, więc po wykonaniu inwentaryzacji, dokumentacji i ekspertyz biuro architektoniczne przesłało do fundacji faktury na 115 tys. zł.Mijał czas, a pieniądze nie wpływały. Natomiast szefowie Jutrzenki przestali przychodzić na spotkania. "Telefonicznie usprawiedliwiali opieszałość w płatnościach trudnościami ze skontaktowaniem się ze Zbyszkiem [Kaniewskim - przyp. red]. (...) Gdy przypadkiem natknąłem się na posła Kaniewskiego, ten poklepał mnie po ramieniu i obiecał, że pomoże" - opowiadał Dziennikowi Łódzkiemu szef poszkodowanej firmy. W końcu pozwał fundację do sądu. Pół roku później fundacja postanowiła zrealizować jeszcze jeden punkt statutu: "prowadzenie przewozów osobowych, w tym dla niepełnosprawnych". Pomysł był prosty - za pieniądze pochodzące m.in. z funduszy na aktywną walkę z bezrobociem Jutrzenka chciała kupić 450 fiatów multipla i uruchomić korporację taksówkową. Inicjatywę wsparły lewicowe władze miasta. Według relacji regionalnej prasy, wiceprezydent Łodzi Władysław Skwarka popierał Jutrzenkę, bo liczył, że dzięki tak dużemu kontraktowi Fiat zainwestuje w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Szyki fundacji popsuli taksówkarze, którzy uznali, że jest już ich i tak zbyt wielu w mieście, więc pojawienie się kolejnej korporacji doprowadzi wielu z nich do bankructwa. Kilka dni po ogłoszeniu planów Jutrzenki taksówkarze zablokowali miasto, a odwiedzającemu Łódź prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu wręczyli list protestacyjny. Jutrzenka zrezygnowała ze swoich planów. Zbigniew Kaniewski o tych wydarzeniach mówi bardzo niechętnie. - Gdybym się uparł, być może ten biznes powiódłby się. Przedsięwzięcie się zamykało ekonomicznie i dlatego wywołało tyle protestów łódzkich taksówkarzy. Nie chciałem wchodzić w konflikt z dużym środowiskiem - tłumaczy porażkę. Jeszcze mniej mówi o wpędzeniu w kłopoty finansowe biura architektonicznego. Jego zdaniem, to biuro postąpiło nieuczciwie wobec Jutrzenki - fundacja się rozliczyła, a oni nie wykonali swych zobowiązań.
Fachowiec związkowiec
"Rząd powinien w końcu zdecydować, co ma być sprywatyzowane, a co nie" - oświadczył Kaniewski Trybunie tuż po otrzymaniu nominacji. Szczegółowy program prywatyzacji do 2006 r. Rada Ministrów przyjęła w grudniu zeszłego roku i plan ten dostępny jest na stronie internetowej ministerstwa. Swoje urzędowanie minister rozpoczął od obmyślania sposobów na zapewnienie wysokich wpływów do skarbu państwa. - W celu usprawnienia i przyspieszenia prywatyzacji w Ministerstwie Skarbu powołano specjalny komitet, który będzie sterował całym przedsięwzięciem - ogłosił pomysł posłom z komisji skarbu. Zdaniem krytyków, Kaniewski dostał rolę jak z greckiej tragedii: z jednej strony będzie musiał dopuszczać inwestorów zagranicznych i dbać o liberalizowanie rynku, a także zapewnić sprawny przebieg procesu prywatyzacji; z drugiej natomiast jako związkowiec będzie starał się walczyć o ochronę wpływów i interesów grup pracowniczych. - Minister skarbu może czasem sprywatyzować firmę bez zabezpieczenia socjalnego dla pracowników. Tak było na przykład ze sprzedażą Polskich Hut Stali. Czy minister Kaniewski się na to zdobędzie? - pyta była minister skarbu prof. Aldona Kamela-Sowińska. Kaniewski przekonuje, że związkowe doświadczenie nie będzie mu przeszkadzało w nowej pracy. Zapewnia, że w sprawie PHS postąpiłby podobnie jak poprzednik. - Nie zatraciłem wrażliwości społecznej i jestem człowiekiem dialogu. Jednak gdyby negocjacje niebezpiecznie przedłużały się i stanowiły przeszkodę do wygrania przyszłości jakiegoś sektora, to oczywiście musiałbym podjąć decyzję w imię rozwoju tego sektora, a dopiero potem negocjować jakiś pakiet socjalny - twierdzi. Problem w tym, że zdanie ministra co chwila zmienia się. Jeszcze przed wyborami przedstawiał siebie jako gorącego orędownika m.in. prywatyzacji pracowniczej. W rozmowie z BusinessWeekiem minister Kaniewski zaczął się wycofywać z tego pomysłu. Nie zarzucił go jednak całkowicie.
- Ten postulat odnosi się do małych firm. Pomysł, żeby np. Orlen sprywatyzować pracowniczo, jest oczywiście niewykonalny - stwierdził. "Przykładem determinacji Zbyszka są działania protestacyjne" - poseł napisał sam o sobie w ulotce wyborczej w 2001 roku. I rzeczywiście, to było jedyne działanie, jakim wyróżnił się w poprzedniej kadencji Sejmu. - Posła Kaniewskiego widywałem głównie przed kancelarią premiera. Zawsze przychodził na czele manifestacji OPZZ - opowiada Marcin Graczyk, sprawozdawca sejmowy Radia TOK FM.
Fajny chłop i sekretarka
- On wypowiada się tak, jakby rozumiał co nieco, ale nie sądzę, żeby w rzeczywistości znał się na tym, czym będzie się zajmował - mówi łódzki polityk SLD proszący o zachowanie anonimowości. - Gdybym miał wybrać dziesięciu najsympatyczniejszych posłów, to Zbyszek znalazłby się w tej grupie. Natomiast gdybym musiał wytypować dziesięciu posłów, z których miałbym wybrać ministra skarbu, to na pewno nie brałbym go pod uwagę. Mimo że jest posłem już czwartą kadencję, zanim został ministrem, niewiele osób wiedziało o jego pracy w Sejmie. - Naprawdę nic o nim nie wiem. Czekam na posiedzenie komisji, gdzie mamy się z nim spotkać - bezradnie rozkładał ręce Wiesław Walendziak, szef sejmowej komisji skarbu. - O Kaniewskim mogę tylko powiedzieć, że istnieje. Zazwyczaj mówi długo, ale nic z tego nie wynika, ocenia łódzki poseł opozycji. W tej kadencji przy mównicy stał już 45 razy. Głośno było o nim raz. Gdy dziennikarze ujawnili, że w ustawie o biopaliwach ktoś dopisał "lub inne rośliny". Sejmowa legislatorka twierdziła, że zrobiła to na jego polecenie. Komisja powołana przez marszałka Marka Borowskiego oczyściła go z zarzutów. - Nie sądzę, żeby był w to zamieszany. Trudno sobie wyobrazić, żeby Kaniewski postąpił w tak prostacki sposób - ocenia Artur Zawisza (PiS), który razem z Kaniewskim pracował w komisji do rozpatrywania projektów ustaw związanych z rządowym programem Przedsiębiorczość - rozwój - praca.
Komisja kierowana przez Kaniewskiego przejmowała wszystkie najważniejsze rządowe projekty. Oprócz osławionych biopaliw kierował również pracą nad ustawą o opłacie drogowej, a także o abolicji podatkowej. - Spod jego ręki wychodziły projekty ustaw albo w takiej formie, w jakiej wpłynęły z Rady Ministrów, albo zmienione w sposób dogodny dla rządu. Nie wnikał, czy ustawa jest dobra czy zła - ocenia Artur Zawisza.
Posłowie kpią, że Leszek Miller mianował ministrem automatyczną sekretarkę, na którą będzie nagrywał polecenia. - On będzie ostatnim ministrem skarbu w tym rządzie, bo Miller nie będzie miał za co go wyrzucić. Jak dotąd wszystko, co mu polecił premier, wypełniał bezdyskusyjnie - twierdzi partyjny kolega Kaniewskiego. Kaniewski ma za sobą pierwsze spotkanie z premierem i przedstawicielami biznesu. Na nim podobno zapadła decyzja o sprzedaży reszty udziałów skarbu państwa w Rzeczpospolitej. - Taka sytuacja nie miała miejsca - zaprzecza minister. - Była tylko mowa o potrzebie rozwiązania problemów związanych z Rzeczpospolitą. Jedyną decyzją, którą mogłem podjąć, to decyzja zmierzającą do komercjalizacji - przyznał po chwili. Pytany, czy na spotkaniu był premier i strona zainteresowana kupnem gazety, odmówił odpowiedzi. - Nie mam upoważnienia do udzielania takich informacji - stwierdził.
Jan Osiecki

Na giełdę, na giełdę
Rozmowa ze Zbigniewem Kaniewskim, ministrem skarbu

W swoim programie wyborczym proponował Pan "zachowanie kontroli państwa nad grupą bankową opartą o PKO BP SA". Czy ten bank będzie prywatyzowany, czy nie?
Oczywiście, że będzie, ale chodzi o to, żeby zachować pakiet kontrolny w gestii skarbu państwa. Bank już niedługo pójdzie na giełdę. Wszystkie przedsiębiorstwa, dla których nie znajdziemy inwestorów strategicznych, będziemy kierowali na giełdę.
Dlaczego państwo ma być właścicielem największego banku detalicznego?
Panuje przekonanie, że jeżeli niektóre banki nie pozostaną pod kontrolą państwa, to będzie bardzo trudno sterować ważnymi procesami gospodarczymi w naszym kraju. Istnieje również potoczne wyobrażenie, że trudno jest uzyskać kredyt w bankach z zagranicznym kapitałem, że te banki sprzyjają raczej firmom zagranicznym niż polskim. Nie chcę komentować sensowności tej opinii. Poza tym w programie SLD-UP mamy zachowanie kontroli państwa nad PKO BP. Teraz przede wszystkim należy wzmacniać kapitałowo ten bank. Potem będziemy analizować, czy dalsze elementy prywatyzacji są możliwe.
Ale przecież budżet zyska więcej z prywatyzacji dużego banku niż kilku małych firm.
Muszę uwzględniać poglądy opinii publicznej i możliwość przeprowadzenia tej operacji w układzie całego rządu. Kaniewski nie jest na bezludnej wyspie i musi liczyć się z różnymi stanowiskami.
Rozmawiał J.O.

Zbigniew Kaniewski
Człowiek do usług
Wiek: 56 lat
Wykształcenie: wyższe - Uniwersytet Gdański, Wydział Biologii i Nauk o Ziemi
Pierwsza praca: nauczyciel geografii
Punkty zwrotne w karierze: 1976 - przenosiny z Warszawy do Łodzi; rozpoczyna pracę w zarządzie głównym Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Włókienniczego
1991 - po raz pierwszy kandyduje
do Sejmu
Stan cywilny: żonaty
Hobby: pielęgnacja ogrodu
Języki obce: rosyjski

MAREK DYDUCH Żeby poznać zagadnienia prywatyzacji, trzeba przynajmniej dwa lata terminować w resorcie. Kaniewski nie ma tu żadnego doświadczenia.
WiesŁaw Kaczmarek Nie chcę nic mówić o nowym ministrze skarbu. Powiem tylko jedno: po owocach jego poznacie go.
ALDONA KAMELA-SOWIŃSKA Nie wiem, czy minister odważy się prywatyzować bez zabezpieczenia socjalnego dla pracowników.
WIESŁAW WALENDZIAK Nic nie wiem o nowym ministrze. Czekam na posiedzenie mowej komisji skarbu, na którym mamy się z nim spotkać.
ARTUR ZAWISZA Jako szef sejmowej komisji nadzwyczajnej Kaniewski nie wnikał, czy rządowe projekty ustaw są słuszne, czy niesłuszne.

Czytaj także

 0